Zaćmienie
Zaćmienie opis
Trzecia część cyklu. Kiedy media zaczynają donosić o serii tajemniczych morderstw w Seattle, a do lasów wokół Forks powraca żądna zemsty wampirzyca, Bella uświadamia sobie, że znowu grozi jej śmiertelne niebezpieczeństwo. W dodatku, wiedząc, że jej decyzja może doprowadzić do odnowienia odwiecznego konfliktu pomiędzy wampirami a wilkołakami, zmuszona jest wybierać pomiędzy miłością Edwarda a przyjaźnią Jacoba. Zbliża się też zakończenie roku szkolnego, a więc termin przemiany - co Bella ma
wybrać: życie czy śmierć?
wybrać: życie czy śmierć?
KLIENCI KTÓRZY ZAKUPILI TEN PRODUKT KUPILI RÓWNIEŻ
- WARTO ZOBACZYĆ RÓWNIEŻ...
Autor: Sylwia Ła... Data dodania: 22/06/2010
Wszystkie cztery części sagi Zmierzch wydano już długo wstecz, ale ja jakoś nie byłam do nich przekonana. Fakt, że są one pożywką dla trzech czwartych nastolatek na świecie, wydawał mi się podejrzany. Wiadomo, że bestsellery ni muszą być wcale najlepszymi książkami, tylko najlepiej sprzedawanymi. Jednak, aby nie mieć zaległości, w końcu zdecydowałam się na przejrzenie pierwszej części.
Niewątpliwie była ona najlepsza. Poruszająca, nowa, świeża. Księżyc w nowiu sprawiał wrażenie, że został napisany na szybko, jakby bez konkretnego pomysłu. Kończąc go, miałam wątpliwości co do tego, czy kontynuować swoją przygodę z twórczością Stephanie Meyer. Zaryzykowałam, i nie żałuję.
Zaćmienie to niewątpliwie świetna książka. Trzyma w napięciu, nie pozwala nudzić się czytelnikowi. Ciągły strach otaczający wszystkich bohaterów, czarny humor, jaki trzyma się ich pomimo położenia. Wampiry i wilkołaki przechadzające się pop maleńkim miasteczko, które wydaje się nie wytrzymać tylu potworów w swoich objęciach. Niebezpieczeństwa nie stwarza już rodzina Cullenów, jako ta najgorsza, a wilkołaki z La Push nie starają się ich wykończyć. Wspólnie łączą siły wychodzą naprzeciw grupie nowonarodzonych po przewodnictwem Victorii, która wciąż prześladuje niewinną Bellę.
Może się wydawać, ze skoro dwoje największych sobie przeciwników łączy siły, oznacza to, ze koniec z ich konfliktem. Nie jest tak jednak, chociaż Jacob i Edward starają się chronić sens ich życia razem, pozostają konkurentami. Serce Belli wydaje się być z początku zamknięte dla Indianina, który darzy ją bezwarunkową miłością, pomimo wszystko. Potem jednak, zgodnie z przeczuciami Jacoba, do dziewczyny dociera, ze zawsze była zakochana w obojgu swoich adoratorów. Nie jest w stanie opuścić Edwarda, ale chciałaby także trwać przy wilkołaku. Połączenie tego okazuje się niewykonalne.
Według mnie całą fabułę rozwala właśnie Bella, ten sens życia, ta niesamowita istota tak uwielbiana przez czytelników. Na każdym kroku słyszymy tylko, jak się kaja; bo wszystko przez nią, bo jej bliscy cierpią. Po pewnym czasie pierwsze, co chciałam zrobić, to rzeczywiście zrzucić ją z jakiegoś klifu, że wreszcie przestała marudzić. Kolejnym tematem nie spływającym jej z ust to chęć stania się wampirem. Mówi o tym w każdej sytuacji, nawet gdy stoi twarzą w twarz z Victorią, która walczy z jej ukochanym. Pierwsze, co przyszło jej na myśl, to żal za to, ze nie może także stanąć do walki, bo nie jest wampirem.
Zaćmienie rzeczywiście zachwyca, na pewno w większym stopniu niż Księżyc w nowiu. Po rozprawieniu się bohaterów z największymi wrogami Belli czytelnicy wreszcie mogą odczuć ulgę, podobnie jak ona sama. Okładka – bez zastrzeżeń, upodabnia się z innymi tej serii, ale pomysły są naprawdę dobre. Praca tłumacza – bez zastrzeżeń. Pomimo niechęci wielu osób do twórczości pani Meyer, Zaćmienie jest idealne dla poszukujących emocji nastolatek. Trzeba tylko spojrzeć na nie z bardziej pozytywnej strony i zagłębić się w historii, która naprawdę pomaga oderwać się od nudnego życia.
Niewątpliwie była ona najlepsza. Poruszająca, nowa, świeża. Księżyc w nowiu sprawiał wrażenie, że został napisany na szybko, jakby bez konkretnego pomysłu. Kończąc go, miałam wątpliwości co do tego, czy kontynuować swoją przygodę z twórczością Stephanie Meyer. Zaryzykowałam, i nie żałuję.
Zaćmienie to niewątpliwie świetna książka. Trzyma w napięciu, nie pozwala nudzić się czytelnikowi. Ciągły strach otaczający wszystkich bohaterów, czarny humor, jaki trzyma się ich pomimo położenia. Wampiry i wilkołaki przechadzające się pop maleńkim miasteczko, które wydaje się nie wytrzymać tylu potworów w swoich objęciach. Niebezpieczeństwa nie stwarza już rodzina Cullenów, jako ta najgorsza, a wilkołaki z La Push nie starają się ich wykończyć. Wspólnie łączą siły wychodzą naprzeciw grupie nowonarodzonych po przewodnictwem Victorii, która wciąż prześladuje niewinną Bellę.
Może się wydawać, ze skoro dwoje największych sobie przeciwników łączy siły, oznacza to, ze koniec z ich konfliktem. Nie jest tak jednak, chociaż Jacob i Edward starają się chronić sens ich życia razem, pozostają konkurentami. Serce Belli wydaje się być z początku zamknięte dla Indianina, który darzy ją bezwarunkową miłością, pomimo wszystko. Potem jednak, zgodnie z przeczuciami Jacoba, do dziewczyny dociera, ze zawsze była zakochana w obojgu swoich adoratorów. Nie jest w stanie opuścić Edwarda, ale chciałaby także trwać przy wilkołaku. Połączenie tego okazuje się niewykonalne.
Według mnie całą fabułę rozwala właśnie Bella, ten sens życia, ta niesamowita istota tak uwielbiana przez czytelników. Na każdym kroku słyszymy tylko, jak się kaja; bo wszystko przez nią, bo jej bliscy cierpią. Po pewnym czasie pierwsze, co chciałam zrobić, to rzeczywiście zrzucić ją z jakiegoś klifu, że wreszcie przestała marudzić. Kolejnym tematem nie spływającym jej z ust to chęć stania się wampirem. Mówi o tym w każdej sytuacji, nawet gdy stoi twarzą w twarz z Victorią, która walczy z jej ukochanym. Pierwsze, co przyszło jej na myśl, to żal za to, ze nie może także stanąć do walki, bo nie jest wampirem.
Zaćmienie rzeczywiście zachwyca, na pewno w większym stopniu niż Księżyc w nowiu. Po rozprawieniu się bohaterów z największymi wrogami Belli czytelnicy wreszcie mogą odczuć ulgę, podobnie jak ona sama. Okładka – bez zastrzeżeń, upodabnia się z innymi tej serii, ale pomysły są naprawdę dobre. Praca tłumacza – bez zastrzeżeń. Pomimo niechęci wielu osób do twórczości pani Meyer, Zaćmienie jest idealne dla poszukujących emocji nastolatek. Trzeba tylko spojrzeć na nie z bardziej pozytywnej strony i zagłębić się w historii, która naprawdę pomaga oderwać się od nudnego życia.
Autor: Sara Pr... Data dodania: 29/05/2010
Zanim wzięłam się za trzecią część wampirzej sagi autorstwa Stephenie Myer, musiałam trochę odczekać. Powodem tego była dokładnie wyznaczona data premiery książki i niestety trzeba było liczyć dni. Jeśli miałabym wskazać, który tom z całej serii podobał mi się najbardziej, to bez wątpienia wskazałabym akurat ten.
W "Zaćmieniu" wszystko toczy się swoim rytmem. Jest to zgrabna kontynuacja "Księżyca w nowiu", czyli: Bella i Edward są nadal razem, po dramatycznych kilku miesiącach rozłąki i szaleńczego biegu we Włoszech; tworzą oni zgraną, ale nie do końca idealną parę. Główna bohaterka nadal pozostaje rozdarta pomiędzy dwoma, z pozoru takimi samymi uczuciami - miłością do wampira a miłością do swojego najlepszego przyjaciela. W tej części jest również więcej ojca panny Swan - Charliego, którego tak uwielbiam. Pojawia się także długo wyczekiwania Victoria z armią nowo narodzonych wampirów, jest również mocna scena miłosna w lesie, a Isabella w końcu musi dokonać tego najważniejszego wyboru - Czy zostać panią Cullen?
Czytałam wiele opinii na temat tej książki, przeglądałam wiele for internetowych i doszłam do wniosku, że niemal osiemdziesiąt procent czytających oraz fanów tej serii uważa ją za najgorszą z całej sagi. Ja niestety nie mogę się pod tym podpisać, bo wtedy zaprzeczyłabym samej sobie.
Szczególną moją uwagę przykuło to, że pani Meyer dodała znacznie więcej epizodów do tego tomu, co ogromnie mi się spodobało, a dzięki temu ta powieść stała się bardziej świeża i rozbudowana. Nie skupiała się ona wyłącznie na zakazanej miłości śmiertelniczki Belli i wampira Edwarda, ale również w znacznej części na dawnych mieszkańcach rezerwatu La Push - poznaliśmy znacznie więcej postaci, które dotychczas żyły w cieni. To pomogło mi na jakiś czas nie zwracać uwagi na irytującą Swan. Plus również za legendy o plemieniu Quileute.
Jednym z głównych aspektów jest na pewno zazdrość Cullena o Black'a, który nie jest bynajmniej naszej świętej obojętny. Rywalizacja pomiędzy tymi postaciami trwa już dość długo. Czytając tą część niemal czułam, jak napięcie między tymi bohaterami wisi w powietrzu - cóż, groźby o utracie życia były tutaj na porządku dziennymi, a pikanterii dodawało to, że każdy z nich strasznie się do tego rwał. Czasami dialogi potrafiły wywołać uśmiech na mojej twarzy, a niektóre trafne riposty wręcz rozbawiały. Trzeba stwierdzić, że panowie nie ukrywali swojej niechęci względem siebie - i dobrze.
Tym razem muszę pochwalić wydawnictwo, bo znalazłam znacznie mniej literówki niż w poprzednim tomie - chyba mieli szczęście. Opisy, zawarte w tej powieści może i są ciekawe, ale czasami można odnieść wrażenie, że są one napisane na siłę, aby tylko książka była grubsza, a ja ciągle zastanawiałam się: Ile jeszcze razy ta Bella to powtórzy?!
Językowi autorki nie można nic konkretnego zarzucić: jest on prosty, wprost idealny dla masowej, niezbyt wymagającej, przeciętnej, społeczności. Postacie w łatwy sposób wymieniają się spostrzeżeniami, ciętymi uwagami oraz czasami używają sarkazmu, który można łatwo wychwycić. Nie jest to jednak zbyt ambitna książka, ale na przyjemne popołudnie idealna - ktoś, kto wierzy, że prawdziwa miłość przetrwa wszystko, powinien być w miarę zadowolony.
Ogromną wadą ten części (jak i poprzedniej) jest sama Bella, która ponownie wprowadza nas w świat swoich rozterek, problemów i swojej zaniżonej samooceny i po raz kolejny wrzuca nas do swojego umysłu, jaka to ona biedna nie jest. Natomiast zaletą jest to, co mi się niezmiernie podobało, to parę scen, które wyszły z głowy Stephenie Meyer - autorka nie powtarza się, dodaje i wymyśla zupełnie nowe sytuacje, chociaż lubi wspominać, nie ma co. Bohaterzy są tacy sami, jak wcześniej - charyzmatyczni i barwni, ale autorka zrobiła coś takiego, że każdego z nich osobna można określić jednym słowem i wszyscy będą wiedzieli, o jaką postać chodzi - po prostu strasznie się różnią.
Co do samych okładek serii - są one utrzymane w tej samej scenri, co dodaje tej sadze takiej odrębności i inność, bo są one przepiękne, adekwatne do treści i rzeczywiście przykuwają wzrok czytelnika, a poza tym cudnie prezentują się na półce. Cieszę się, że Wydawnictwo Dolnośląskie nie pokusiło się o zmianę polskiej okładki, tylko pozostało przy oryginale - wyszło na tym zdecydowanie lepiej, Bóg jeden wie, co by jeszcze wymyśli.
Podsumowując, chciałabym polecić tą książkę wszystkim tym, którym podobał się "Zmierzch" oraz "Księżyc w nowiu". Jednak ten, kto szuka krwawego horroru niech jednak sobie daruje - tej powieści do horroru bardzo daleko.
W "Zaćmieniu" wszystko toczy się swoim rytmem. Jest to zgrabna kontynuacja "Księżyca w nowiu", czyli: Bella i Edward są nadal razem, po dramatycznych kilku miesiącach rozłąki i szaleńczego biegu we Włoszech; tworzą oni zgraną, ale nie do końca idealną parę. Główna bohaterka nadal pozostaje rozdarta pomiędzy dwoma, z pozoru takimi samymi uczuciami - miłością do wampira a miłością do swojego najlepszego przyjaciela. W tej części jest również więcej ojca panny Swan - Charliego, którego tak uwielbiam. Pojawia się także długo wyczekiwania Victoria z armią nowo narodzonych wampirów, jest również mocna scena miłosna w lesie, a Isabella w końcu musi dokonać tego najważniejszego wyboru - Czy zostać panią Cullen?
Czytałam wiele opinii na temat tej książki, przeglądałam wiele for internetowych i doszłam do wniosku, że niemal osiemdziesiąt procent czytających oraz fanów tej serii uważa ją za najgorszą z całej sagi. Ja niestety nie mogę się pod tym podpisać, bo wtedy zaprzeczyłabym samej sobie.
Szczególną moją uwagę przykuło to, że pani Meyer dodała znacznie więcej epizodów do tego tomu, co ogromnie mi się spodobało, a dzięki temu ta powieść stała się bardziej świeża i rozbudowana. Nie skupiała się ona wyłącznie na zakazanej miłości śmiertelniczki Belli i wampira Edwarda, ale również w znacznej części na dawnych mieszkańcach rezerwatu La Push - poznaliśmy znacznie więcej postaci, które dotychczas żyły w cieni. To pomogło mi na jakiś czas nie zwracać uwagi na irytującą Swan. Plus również za legendy o plemieniu Quileute.
Jednym z głównych aspektów jest na pewno zazdrość Cullena o Black'a, który nie jest bynajmniej naszej świętej obojętny. Rywalizacja pomiędzy tymi postaciami trwa już dość długo. Czytając tą część niemal czułam, jak napięcie między tymi bohaterami wisi w powietrzu - cóż, groźby o utracie życia były tutaj na porządku dziennymi, a pikanterii dodawało to, że każdy z nich strasznie się do tego rwał. Czasami dialogi potrafiły wywołać uśmiech na mojej twarzy, a niektóre trafne riposty wręcz rozbawiały. Trzeba stwierdzić, że panowie nie ukrywali swojej niechęci względem siebie - i dobrze.
Tym razem muszę pochwalić wydawnictwo, bo znalazłam znacznie mniej literówki niż w poprzednim tomie - chyba mieli szczęście. Opisy, zawarte w tej powieści może i są ciekawe, ale czasami można odnieść wrażenie, że są one napisane na siłę, aby tylko książka była grubsza, a ja ciągle zastanawiałam się: Ile jeszcze razy ta Bella to powtórzy?!
Językowi autorki nie można nic konkretnego zarzucić: jest on prosty, wprost idealny dla masowej, niezbyt wymagającej, przeciętnej, społeczności. Postacie w łatwy sposób wymieniają się spostrzeżeniami, ciętymi uwagami oraz czasami używają sarkazmu, który można łatwo wychwycić. Nie jest to jednak zbyt ambitna książka, ale na przyjemne popołudnie idealna - ktoś, kto wierzy, że prawdziwa miłość przetrwa wszystko, powinien być w miarę zadowolony.
Ogromną wadą ten części (jak i poprzedniej) jest sama Bella, która ponownie wprowadza nas w świat swoich rozterek, problemów i swojej zaniżonej samooceny i po raz kolejny wrzuca nas do swojego umysłu, jaka to ona biedna nie jest. Natomiast zaletą jest to, co mi się niezmiernie podobało, to parę scen, które wyszły z głowy Stephenie Meyer - autorka nie powtarza się, dodaje i wymyśla zupełnie nowe sytuacje, chociaż lubi wspominać, nie ma co. Bohaterzy są tacy sami, jak wcześniej - charyzmatyczni i barwni, ale autorka zrobiła coś takiego, że każdego z nich osobna można określić jednym słowem i wszyscy będą wiedzieli, o jaką postać chodzi - po prostu strasznie się różnią.
Co do samych okładek serii - są one utrzymane w tej samej scenri, co dodaje tej sadze takiej odrębności i inność, bo są one przepiękne, adekwatne do treści i rzeczywiście przykuwają wzrok czytelnika, a poza tym cudnie prezentują się na półce. Cieszę się, że Wydawnictwo Dolnośląskie nie pokusiło się o zmianę polskiej okładki, tylko pozostało przy oryginale - wyszło na tym zdecydowanie lepiej, Bóg jeden wie, co by jeszcze wymyśli.
Podsumowując, chciałabym polecić tą książkę wszystkim tym, którym podobał się "Zmierzch" oraz "Księżyc w nowiu". Jednak ten, kto szuka krwawego horroru niech jednak sobie daruje - tej powieści do horroru bardzo daleko.
Twój







