Trucicielka
nasza cena:
28,00zł
Cena rynkowa: 32,90zł
Rabat: 14.89%
Oszczędzasz: 4,90zł
28,00zł
Cena rynkowa: 32,90zł
Rabat: 14.89%
Oszczędzasz: 4,90zł
Recenzje »
Trucicielka opis
Książka Trucicielka i inne historie o namiętnościach to zbiór czterech wyjątkowych opowiadań bestsellerowego francuskiego autora. Schmitt porusza w nich kwestie poszukiwania miłości, nadziei, zwątpienia, ale tym razem wzbogaca je o coś nowego. O namiętność, analizę naszych najskrytszych pragnień, emocji. Uczuć, które w jednej chwili mogą nas wyzwolić lub doprowadzić do zbrodni.
Jego bohaterowie nie są kryształowi. Często wzbudzają prawdziwy lęk. Pewna starsza kobieta podejrzewana jest o zamordowanie swych trzech mężów. Nikt nie zna prawdy i tylko jeden człowiek, będzie miał szansę ją usłyszeć. Zmieni ona jego życie, zabierając tak potrzebną jego duchowemu rozwojowi niewinność. W drugim opowiadaniu pewien marynarz dowiaduje się o śmierci córki. Nie wie tylko której. Przerażony uświadamia sobie, że nie wszystkie kocha równie mocno. Kolejne opisuje rywalizację dwóch młodych muzyków. Chęć wyrównania rachunków odkrywa mroczne kulisy życia ludzi, którzy mogli mieć wszystko, ale zmarnowali swój dar. Ostatnie opowiadanie opisuje wzruszającą miłość za kulisami pałacu prezydenckiego. W pustych ścianach wytwornej rezydencji toczy się dramat samotnej, umierającej kobiety.
W swoim najnowszym zbiorze opowiadań Schmitt odkrywa prawdziwą potęgę uczuć. Ich moc. Jego bohaterowie ukrywają zbrodnie, brak im cierpliwości, jedynie w sytuacji kryzysowej przypominają sobie o tym, co jest dla nich najważniejsze. Na ich przykładzie Schmitt uczy nas czegoś ważnego - że nigdy nie jest za późno na zmianę, nawet jeśli nie zawsze dane nam będzie szczęśliwe zakończenie.
Wyjątkowość książki Trucicielka i inne historie o namiętnościach doceniło jury prestiżowej nagrody literackiej - Le Prix Goncourt, w 2010 roku wyróżniając ją nagrodą Le Prix Goncourt de la Nouvelle.
Jego bohaterowie nie są kryształowi. Często wzbudzają prawdziwy lęk. Pewna starsza kobieta podejrzewana jest o zamordowanie swych trzech mężów. Nikt nie zna prawdy i tylko jeden człowiek, będzie miał szansę ją usłyszeć. Zmieni ona jego życie, zabierając tak potrzebną jego duchowemu rozwojowi niewinność. W drugim opowiadaniu pewien marynarz dowiaduje się o śmierci córki. Nie wie tylko której. Przerażony uświadamia sobie, że nie wszystkie kocha równie mocno. Kolejne opisuje rywalizację dwóch młodych muzyków. Chęć wyrównania rachunków odkrywa mroczne kulisy życia ludzi, którzy mogli mieć wszystko, ale zmarnowali swój dar. Ostatnie opowiadanie opisuje wzruszającą miłość za kulisami pałacu prezydenckiego. W pustych ścianach wytwornej rezydencji toczy się dramat samotnej, umierającej kobiety.
W swoim najnowszym zbiorze opowiadań Schmitt odkrywa prawdziwą potęgę uczuć. Ich moc. Jego bohaterowie ukrywają zbrodnie, brak im cierpliwości, jedynie w sytuacji kryzysowej przypominają sobie o tym, co jest dla nich najważniejsze. Na ich przykładzie Schmitt uczy nas czegoś ważnego - że nigdy nie jest za późno na zmianę, nawet jeśli nie zawsze dane nam będzie szczęśliwe zakończenie.
Wyjątkowość książki Trucicielka i inne historie o namiętnościach doceniło jury prestiżowej nagrody literackiej - Le Prix Goncourt, w 2010 roku wyróżniając ją nagrodą Le Prix Goncourt de la Nouvelle.
KLIENCI KTÓRZY ZAKUPILI TEN PRODUKT KUPILI RÓWNIEŻ
- WARTO ZOBACZYĆ RÓWNIEŻ...
Autor: Anna Sz... Data dodania: 11/03/2012
Na powieści Erica- Emmanuela Schmitta ciężko patrzeć mi obiektywnie.
Jako, że należy do panteonu moich ulubionych pisarzy, jestem niezmiennie zafascynowana jego warsztatem pisarskim, wirtuozerią języka, która sprawia, że o sprawach trudnych i ważnych pisze z lekkością.
Po przeczytaniu na jednym z blogów niepochlebnej recenzji na temat "Trucicielki" głowiłam się jakim cudem wybronię go tym razem. Nie będę musiała. Autor po raz kolejny doskonale wybronił się sam.
Wydawnictwo Znak zafundowało mi nie lada zdziwienie: okładka, mimo, że wciąż z dominującą bielą, zaskoczyła mnie czernią. Zaskoczyła mnie pięknym wydaniem: już nie błyszczącym jak do tej pory, lecz matowym, przyjemnym w dotyku, z połyskującym i wypukłym tytułem. Dlaczego o tym mówię. Do książek podchodzę z wielkim uczuciem. Najpierw przejeżdżam dłonią po grzbiecie, witam się w bohaterami, autorem, później wzmagam swój apetyt poprzez czytanie opisu. Jeśli książka wydana jest elegancko, cały ren rytuał zostaje wzbogacony o zmysłowe doznania długo zapadające w pamięć.
Zaskoczył mnie również opis. Obsesja, śmierć.
Ze Schmittem nigdy nie jest łatwo. Prawie zawsze towarzyszy nam jakieś tabu, choroba, śmierć, obsesja.
Tym razem to wszystko dostajemy w nieco innej odsłonie.
Gdybym miała znaleźć dla niej odpowiednie słowo określające ją w gronie innych dzieł pisarza, nazwałabym ją najmroczniejszą ze wszystkich. Odkrywającą najciemniejsze zakamarki ludzkiej duszy i umysłu, dokładnie wwiercającą się w meandry świadomości.
Główną bohaterką wszystkich opowiadań jest myśl- impuls rozprzestrzeniający się po ciele niczym śmiercionośny jad, kłujący jak rana zadana zatrutą strzałą, wypalający umysł i serce. Myśl. Kiełkująca, by zniewolić.
Oprócz czterech opowiadań, w których poznajemy kolejno trucicielkę oskarżoną o zabójstwo mężów, starającą się być w centrum uwagi nowego proboszcza, zatruwająca jego umysł; marynarza dowiadującego się o śmierci jednej ze swoich córek, do którego zaczyna docierać, jak bardzo kocha swoją rodzinę i jak mało ją zna; dwójkę ludzi zmienionych nie do poznania przez błędną decyzję jednego z nich: kalekę i terapeutę; małżeństwo : prezydenta i jego kiedyś ukochaną żonę, dziś kobietę, która w sposób kontrolowany zatruwa całe jego życie, zarówno osobiste jak i zawodowe; Schmitt dołącza do ksiązki dzienniczek, który pisał w trakcie powstawania ksiązki. Wyjaśnia jak wiele pracy i analiz wymaga napisanie dobrego opowiadania. Zastanawia się dlaczego są one traktowane po macoszemu.
I tu muszę uderzyć się w pierś i przyznać, że sama do te pory tak je traktowałam. Często czułam niedosyt, brak czegoś ważnego. To pewnie bez różnicy czy chodzi o powieść, czy opowiadanie. Chodzi o to, że jeśli coś jest źle napisane, nieprzemyślane, to zawsze pozostawi w czytelniku pustkę. Pech chciał, że trafiałam na złe opowiadania i moje zdanie na ich temat wyrobiło się w taki a nie inny sposób. Teraz patrzę na nie inaczej. To rzeczywiście wielka sztuka napisać o czymś ważnym przy użyciu małej ilości słów, a żadną sztuką nie jest zgubienie właściwego sensu wśród serii niepotrzebnych ozdobników, tak częstych w powieściach.
Dla mnie- majstersztyk. Pozostawiający to skądinąd znane Wam uczucie, że przeczytało się coś niebanalnego, coś o czym niełatwo będzie zapomnieć. Nagroda Goncourtów 2010 w moim odczuciu jak najbardziej zasłużona.
Jako, że należy do panteonu moich ulubionych pisarzy, jestem niezmiennie zafascynowana jego warsztatem pisarskim, wirtuozerią języka, która sprawia, że o sprawach trudnych i ważnych pisze z lekkością.
Po przeczytaniu na jednym z blogów niepochlebnej recenzji na temat "Trucicielki" głowiłam się jakim cudem wybronię go tym razem. Nie będę musiała. Autor po raz kolejny doskonale wybronił się sam.
Wydawnictwo Znak zafundowało mi nie lada zdziwienie: okładka, mimo, że wciąż z dominującą bielą, zaskoczyła mnie czernią. Zaskoczyła mnie pięknym wydaniem: już nie błyszczącym jak do tej pory, lecz matowym, przyjemnym w dotyku, z połyskującym i wypukłym tytułem. Dlaczego o tym mówię. Do książek podchodzę z wielkim uczuciem. Najpierw przejeżdżam dłonią po grzbiecie, witam się w bohaterami, autorem, później wzmagam swój apetyt poprzez czytanie opisu. Jeśli książka wydana jest elegancko, cały ren rytuał zostaje wzbogacony o zmysłowe doznania długo zapadające w pamięć.
Zaskoczył mnie również opis. Obsesja, śmierć.
Ze Schmittem nigdy nie jest łatwo. Prawie zawsze towarzyszy nam jakieś tabu, choroba, śmierć, obsesja.
Tym razem to wszystko dostajemy w nieco innej odsłonie.
Gdybym miała znaleźć dla niej odpowiednie słowo określające ją w gronie innych dzieł pisarza, nazwałabym ją najmroczniejszą ze wszystkich. Odkrywającą najciemniejsze zakamarki ludzkiej duszy i umysłu, dokładnie wwiercającą się w meandry świadomości.
Główną bohaterką wszystkich opowiadań jest myśl- impuls rozprzestrzeniający się po ciele niczym śmiercionośny jad, kłujący jak rana zadana zatrutą strzałą, wypalający umysł i serce. Myśl. Kiełkująca, by zniewolić.
Oprócz czterech opowiadań, w których poznajemy kolejno trucicielkę oskarżoną o zabójstwo mężów, starającą się być w centrum uwagi nowego proboszcza, zatruwająca jego umysł; marynarza dowiadującego się o śmierci jednej ze swoich córek, do którego zaczyna docierać, jak bardzo kocha swoją rodzinę i jak mało ją zna; dwójkę ludzi zmienionych nie do poznania przez błędną decyzję jednego z nich: kalekę i terapeutę; małżeństwo : prezydenta i jego kiedyś ukochaną żonę, dziś kobietę, która w sposób kontrolowany zatruwa całe jego życie, zarówno osobiste jak i zawodowe; Schmitt dołącza do ksiązki dzienniczek, który pisał w trakcie powstawania ksiązki. Wyjaśnia jak wiele pracy i analiz wymaga napisanie dobrego opowiadania. Zastanawia się dlaczego są one traktowane po macoszemu.
I tu muszę uderzyć się w pierś i przyznać, że sama do te pory tak je traktowałam. Często czułam niedosyt, brak czegoś ważnego. To pewnie bez różnicy czy chodzi o powieść, czy opowiadanie. Chodzi o to, że jeśli coś jest źle napisane, nieprzemyślane, to zawsze pozostawi w czytelniku pustkę. Pech chciał, że trafiałam na złe opowiadania i moje zdanie na ich temat wyrobiło się w taki a nie inny sposób. Teraz patrzę na nie inaczej. To rzeczywiście wielka sztuka napisać o czymś ważnym przy użyciu małej ilości słów, a żadną sztuką nie jest zgubienie właściwego sensu wśród serii niepotrzebnych ozdobników, tak częstych w powieściach.
Dla mnie- majstersztyk. Pozostawiający to skądinąd znane Wam uczucie, że przeczytało się coś niebanalnego, coś o czym niełatwo będzie zapomnieć. Nagroda Goncourtów 2010 w moim odczuciu jak najbardziej zasłużona.
Autor: Marta Ba... Data dodania: 30/06/2011
Eric-Emmanuel Schmitt to ważna persona w świecie współczesnej literatury francuskiej. Jego książki obiegają cały świat, zachwycają i zaskakują tematyką czy formą. "Trucicielka" jest najnowszym dziełem autora. Jest to zbiór czterech opowiadań poruszających sprawy miłości, zbrodni, sławy, rodziny.
Pierwsze opowiadanie, które nadało tytuł całemu zbiorowi, to historia starszej kobiety, za którą cięgnie się tajemnicza przeszłość. Oskarżona o morderstwo swoich mężów i uniewinniona przez sąd, jest główną atrakcją małego francuskiego miasteczka. Kobieta zbudowała wokół siebie atmosferę niedostępności i strachu. Specjalne traktowanie przez mieszkańców sprawia, że pomimo upływu lat, ciągle znajduje się w centrum zainteresowania. Jej życie zmienia się, gdy do miasta przybywa nowy - młody i przystojny, ksiądz. Marie, pragnąc zdobyć go na wyłączność, postanawia wyjawić mu prawdę dotyczącą dawnych zbrodni.
Kolejne opowiadanie "Powrót", Schmitt skupia się na sprawach rodziny i ojcowskiej miłości. Greg przez większość roku pracuje na statku, pozostawiając na lądzie żonę i cztery córki. Rodzinę traktuje raczej jako życiową powinność, obowiązek. Żona i córki są dla niego właściwie obcymi osobami. Jednak pewnego dnia Greg otrzymuje wiadomość, że jedna z jego córek nie żyje. Informacja ta sprawia, że bohater przeprowadza swego rodzaju rachunek sumienia, gdzie analizuje swoje dotychczasowe postępowanie.
"Koncert Pamięci Anioła" to historia na którą składa się okres dwudziestu lat. I chociaż poznajemy tylko dwa główne wydarzenia z tego czasu, tak sami doskonale możemy uzupełnić pominięty okres. Axel i Chris to dwaj młodzi, wybitni muzycy. Pierwszy z nich jest ulubieńcem publiczności, skrzypkiem nadającym muzyce nadzwyczajną siłę. Jego talent doprowadza zazdrosnego Chrisa do podjęcia tragicznej w skutkach decyzji. "Koncert..." to niezwykła opowieść o metamorfozie człowieka, o tym, jak jedno zdarzenie wpływa na bieg ludzkiego losu.
Zbiór kończy opowiadanie "Elizejska miłość". Tutaj z kolei Schmitt porusza problem miłości i dążenia do sławy, która tą miłość rujnuje. Na przykładzie prezydenckiej pary autor przedstawia jak chęć sukcesów niszczy człowieka i relacje jakie on buduje. Catherine i Chris pozują na udane małżeństwo tylko po to, aby zdobyć przychylność wyborców. Prywatnie ich życie zbudowane jest na zdradzie, kłamstwie, wzajemnej nienawiści. Przed kolejnymi wyborami prezydenckimi w ich życiu pojawia się moment przełomowy, dzięki któremu oboje odnajdą swoją tożsamość.
Wszystkie opowiadania w "Trucicielce" łączy postać świętej Rity, patronki spraw beznadziejnych. W każdym z tekstów jej osoba pojawia się jako punkt kulminacyjny. Schmitt, podobnie jak w poprzednich książkach, tak i w tej udowadnia, jak znakomicie zna ludzkie uczucia. Autor doskonale wnika w ludzką psychikę, oddając jej skomplikowany charakter. Każdy z bohaterów to postać doskonale skonstruowana. Są wyjątkowymi jednostkami, ale Schmitt nie pozbawia ich też cech realności.
"Trucicielka" jednak trochę rozczarowuje. Brakuje mi tutaj tej niezwykłości Schmitta, charakterystycznej chociażby w "Małych zbrodniach małżeńskich", gdzie zaskakuje nie tylko forma, ale i niecodzienne ujęcie tematu. Brakuje mi też tej kontrowersji z "Ewangelii według Piłata" czy "Przypadku Adolfa H.". Niestety, nie można mieć wszystkiego.
"Trucicielka" jest więc książką godną uwagi, jednakże w porównaniu z dotychczasowymi publikacjami autora, wypada raczej blado.
Pierwsze opowiadanie, które nadało tytuł całemu zbiorowi, to historia starszej kobiety, za którą cięgnie się tajemnicza przeszłość. Oskarżona o morderstwo swoich mężów i uniewinniona przez sąd, jest główną atrakcją małego francuskiego miasteczka. Kobieta zbudowała wokół siebie atmosferę niedostępności i strachu. Specjalne traktowanie przez mieszkańców sprawia, że pomimo upływu lat, ciągle znajduje się w centrum zainteresowania. Jej życie zmienia się, gdy do miasta przybywa nowy - młody i przystojny, ksiądz. Marie, pragnąc zdobyć go na wyłączność, postanawia wyjawić mu prawdę dotyczącą dawnych zbrodni.
Kolejne opowiadanie "Powrót", Schmitt skupia się na sprawach rodziny i ojcowskiej miłości. Greg przez większość roku pracuje na statku, pozostawiając na lądzie żonę i cztery córki. Rodzinę traktuje raczej jako życiową powinność, obowiązek. Żona i córki są dla niego właściwie obcymi osobami. Jednak pewnego dnia Greg otrzymuje wiadomość, że jedna z jego córek nie żyje. Informacja ta sprawia, że bohater przeprowadza swego rodzaju rachunek sumienia, gdzie analizuje swoje dotychczasowe postępowanie.
"Koncert Pamięci Anioła" to historia na którą składa się okres dwudziestu lat. I chociaż poznajemy tylko dwa główne wydarzenia z tego czasu, tak sami doskonale możemy uzupełnić pominięty okres. Axel i Chris to dwaj młodzi, wybitni muzycy. Pierwszy z nich jest ulubieńcem publiczności, skrzypkiem nadającym muzyce nadzwyczajną siłę. Jego talent doprowadza zazdrosnego Chrisa do podjęcia tragicznej w skutkach decyzji. "Koncert..." to niezwykła opowieść o metamorfozie człowieka, o tym, jak jedno zdarzenie wpływa na bieg ludzkiego losu.
Zbiór kończy opowiadanie "Elizejska miłość". Tutaj z kolei Schmitt porusza problem miłości i dążenia do sławy, która tą miłość rujnuje. Na przykładzie prezydenckiej pary autor przedstawia jak chęć sukcesów niszczy człowieka i relacje jakie on buduje. Catherine i Chris pozują na udane małżeństwo tylko po to, aby zdobyć przychylność wyborców. Prywatnie ich życie zbudowane jest na zdradzie, kłamstwie, wzajemnej nienawiści. Przed kolejnymi wyborami prezydenckimi w ich życiu pojawia się moment przełomowy, dzięki któremu oboje odnajdą swoją tożsamość.
Wszystkie opowiadania w "Trucicielce" łączy postać świętej Rity, patronki spraw beznadziejnych. W każdym z tekstów jej osoba pojawia się jako punkt kulminacyjny. Schmitt, podobnie jak w poprzednich książkach, tak i w tej udowadnia, jak znakomicie zna ludzkie uczucia. Autor doskonale wnika w ludzką psychikę, oddając jej skomplikowany charakter. Każdy z bohaterów to postać doskonale skonstruowana. Są wyjątkowymi jednostkami, ale Schmitt nie pozbawia ich też cech realności.
"Trucicielka" jednak trochę rozczarowuje. Brakuje mi tutaj tej niezwykłości Schmitta, charakterystycznej chociażby w "Małych zbrodniach małżeńskich", gdzie zaskakuje nie tylko forma, ale i niecodzienne ujęcie tematu. Brakuje mi też tej kontrowersji z "Ewangelii według Piłata" czy "Przypadku Adolfa H.". Niestety, nie można mieć wszystkiego.
"Trucicielka" jest więc książką godną uwagi, jednakże w porównaniu z dotychczasowymi publikacjami autora, wypada raczej blado.
Autor: Dominika Os... Data dodania: 06/04/2011
Po raz pierwszy z Ericiem Emmanuelem Schmittem spotkałam się już kilka lat temu i już wtedy jego pióro mnie zauroczyło. Kiedy Wydawnictwo Znak przedstawiło mi propozycje książek do recenzji, nie wahałam się ani chwili przy wyborze "Trucicielki".
Jest to zbiór czterech opowiadań, które są zupełnie inne, a równocześnie łączy je motyw uczuć, obsesji, namiętności, miłości, nadziei. Każde z opowiadań jest dla mnie wyjątkowe, każde zachwyciło mnie pomysłem, stylem napisania, zaskakującym zakończeniem.
A więc Schmitt rozpoczyna ten zbiorek tytułowym opowiadaniem "Trucicielką". Opowiada ono o starszej kobiecie, właśnie trucicielce, która pod wpływem chęci zdobycia młodego księdza opowiada mu historię swoich okropnych zbrodni. Dalej mamy "Powrót", o marynarzu, który całe życie spędza na morzu, pozostawiając na lądzie swoją rodzinę, dopiero niespodziewana wiadomość odmienia jego spojrzenie na świat. "Koncert..." to opowiadanie, które wzbudziło we mnie multum skrajnych emocji. Doskonale pokazuje naturę ludzką, zarówno jej ciemną jak i jasną stronę. Natomiast moim ulubionym stało się "Elizejska miłość", która doskonale pokazuje co może się stać z niepielęgnowaną miłością. Czytając je miałam łzy w oczach.
Schmitt wywołał we mnie burzę emocji. Od tych pozytywnych do tych negatywnych. To jest mistrz kierowania emocjami i uczuciami czytelnika. "Trucicielka" to jedna z najlepszych i najważniejszych książek w moim życiu. Na pewno jeszcze nie raz do niej wrócę.
A tak na marginesie, szata graficzna jest przepiękna.
Jest to zbiór czterech opowiadań, które są zupełnie inne, a równocześnie łączy je motyw uczuć, obsesji, namiętności, miłości, nadziei. Każde z opowiadań jest dla mnie wyjątkowe, każde zachwyciło mnie pomysłem, stylem napisania, zaskakującym zakończeniem.
A więc Schmitt rozpoczyna ten zbiorek tytułowym opowiadaniem "Trucicielką". Opowiada ono o starszej kobiecie, właśnie trucicielce, która pod wpływem chęci zdobycia młodego księdza opowiada mu historię swoich okropnych zbrodni. Dalej mamy "Powrót", o marynarzu, który całe życie spędza na morzu, pozostawiając na lądzie swoją rodzinę, dopiero niespodziewana wiadomość odmienia jego spojrzenie na świat. "Koncert..." to opowiadanie, które wzbudziło we mnie multum skrajnych emocji. Doskonale pokazuje naturę ludzką, zarówno jej ciemną jak i jasną stronę. Natomiast moim ulubionym stało się "Elizejska miłość", która doskonale pokazuje co może się stać z niepielęgnowaną miłością. Czytając je miałam łzy w oczach.
Schmitt wywołał we mnie burzę emocji. Od tych pozytywnych do tych negatywnych. To jest mistrz kierowania emocjami i uczuciami czytelnika. "Trucicielka" to jedna z najlepszych i najważniejszych książek w moim życiu. Na pewno jeszcze nie raz do niej wrócę.
A tak na marginesie, szata graficzna jest przepiękna.
Twój







