Weronika postanawia umrzeć
nasza cena:
39,00zł
Cena rynkowa: 43,01zł
Rabat: 9.32%
Oszczędzasz: 4,01zł
39,00zł
Cena rynkowa: 43,01zł
Rabat: 9.32%
Oszczędzasz: 4,01zł
Recenzje »
Weronika postanawia umrzeć opis
Umiera się na wiele sposobów: z miłości, z tęsknoty, z rozpaczy, ze zmęczenia, z nudów, ze strachu. Kiedy świat zacieśnia się do rozmiaru pułapki, śmierć zdaje się być jedynym ratunkiem, ostatnią kartą, na którą stawia się własne życie. Weronika postanawia umrzeć bez wyraźnego powodu, bez żalu i patosu. Może dlatego, że szukając łatwych rozwiązań jej życie stało się mdłe, jak potrawa bez przypraw, pozbawione ziarna szaleństwa. A gdzie szukać szaleństwa, jeśli nie w domu wariatów, pośród tych którzy obdarzeni nim zostali w nadmiarze? Weronika uczy się życia na nowo, poznaje samą siebie, zmartwychwstaje. Weronika chce żyć inaczej...
KLIENCI KTÓRZY ZAKUPILI TEN PRODUKT KUPILI RÓWNIEŻ
- WARTO ZOBACZYĆ RÓWNIEŻ...
Autor: Agata Ni... Data dodania: 26/10/2007
„Umiera się na wiele sposobów: z miłości, z rozpaczy, ze zmęczenia, z nudów, ze strachu... Umiera się nie, dlatego, aby przestać żyć, lecz po to by żyć inaczej” - i w ten właśnie sposób Weronika, główna bohaterka powieści Paulo Coelho „Weronika postanawia umrzeć” chciała odmienić swoje nudne, pełne rutyny życie. Zmusza to nas do zastanowienia nad życiem, bo przecież ilu ludzi na świecie, męczy się codziennie z zabójczą dla ich pasji monotonnością, zwykłą nudą, która stopniowo wkradała się w życie, aby w końcu dopiąć swego i zawładnąć nami całkowicie. Leżę teraz w łóżku, a w mej głowie kłębią się uczucia, które obudziły się pod wpływem czytanej powieści. W mych oczach pojawiają się łzy, ale nie ze smutku, lecz ze szczęścia i zadowolenia. Cieszę się, że na tym świecie żyje tak wspaniały pisarz jakim niewątpliwie jest Paulo Coelho, a jego twórczość dotarła już do Polski.
Paulo Coelho ur. 24 sierpnia 1947 w Rio de Janeiro. Studiował prawo, które porzucił, by podróżować po Meksyku, Boliwii, Peru, Chile, Europie i północnej Afryce. Zanim stał się pisarzem był scenarzystą, dyrektorem teatru, kompozytorem piosenek. Na początku swojej kariery pisał teksty dla najbardziej znanych gwiazd brazylijskiej muzyki popularnej, takich jak: Elis Regina, Maria Bethania czy Raul Seixas. Mając 38 lat zadebiutował jako autor powieści. „Pielgrzym”, rok później pojawił się „Alchemik”, który po pokonaniu początkowej nieufności wydawców stał się niezwykłym fenomenem wydawniczym i czytelniczym w wielu krajach świata. W 1998 roku wydana została powieść „Weronika postanawia umrzeć”, w Polsce znalazła się dopiero na półkach księgarni w maju 2000 roku. I na tej powieści pragnę skupić swoją uwagę...
Bohaterką jest kobieta prowadząca normalne, proste życie - bez żadnych niespodzianek. Jednakże odczuwa ona monotonię i nudę wkradającą się w jej osobowość wobec czego postanawia... umrzeć. Porządkuje swoje sprawy, aby nikomu nie robić kłopotu i połyka nadmiar środków nasennych lecz zamiar przejścia na inny świat kończy się niepowodzeniem. Zostaje zamknięta w zakładzie psychiatrycznym w Villete, który jest wręcz jak więzienie. Poznaje innych pacjentów którzy trafili tutaj z różnych przyczyn. Jedni ze względu na to, że w szpitalu o nic nie muszą się martwić, inni, ponieważ nie są w stanie odpowiadać za swoje zachowanie. Można postawić sobie pytania: czy poszukuje szaleństwa? Jeśli tak, to dobrze trafiła, bo wariaci mają go aż za wiele. Lekarze stwierdzają, że bohaterka jest bardzo chora i zostało jej kilka dni życia, a dokładniej około tygodnia. Czyż nie o to właśnie jej chodziło? Pod piętnem coraz krótszego czasu, jaki ma jeszcze do zagospodarowania zaczyna poznawać świat, ludzi i wreszcie sama siebie. Można powiedzieć, że jej postać zmartwychwstaje i zaczyna nowe życie. Bohaterka poznaje swoje „Ja” i wreszcie przekonuje się, że liczy się to, kim jest naprawdę, a nie to, co z niej uczyniono.
„21 listopada 1997 roku Weronika uznała, że nadszedł wreszcie czas, by popełnić samobójstwo” - w taki sposób rozpoczyna się pierwsza stronnica powieści. Już na samym początku zapisane słowa zachęcają mnie do refleksji nad własnym życiem. W głowie pojawia się pytanie „ Czy jej życie było napełnione cierpieniem, że podjęła tak poważną decyzję?”. Gdzieś głęboko w duszy pojawia się nutka krytycyzmu, gdyż wtargnięcie na własne zdrowie uważam za czyn bardzo nieodpowiedzialny i naganny. Zapewne każdy z nas idąc drogą daną nam przy narodzeniu ma chwile, kiedy czuje, że wszystko go przerasta, czasami pojawia się strach osamotnienia, niepewność, co będzie następnego dnia, lecz to nie jest żaden powód by rozstać się z tym światem i zniszczyć trudy naszych matek, które nosiły nas pod swym sercem, które były przy nas w najtrudniejszych dniach stawiania pierwszych kroków po ziemi czy też w świecie dorosłym. Pierwszy rozdział książki opowiada o próbie samobójczej głównej bohaterki, w umyśle czytelnika pojawia się pytanie, co będzie dalej, jeśli ona nie przeżyje...? O czym będą kolejne stronnice, jeśli tak naprawdę najważniejsza osoba znika...? W kolejnych częściach powieści zostajemy przeniesieni do zakładu psychiatrycznego, w którym nasza bohatera zapoznaje się z chorymi. Każda osoba ma swoje znaczenie i nic nie jest przypadkowe, wszystko współgra ze sobą. Autor, aby pokazać nam afirmację życia, przedstawia nam kolejne postacie, które odgrywają bardzo ważną rolę. Tak, więc Weronika poznaje na swojej drodze Zedkę Mendel, nękaną przez ciągłe depresje, które leczone są metodami, jakie w oczach czytelnika wydają się nie do zaakceptowania, doznaje ona podczas szoku insulinowego podróży ciała astralnego. Kolejnymi osobami są Mari - pełna chęci poświęcenia się dla innych, błyskotliwa pani adwokat oraz Edwarda - syna znanego i bogatego ambasadora Jugosławii, który skazał chłopca na przebywanie w Villete jedynie za to, że ten okazał bunt przeciwko rodzicom. Wszyscy ci ludzie uznani zostali przez środowisko za wariatów i tworzą swój własny, hermetyczny świat. Jednak Coelho ukazuje nam przewrotność określenia wariat, szaleniec. Zedka stwierdza: „wariatem jest ten, kto żyje w swoim własnym świecie, jak schizofrenicy, psychopaci czy maniacy. Albo inaczej: ten, kto jest inny niż reszta ludzi”, „Szaleństwo to niemożność przekazania swoich uczuć”.
Paulo Coehlo na łamach książki snuje opowieść, w której zły czarodziej zatruwa wodę w studniach miejskich substancją, która powoduje, że ten, kto się jej napije, staje się szalony, a ze studni tej korzystali wszyscy mieszkańcy. Jedynie rodzina króla nie pozostała pod wpływem wody, ponieważ czarodziejowi nie udało się zatruć studni królewskiej. Ludzie zaczęli zachowywać się jak szaleńcy, więc władca wydał szereg dekretów, które miały na celu przywrócenie porządku, jednak lud uznał je za szalone i postanowił zmienić króla. Wtedy władca wspólnie z rodziną napił się wody, która sprawiła szaleństwo ludzi. Po jej wypiciu król stał się znowu „normalny”, bo był taki, jak inni, więc lud pozwolił mu rządzić dalej, skoro zaczął znowu mówić do rzeczy. Właśnie ta krótka przypowieść obrazuje wieloznaczność pojęcia „szaleństwo”. Wszystko zależy od otoczenia, to ono wywiera presję wpływ na nas, na ogólnie wyznaczane i uznawane reguły. Bardzo często spotykamy się z podobnymi problemami w życiu codziennym. Ludzie niepodporządkowujący się innym, mający odmienne zdanie są odizolowywani, nie są traktowani poważnie. Dlaczego tak się dzieje? Nie potrafimy być tolerancyjni, nie umiemy zaakceptować innego spojrzenia na świat niż nasze... Uważamy osoby odmienne za wariatów, szaleńców a przecież oni są tacy sami jak my tylko mają odmienne zdanie. Autor doradza nam przez postać Weroniki żebyśmy przywiązywali większą uwagę do naszego życia i teraźniejszości: „Właśnie, dlatego, że uważała wszystko za głupstwa, pogodziła się z tym, co niosło jej życie. Jako nastolatka sądziła, że jeszcze zbyt wcześnie, by wybierać. Jako młoda kobieta była przekonana, że już zbyt późno, by cokolwiek zmienić.”. Ukazuje nam to, że ludzie nie zawsze wyglądają na tych, którymi są „- nie wyglądasz wcale na wariatkę” – powiedziała Weronika na co odpowiedziała jej Mari „-Ale nią jestem, choć mnie już ponoć wyleczono. Mój przypadek był prosty. Wystarczyło tylko podać mi dawkę pewnej substancji chemicznej. Mam nadzieję, że ta substancja uwolni mnie tylko od chronicznej depresji, bowiem NADAL PRAGNĘ BYĆ ZWARIOWANA I PRZEŻYĆ SWOJE ŻYCIE TAK JAK MNIE SIĘ PODOBA, A NIE TAK JAK SIĘ PODOBA INNYM.”. Adwokatka nie chce już być poważną osobą jak ją postrzegają zawsze ludzie, tylko żyć własnym życiem własnym szaleństwem.
Wśród wydarzeń fabularnych powieści uwagę zwraca wątek miłosny. Weronika zakochuje się w mężczyźnie, który choć na pierwszy rzut oka wydaje się być zamknięty w sobie, to pod wpływem uczucia, jakim zaczyna darzyć go bohaterka, otwiera swój świat na nowe, niespotykane dotąd wrażenia. W szczególny sposób zmienia się też Weronika. Zauroczona kobieta zaczyna przeżywać fascynujące chwile i jej życie przestaje być monotonne - zaczyna o nie walczyć jak lwica.
Paulo Coelho w swojej książce nie tylko skupia się na fizycznych doznaniach bohaterki, ale także na sferze duchowej. Na naszych oczach Weronika z cichej i skromnej dziewczyny przeradza się w silną, zdeterminowaną i niezwyciężoną kobietę. Zauważmy, jak dużo można się nauczyć od osób „chorych”? Dopiero, kiedy tak naprawdę dowiadujemy się o swym „prawdziwym ja”, tak jak nasza bohaterka Weronika, doceniamy każdy dzień i staramy się go przeżyć by niczego nie żałować... W naszej podświadomości wciąż pojawia się myśl, że to może być nasz ostatni dzień. Dlaczego nie umiemy zauważyć wokół siebie piękna i różnorodności? Czy zawsze musimy dotknąć dna, by ujrzeć to, co tracimy? Dlaczego my, ludzie, tracimy głowę dla rzeczy materialnych, starając się dorównać innym? Na tego typu pytania każdy potrafi sobie sam odpowiedzieć kierując się własnym sumieniem. Nikt tak naprawdę nie zastanawia się nad nimi podczas życia. Szaleńczy pośpiech za światem, brak wsparcia duchowego, rutyna dnia codziennego – to wszystko sprawia, że nie znajdujemy czasu na wprowadzanie w życie tego, o czym mówi nam sumienie. Najważniejsze są dla nas wartości materialne i przyziemne, rezygnujemy z mnóstwa rzeczy by tylko zostać zauważonym, nie ważne, jakim kosztem... Gdzieś po drodze naszego życia zatracamy swoje „Ja” i stajemy się tylko marionetką ludzi, który wykorzystują to na wiele sposobów. Powieść pozwala nam dostrzec nasze prawdziwe oblicze, a przynajmniej zmusza nas do poszukiwań nie zatraconego jeszcze wnętrza siebie. Dzięki niej autor uczy nas jak mamy żyć by nie utracić kontaktu z samym sobą...
W powieści „Weronika postanawia umrzeć” możemy wyczuć pewną specyficzną atmosferę bliżej niesprecyzowanego mistycyzmu, który wprowadza czytelnika w specyficzny nastrój. Na początku książki spotykamy się z próbą samobójczą bohaterki, ale tak naprawdę nie odczuwamy jej jako śmierć tylko jak zwykły, naturalny epizod z życia... Czy w ten sposób autor chce nam pokazać, że on sam, czy też jego bohaterka jest pozbawiona uczuć...? Nie, to jest celowe, stara się przez to ukazać nam początkowy brak afirmacji życia Weroniki. Dopiero w kolejnych rozdziałach powieści dostrzegamy piękno życia pełnego wielkiego uczucia. Dzięki tym wszystkim walorom powieść może być traktowana nie tylko jako kolejna nasza lektura „do poduszki”, ale także w pewnym sensie jako środek terapeutyczny dla ludzi, który stracili sens życia. Na każdym etapie czytania przeżywamy spotkanie nie tylko z bohaterami książkowymi, ale także z samym autorem... Jego pojawienie wydaje mi się bardzo ciekawe i dość nietypowe. Początkowo, pod postacią Edwarda, pisarz ukazał swoją młodość, bunt przeciw ograniczeniom, brak zrozumienia i konsekwencje z tego wynikające. Jest to, więc w pewnym stopniu próba rozgryzienia samego siebie, właśnie poprzez książkę i może być ona swoistą formą autoterapii. Paulo Coelho dzieli się z nami swoimi przeżyciami, otwiera się dla nas. Młodzi ludzie czytając tę książkę nie tylko mogą zostać ukierunkowanie. W swoich życiowych poszukiwaniach zidentyfikować można wiele wątków autobiograficznych Paula Coelha. Powieść jest też w pewnym sensie adresowana do kobiet. Ukazuje celowość świadomego odczuwania swojej seksualności i kobiecości. Podczas czytania zwraca uwagę monolog Mari, która, jak mówi, mogłaby oskarżać Boga o to, że w złym, nieoznakowanym miejscu posadził Drzewo Zła i Dobra i, że to właśnie przez to Ewa padła ofiarą węża. Tak, więc mogłoby to być jedynie „uchybienie administracyjne” bądź „nakłonienie do przestępstwa”, jednak bez tego grzechu świat byłby nudny i wszystko działoby się wedle tego samego rozkładu. W tym momencie nasuwa się pytanie: „Czy ważna jest w naszym życiu różnorodność?”. Nikt nie lubi nudy i rutyny, lecz każdy pozwala by pojawiły się na drodze, którą podążamy. Ludzie przyzwyczajeni są do własnych schematów dnia codziennego, lecz czasami potrzebne jest działanie wbrew wszystkim przyjętym zasadom. Pozwólmy sobie na spędzenie czasu zgodnie z sercem a nie z rozumem, przecież wprowadzenie chociaż odrobinę szaleństwa do naszego życia nie tylko rozbije rutynę, ale także wprowadzi radość... „Człowiek pozwala sobie na luksus szaleństwa tylko wtedy, gdy ma po temu warunki” – racjonalizm jest niezbędny, jednak na wszystko możemy znaleźć czas i rozsądnie go zagospodarować. Coelho stara nam się pokazać, że życie może być cudowne tylko musimy być świadomi własnych wyborów i podążać zgodnie ze swoimi przekonaniami a nie z wymaganiami innych tracąc przy tym świadomość zdrowego rozsądku. Szaleństwo polega na umiejętności przeciwstawienia się klasyfikacji i szczelnego zamknięcia w pewne ramy. Po mistrzowsku napisana książka przedstawia nam łatwy sposób do przyswojenia rzeczy, które są cenne w naszym życiu, ale mało zauważalne. Choć człowiek uważa wiele sytuacji za ulotne, do których nie przywiązuje wielkiej wagi to tak naprawdę właśnie one mają największe znaczenie dla społeczeństwa a w szczególności i dla nas samych. Krótkie, zwariowane sytuacje, na które sobie pozwalamy sprawiają nam więcej przyjemności niż poważne i monotonne czynności będące rutyną w naszym szarym życiu. Paulo Coelho wręcz namawia nas za pośrednictwem powieści, abyśmy zwrócili uwagę na swoje postępowanie, na swój sposób bycia. Starajmy się być tą odmienioną Weroniką, która po nieudanej próbie samobójczej zyskuje nowy sposób patrzenia na świat. Doceńmy uczucia, które są małe i krążą gdzieś w zakamarkach naszej duszy na co dzień, a którymi często nawet pogardzamy. „Carpe diem” zwykł mawiać Horacy. Ludzie, stojący u schyłku swego życia wtedy dopiero pragną „chwytać dzień”, starają się przeżywać każda godzinę tak, aby nie żałować nawet minuty. Patrzą na swoje życie i zastanawiają się, dlaczego dopiero teraz poznali umiejętność wykorzystania go w pełni. Pojawia się chęć cofnięcia czasu, naprawienia przeszłości, może wreszcie w naszych głowach znajdujemy wytłumaczenie na wiele sytuacji, których nie mogliśmy pojąć. Przez takie zachowanie nie potrafimy cieszyć się tym, co życie przynosi nam w kolejnych dniach, nie można zbudować prawdziwego szczęścia na złych fundamentach. Weronika zrozumiawszy to postanowiła walczyć o kolejny dzień, chciała spędzić rzekomo ostatnie chwile w pełnym zadowoleniu u boku Edwarda, poza murami „posępnego azylu psychiatrycznego”. Następnego dnia obudziła się, nie umarła, nie wiedziała, że to, co lekarz jej powiedział był to tylko podstęp. Lekarz chciał sprowokować ją do poznania prawdziwego, szczęśliwego życia, do docenienia kolejnej godziny. Pisarz pokazał nam po raz kolejny że życie jest cudem, niesamowitym przeżyciem, które należy cenić i szanować. Mam nadzieje, że po tak wspaniałej lekturze wiele osób otrząśnie się z odrętwienia i zacznie powoli wprowadzać zmiany w swoim życiu. Na mnie ta powieść wywarła wielkie wrażenie i obudziła pewność siebie. Pragnę zmienić swoją nudną egzystencję uwalniając, choć malutką nutkę szaleństwa z mej duszy. Dzięki ukazanemu problemowi zatracenia własnego „Ja” będę starała się by było ono zawsze ze mną. „...być może. W istocie tylko my ponosimy winę za to, co zdarza się w naszym życiu. Wielu ludzi przeszło przez te same trudności, co my, ale zareagowało inaczej. My wybraliśmy prostsze wyjście – własną rzeczywistość” – dzięki tym słowom uświadomiłam sobie jak ważne jest podejmowanie decyzji nawet tych najmniejszych, może wydających się czasami mało znaczącymi. Będąc osobą młodą napotykam na swej drodze wiele sytuacji, które sprawiają mi ból. Gdy pojawia się w mym życiu cierpienie zadaje sobie pytanie: „dlaczego tak jest?”, „dlaczego akurat teraz, gdy jestem jeszcze tak naprawdę osobą niedojrzałą?”. I dostałam odpowiedź miedzy stronnicami powieści „młodość już taka jest, sama ustala granice wytrzymałości, nie pytając, czy ciało to zniesie. A ciało zawsze znosi”.
Uważam, że każde pokolenie znajdzie coś dla siebie. Młodzi ludzie odnajdą wiele odpowiedzi na trudne pytania, które ich nękają, co do wartości życia, powodów pojawienia się na tym świecie; osoby starsze napotkają zachętę do zmienienia swojego schematu codzienności na mniej monotonny; czytelnicy w podeszłym wieku dostaną zastrzyk młodości i chęci zmieniania swojego życia na bardziej aktywny, radosny, być może przekażą to młodszym...
Na pewno jako osoba młoda nie pozwolę by kolejnymi dniami zbliżającymi mnie do odejścia z tego świata zawładnęła rutyna. Jestem osobą, która pozwoli wedrzeć się w swoje życie „szaleństwu” i uczyni mnie bardziej radosną a także nauczy mnie doceniać kolejne przemijające dni. Refleksje nad historiami bohaterów z książki pozwoliły mi przygotować mocny i solidny grunt, na którym będę budować swoje dalsze życie... Mam nadzieje, że także i Ty czytelniku po przeczytaniu książki wprowadzisz w swoje życie troszkę zamieszania, by poczuć się bardziej pewnym siebie i zauważalnym wśród dzisiejszego zabieganego świata. Pamiętaj „ Bądźcie szalonymi, ale zachowujcie się jak normalni ludzie. Podejmijcie ryzyko bycia odmiennymi, ale nauczcie się to robić, nie zwracając na siebie uwagi.”. Spróbujcie... Nie macie nic do stracenia możecie tylko zyskać godne życie, na które zasługuje każdy człowiek... Nie pozwólmy by naszym życiem zawładnęło coś innego niż szczęście i optymistyczne spojrzenie na świat... To od nas zależy, czy w około nas będzie szaro i smutno, czy pomalujemy otoczenie na radosne barwy szaleństwa.
Paulo Coelho ur. 24 sierpnia 1947 w Rio de Janeiro. Studiował prawo, które porzucił, by podróżować po Meksyku, Boliwii, Peru, Chile, Europie i północnej Afryce. Zanim stał się pisarzem był scenarzystą, dyrektorem teatru, kompozytorem piosenek. Na początku swojej kariery pisał teksty dla najbardziej znanych gwiazd brazylijskiej muzyki popularnej, takich jak: Elis Regina, Maria Bethania czy Raul Seixas. Mając 38 lat zadebiutował jako autor powieści. „Pielgrzym”, rok później pojawił się „Alchemik”, który po pokonaniu początkowej nieufności wydawców stał się niezwykłym fenomenem wydawniczym i czytelniczym w wielu krajach świata. W 1998 roku wydana została powieść „Weronika postanawia umrzeć”, w Polsce znalazła się dopiero na półkach księgarni w maju 2000 roku. I na tej powieści pragnę skupić swoją uwagę...
Bohaterką jest kobieta prowadząca normalne, proste życie - bez żadnych niespodzianek. Jednakże odczuwa ona monotonię i nudę wkradającą się w jej osobowość wobec czego postanawia... umrzeć. Porządkuje swoje sprawy, aby nikomu nie robić kłopotu i połyka nadmiar środków nasennych lecz zamiar przejścia na inny świat kończy się niepowodzeniem. Zostaje zamknięta w zakładzie psychiatrycznym w Villete, który jest wręcz jak więzienie. Poznaje innych pacjentów którzy trafili tutaj z różnych przyczyn. Jedni ze względu na to, że w szpitalu o nic nie muszą się martwić, inni, ponieważ nie są w stanie odpowiadać za swoje zachowanie. Można postawić sobie pytania: czy poszukuje szaleństwa? Jeśli tak, to dobrze trafiła, bo wariaci mają go aż za wiele. Lekarze stwierdzają, że bohaterka jest bardzo chora i zostało jej kilka dni życia, a dokładniej około tygodnia. Czyż nie o to właśnie jej chodziło? Pod piętnem coraz krótszego czasu, jaki ma jeszcze do zagospodarowania zaczyna poznawać świat, ludzi i wreszcie sama siebie. Można powiedzieć, że jej postać zmartwychwstaje i zaczyna nowe życie. Bohaterka poznaje swoje „Ja” i wreszcie przekonuje się, że liczy się to, kim jest naprawdę, a nie to, co z niej uczyniono.
„21 listopada 1997 roku Weronika uznała, że nadszedł wreszcie czas, by popełnić samobójstwo” - w taki sposób rozpoczyna się pierwsza stronnica powieści. Już na samym początku zapisane słowa zachęcają mnie do refleksji nad własnym życiem. W głowie pojawia się pytanie „ Czy jej życie było napełnione cierpieniem, że podjęła tak poważną decyzję?”. Gdzieś głęboko w duszy pojawia się nutka krytycyzmu, gdyż wtargnięcie na własne zdrowie uważam za czyn bardzo nieodpowiedzialny i naganny. Zapewne każdy z nas idąc drogą daną nam przy narodzeniu ma chwile, kiedy czuje, że wszystko go przerasta, czasami pojawia się strach osamotnienia, niepewność, co będzie następnego dnia, lecz to nie jest żaden powód by rozstać się z tym światem i zniszczyć trudy naszych matek, które nosiły nas pod swym sercem, które były przy nas w najtrudniejszych dniach stawiania pierwszych kroków po ziemi czy też w świecie dorosłym. Pierwszy rozdział książki opowiada o próbie samobójczej głównej bohaterki, w umyśle czytelnika pojawia się pytanie, co będzie dalej, jeśli ona nie przeżyje...? O czym będą kolejne stronnice, jeśli tak naprawdę najważniejsza osoba znika...? W kolejnych częściach powieści zostajemy przeniesieni do zakładu psychiatrycznego, w którym nasza bohatera zapoznaje się z chorymi. Każda osoba ma swoje znaczenie i nic nie jest przypadkowe, wszystko współgra ze sobą. Autor, aby pokazać nam afirmację życia, przedstawia nam kolejne postacie, które odgrywają bardzo ważną rolę. Tak, więc Weronika poznaje na swojej drodze Zedkę Mendel, nękaną przez ciągłe depresje, które leczone są metodami, jakie w oczach czytelnika wydają się nie do zaakceptowania, doznaje ona podczas szoku insulinowego podróży ciała astralnego. Kolejnymi osobami są Mari - pełna chęci poświęcenia się dla innych, błyskotliwa pani adwokat oraz Edwarda - syna znanego i bogatego ambasadora Jugosławii, który skazał chłopca na przebywanie w Villete jedynie za to, że ten okazał bunt przeciwko rodzicom. Wszyscy ci ludzie uznani zostali przez środowisko za wariatów i tworzą swój własny, hermetyczny świat. Jednak Coelho ukazuje nam przewrotność określenia wariat, szaleniec. Zedka stwierdza: „wariatem jest ten, kto żyje w swoim własnym świecie, jak schizofrenicy, psychopaci czy maniacy. Albo inaczej: ten, kto jest inny niż reszta ludzi”, „Szaleństwo to niemożność przekazania swoich uczuć”.
Paulo Coehlo na łamach książki snuje opowieść, w której zły czarodziej zatruwa wodę w studniach miejskich substancją, która powoduje, że ten, kto się jej napije, staje się szalony, a ze studni tej korzystali wszyscy mieszkańcy. Jedynie rodzina króla nie pozostała pod wpływem wody, ponieważ czarodziejowi nie udało się zatruć studni królewskiej. Ludzie zaczęli zachowywać się jak szaleńcy, więc władca wydał szereg dekretów, które miały na celu przywrócenie porządku, jednak lud uznał je za szalone i postanowił zmienić króla. Wtedy władca wspólnie z rodziną napił się wody, która sprawiła szaleństwo ludzi. Po jej wypiciu król stał się znowu „normalny”, bo był taki, jak inni, więc lud pozwolił mu rządzić dalej, skoro zaczął znowu mówić do rzeczy. Właśnie ta krótka przypowieść obrazuje wieloznaczność pojęcia „szaleństwo”. Wszystko zależy od otoczenia, to ono wywiera presję wpływ na nas, na ogólnie wyznaczane i uznawane reguły. Bardzo często spotykamy się z podobnymi problemami w życiu codziennym. Ludzie niepodporządkowujący się innym, mający odmienne zdanie są odizolowywani, nie są traktowani poważnie. Dlaczego tak się dzieje? Nie potrafimy być tolerancyjni, nie umiemy zaakceptować innego spojrzenia na świat niż nasze... Uważamy osoby odmienne za wariatów, szaleńców a przecież oni są tacy sami jak my tylko mają odmienne zdanie. Autor doradza nam przez postać Weroniki żebyśmy przywiązywali większą uwagę do naszego życia i teraźniejszości: „Właśnie, dlatego, że uważała wszystko za głupstwa, pogodziła się z tym, co niosło jej życie. Jako nastolatka sądziła, że jeszcze zbyt wcześnie, by wybierać. Jako młoda kobieta była przekonana, że już zbyt późno, by cokolwiek zmienić.”. Ukazuje nam to, że ludzie nie zawsze wyglądają na tych, którymi są „- nie wyglądasz wcale na wariatkę” – powiedziała Weronika na co odpowiedziała jej Mari „-Ale nią jestem, choć mnie już ponoć wyleczono. Mój przypadek był prosty. Wystarczyło tylko podać mi dawkę pewnej substancji chemicznej. Mam nadzieję, że ta substancja uwolni mnie tylko od chronicznej depresji, bowiem NADAL PRAGNĘ BYĆ ZWARIOWANA I PRZEŻYĆ SWOJE ŻYCIE TAK JAK MNIE SIĘ PODOBA, A NIE TAK JAK SIĘ PODOBA INNYM.”. Adwokatka nie chce już być poważną osobą jak ją postrzegają zawsze ludzie, tylko żyć własnym życiem własnym szaleństwem.
Wśród wydarzeń fabularnych powieści uwagę zwraca wątek miłosny. Weronika zakochuje się w mężczyźnie, który choć na pierwszy rzut oka wydaje się być zamknięty w sobie, to pod wpływem uczucia, jakim zaczyna darzyć go bohaterka, otwiera swój świat na nowe, niespotykane dotąd wrażenia. W szczególny sposób zmienia się też Weronika. Zauroczona kobieta zaczyna przeżywać fascynujące chwile i jej życie przestaje być monotonne - zaczyna o nie walczyć jak lwica.
Paulo Coelho w swojej książce nie tylko skupia się na fizycznych doznaniach bohaterki, ale także na sferze duchowej. Na naszych oczach Weronika z cichej i skromnej dziewczyny przeradza się w silną, zdeterminowaną i niezwyciężoną kobietę. Zauważmy, jak dużo można się nauczyć od osób „chorych”? Dopiero, kiedy tak naprawdę dowiadujemy się o swym „prawdziwym ja”, tak jak nasza bohaterka Weronika, doceniamy każdy dzień i staramy się go przeżyć by niczego nie żałować... W naszej podświadomości wciąż pojawia się myśl, że to może być nasz ostatni dzień. Dlaczego nie umiemy zauważyć wokół siebie piękna i różnorodności? Czy zawsze musimy dotknąć dna, by ujrzeć to, co tracimy? Dlaczego my, ludzie, tracimy głowę dla rzeczy materialnych, starając się dorównać innym? Na tego typu pytania każdy potrafi sobie sam odpowiedzieć kierując się własnym sumieniem. Nikt tak naprawdę nie zastanawia się nad nimi podczas życia. Szaleńczy pośpiech za światem, brak wsparcia duchowego, rutyna dnia codziennego – to wszystko sprawia, że nie znajdujemy czasu na wprowadzanie w życie tego, o czym mówi nam sumienie. Najważniejsze są dla nas wartości materialne i przyziemne, rezygnujemy z mnóstwa rzeczy by tylko zostać zauważonym, nie ważne, jakim kosztem... Gdzieś po drodze naszego życia zatracamy swoje „Ja” i stajemy się tylko marionetką ludzi, który wykorzystują to na wiele sposobów. Powieść pozwala nam dostrzec nasze prawdziwe oblicze, a przynajmniej zmusza nas do poszukiwań nie zatraconego jeszcze wnętrza siebie. Dzięki niej autor uczy nas jak mamy żyć by nie utracić kontaktu z samym sobą...
W powieści „Weronika postanawia umrzeć” możemy wyczuć pewną specyficzną atmosferę bliżej niesprecyzowanego mistycyzmu, który wprowadza czytelnika w specyficzny nastrój. Na początku książki spotykamy się z próbą samobójczą bohaterki, ale tak naprawdę nie odczuwamy jej jako śmierć tylko jak zwykły, naturalny epizod z życia... Czy w ten sposób autor chce nam pokazać, że on sam, czy też jego bohaterka jest pozbawiona uczuć...? Nie, to jest celowe, stara się przez to ukazać nam początkowy brak afirmacji życia Weroniki. Dopiero w kolejnych rozdziałach powieści dostrzegamy piękno życia pełnego wielkiego uczucia. Dzięki tym wszystkim walorom powieść może być traktowana nie tylko jako kolejna nasza lektura „do poduszki”, ale także w pewnym sensie jako środek terapeutyczny dla ludzi, który stracili sens życia. Na każdym etapie czytania przeżywamy spotkanie nie tylko z bohaterami książkowymi, ale także z samym autorem... Jego pojawienie wydaje mi się bardzo ciekawe i dość nietypowe. Początkowo, pod postacią Edwarda, pisarz ukazał swoją młodość, bunt przeciw ograniczeniom, brak zrozumienia i konsekwencje z tego wynikające. Jest to, więc w pewnym stopniu próba rozgryzienia samego siebie, właśnie poprzez książkę i może być ona swoistą formą autoterapii. Paulo Coelho dzieli się z nami swoimi przeżyciami, otwiera się dla nas. Młodzi ludzie czytając tę książkę nie tylko mogą zostać ukierunkowanie. W swoich życiowych poszukiwaniach zidentyfikować można wiele wątków autobiograficznych Paula Coelha. Powieść jest też w pewnym sensie adresowana do kobiet. Ukazuje celowość świadomego odczuwania swojej seksualności i kobiecości. Podczas czytania zwraca uwagę monolog Mari, która, jak mówi, mogłaby oskarżać Boga o to, że w złym, nieoznakowanym miejscu posadził Drzewo Zła i Dobra i, że to właśnie przez to Ewa padła ofiarą węża. Tak, więc mogłoby to być jedynie „uchybienie administracyjne” bądź „nakłonienie do przestępstwa”, jednak bez tego grzechu świat byłby nudny i wszystko działoby się wedle tego samego rozkładu. W tym momencie nasuwa się pytanie: „Czy ważna jest w naszym życiu różnorodność?”. Nikt nie lubi nudy i rutyny, lecz każdy pozwala by pojawiły się na drodze, którą podążamy. Ludzie przyzwyczajeni są do własnych schematów dnia codziennego, lecz czasami potrzebne jest działanie wbrew wszystkim przyjętym zasadom. Pozwólmy sobie na spędzenie czasu zgodnie z sercem a nie z rozumem, przecież wprowadzenie chociaż odrobinę szaleństwa do naszego życia nie tylko rozbije rutynę, ale także wprowadzi radość... „Człowiek pozwala sobie na luksus szaleństwa tylko wtedy, gdy ma po temu warunki” – racjonalizm jest niezbędny, jednak na wszystko możemy znaleźć czas i rozsądnie go zagospodarować. Coelho stara nam się pokazać, że życie może być cudowne tylko musimy być świadomi własnych wyborów i podążać zgodnie ze swoimi przekonaniami a nie z wymaganiami innych tracąc przy tym świadomość zdrowego rozsądku. Szaleństwo polega na umiejętności przeciwstawienia się klasyfikacji i szczelnego zamknięcia w pewne ramy. Po mistrzowsku napisana książka przedstawia nam łatwy sposób do przyswojenia rzeczy, które są cenne w naszym życiu, ale mało zauważalne. Choć człowiek uważa wiele sytuacji za ulotne, do których nie przywiązuje wielkiej wagi to tak naprawdę właśnie one mają największe znaczenie dla społeczeństwa a w szczególności i dla nas samych. Krótkie, zwariowane sytuacje, na które sobie pozwalamy sprawiają nam więcej przyjemności niż poważne i monotonne czynności będące rutyną w naszym szarym życiu. Paulo Coelho wręcz namawia nas za pośrednictwem powieści, abyśmy zwrócili uwagę na swoje postępowanie, na swój sposób bycia. Starajmy się być tą odmienioną Weroniką, która po nieudanej próbie samobójczej zyskuje nowy sposób patrzenia na świat. Doceńmy uczucia, które są małe i krążą gdzieś w zakamarkach naszej duszy na co dzień, a którymi często nawet pogardzamy. „Carpe diem” zwykł mawiać Horacy. Ludzie, stojący u schyłku swego życia wtedy dopiero pragną „chwytać dzień”, starają się przeżywać każda godzinę tak, aby nie żałować nawet minuty. Patrzą na swoje życie i zastanawiają się, dlaczego dopiero teraz poznali umiejętność wykorzystania go w pełni. Pojawia się chęć cofnięcia czasu, naprawienia przeszłości, może wreszcie w naszych głowach znajdujemy wytłumaczenie na wiele sytuacji, których nie mogliśmy pojąć. Przez takie zachowanie nie potrafimy cieszyć się tym, co życie przynosi nam w kolejnych dniach, nie można zbudować prawdziwego szczęścia na złych fundamentach. Weronika zrozumiawszy to postanowiła walczyć o kolejny dzień, chciała spędzić rzekomo ostatnie chwile w pełnym zadowoleniu u boku Edwarda, poza murami „posępnego azylu psychiatrycznego”. Następnego dnia obudziła się, nie umarła, nie wiedziała, że to, co lekarz jej powiedział był to tylko podstęp. Lekarz chciał sprowokować ją do poznania prawdziwego, szczęśliwego życia, do docenienia kolejnej godziny. Pisarz pokazał nam po raz kolejny że życie jest cudem, niesamowitym przeżyciem, które należy cenić i szanować. Mam nadzieje, że po tak wspaniałej lekturze wiele osób otrząśnie się z odrętwienia i zacznie powoli wprowadzać zmiany w swoim życiu. Na mnie ta powieść wywarła wielkie wrażenie i obudziła pewność siebie. Pragnę zmienić swoją nudną egzystencję uwalniając, choć malutką nutkę szaleństwa z mej duszy. Dzięki ukazanemu problemowi zatracenia własnego „Ja” będę starała się by było ono zawsze ze mną. „...być może. W istocie tylko my ponosimy winę za to, co zdarza się w naszym życiu. Wielu ludzi przeszło przez te same trudności, co my, ale zareagowało inaczej. My wybraliśmy prostsze wyjście – własną rzeczywistość” – dzięki tym słowom uświadomiłam sobie jak ważne jest podejmowanie decyzji nawet tych najmniejszych, może wydających się czasami mało znaczącymi. Będąc osobą młodą napotykam na swej drodze wiele sytuacji, które sprawiają mi ból. Gdy pojawia się w mym życiu cierpienie zadaje sobie pytanie: „dlaczego tak jest?”, „dlaczego akurat teraz, gdy jestem jeszcze tak naprawdę osobą niedojrzałą?”. I dostałam odpowiedź miedzy stronnicami powieści „młodość już taka jest, sama ustala granice wytrzymałości, nie pytając, czy ciało to zniesie. A ciało zawsze znosi”.
Uważam, że każde pokolenie znajdzie coś dla siebie. Młodzi ludzie odnajdą wiele odpowiedzi na trudne pytania, które ich nękają, co do wartości życia, powodów pojawienia się na tym świecie; osoby starsze napotkają zachętę do zmienienia swojego schematu codzienności na mniej monotonny; czytelnicy w podeszłym wieku dostaną zastrzyk młodości i chęci zmieniania swojego życia na bardziej aktywny, radosny, być może przekażą to młodszym...
Na pewno jako osoba młoda nie pozwolę by kolejnymi dniami zbliżającymi mnie do odejścia z tego świata zawładnęła rutyna. Jestem osobą, która pozwoli wedrzeć się w swoje życie „szaleństwu” i uczyni mnie bardziej radosną a także nauczy mnie doceniać kolejne przemijające dni. Refleksje nad historiami bohaterów z książki pozwoliły mi przygotować mocny i solidny grunt, na którym będę budować swoje dalsze życie... Mam nadzieje, że także i Ty czytelniku po przeczytaniu książki wprowadzisz w swoje życie troszkę zamieszania, by poczuć się bardziej pewnym siebie i zauważalnym wśród dzisiejszego zabieganego świata. Pamiętaj „ Bądźcie szalonymi, ale zachowujcie się jak normalni ludzie. Podejmijcie ryzyko bycia odmiennymi, ale nauczcie się to robić, nie zwracając na siebie uwagi.”. Spróbujcie... Nie macie nic do stracenia możecie tylko zyskać godne życie, na które zasługuje każdy człowiek... Nie pozwólmy by naszym życiem zawładnęło coś innego niż szczęście i optymistyczne spojrzenie na świat... To od nas zależy, czy w około nas będzie szaro i smutno, czy pomalujemy otoczenie na radosne barwy szaleństwa.
Twój







