Toliny. Wystrzałowe opowieści dla dzieci
nasza cena:
41,00zł
Cena rynkowa: 44,90zł
Rabat: 8.69%
Oszczędzasz: 3,90zł
41,00zł
Cena rynkowa: 44,90zł
Rabat: 8.69%
Oszczędzasz: 3,90zł
Recenzje »
Toliny. Wystrzałowe opowieści dla dzieci opis
Toliny mieszkają w wiosce Szerłudkowo i są tak małe, że niemal niezauważalne. Pierwsze Prawo Tolinów mówi, że nie wolno im się zadawać z ludźmi. Niestety, ludzie wyłapali je właśnie do słoików, by naszych bohaterów wystrzelić w niebo w postaci fajerwerków! Do słoika trafia także mały Iskrzak. Jak sobie poradzi? Pełna zaskakujących zdarzeń opowieść skrząca się angielskim humorem i prześmiesznie zilustrowana.
- WARTO ZOBACZYĆ RÓWNIEŻ...
- 01
Nieznane przygody Mikołajka
Rene Goscinny,
Jean-Jacques Sempe
- 02
Nowe przygody Mikołajka
Jean-Jacques Sempe,
Rene Goscinny
- 03
Poczytaj mi mamo. Księga pierwsza
praca zbiorowa
- 04
Nowe przygody Mikołajka. Tom 2
Jean-Jacques Sempe,
Rene Goscinny
- 05
Co to znaczy... 101 zabawnych powiedzeń, które
Grzegorz Kasdepke
Autor: Monika Ka... Data dodania: 16/02/2011
Oto Szerłudkowo. To właśnie w tym miasteczku, za panowania króla Jerzego V, żyły sobie Toliny. Zapytacie mnie - „A cóż to takiego?”. Otóż Toliny to delikatne jak drewniane kołki, maleńkie ludziki, które mają skrzydełka, lubią tańczyć i potrafią zaśpiewać dźwięk his. I przede wszystkim Toliny to nie duszki. Duszki z reguły służą Tolinom jako chusteczki do nosa. Między innymi.
Tolinom, oprócz fruwania z kwiatka na kwiatek i leniuchowania w promieniach słońca, zdarzają się również prawdziwe, niekiedy niebezpieczne, przygody. Właśnie o tych przygodach możecie przeczytać w przepięknej książeczce, jaką napisał dla nas pan Conn Iggulden. Opowiada ona perypetie młodego Tolina Iskrzaka, który dla dobra wszystkich Tolinów postanowił zostać wynalazcą. Było to troszkę ryzykowne przez możliwość spotkania nas, czyli ludzi. Musicie wiedzieć, że Pierwsze Prawo Tolinów zabrania zadawać się, a przede wyrzyskim rozmawiać z ludźmi. Dla Tolinów zawsze kończy się to kłopotami, a co gorsze, może skończyć się i grawitacją. Jednak Iskrzak, chcąc nie chcąc, musiał to Prawo troszkę nagiąć … ale o tym możecie przeczytać już sami. Nie będę Wam przecież zdradzać co też przyszło do głowy tym szalonym Tolinom.
Zachęcam Was do zapoznania się z tą niezwykłą książeczką. Jest to naprawdę wielka gratka i frajda dla młodego czytelnika. Przygody Tolinów są pełne humoru i zabawnych sytuacji. Czyta się je lekko, szybko i z zapartym tchem a przy okazji możecie się również dowiedzieć kilku ciekawych rzeczy na temat fajerwerków, balonów, właściwości ziół czy gęstości powietrza. Dodatkowo przepiękne i kolorowe ilustracje pani Lizzy Duncan ubarwią całą przygodę i pobudzą Waszą wyobraźnię.
Ta książeczka, dzięki pięknem wydaniu, będzie prawdziwą ozdobą Waszej bajkowej biblioteczki, a Wam da możliwość poznania tych niezwykłych istot, jakimi są Toliny.
[Opublikowane wcześniej na moim blogu http://fantastyczne-zaczytanie.blogspot.com/ ]
Tolinom, oprócz fruwania z kwiatka na kwiatek i leniuchowania w promieniach słońca, zdarzają się również prawdziwe, niekiedy niebezpieczne, przygody. Właśnie o tych przygodach możecie przeczytać w przepięknej książeczce, jaką napisał dla nas pan Conn Iggulden. Opowiada ona perypetie młodego Tolina Iskrzaka, który dla dobra wszystkich Tolinów postanowił zostać wynalazcą. Było to troszkę ryzykowne przez możliwość spotkania nas, czyli ludzi. Musicie wiedzieć, że Pierwsze Prawo Tolinów zabrania zadawać się, a przede wyrzyskim rozmawiać z ludźmi. Dla Tolinów zawsze kończy się to kłopotami, a co gorsze, może skończyć się i grawitacją. Jednak Iskrzak, chcąc nie chcąc, musiał to Prawo troszkę nagiąć … ale o tym możecie przeczytać już sami. Nie będę Wam przecież zdradzać co też przyszło do głowy tym szalonym Tolinom.
Zachęcam Was do zapoznania się z tą niezwykłą książeczką. Jest to naprawdę wielka gratka i frajda dla młodego czytelnika. Przygody Tolinów są pełne humoru i zabawnych sytuacji. Czyta się je lekko, szybko i z zapartym tchem a przy okazji możecie się również dowiedzieć kilku ciekawych rzeczy na temat fajerwerków, balonów, właściwości ziół czy gęstości powietrza. Dodatkowo przepiękne i kolorowe ilustracje pani Lizzy Duncan ubarwią całą przygodę i pobudzą Waszą wyobraźnię.
Ta książeczka, dzięki pięknem wydaniu, będzie prawdziwą ozdobą Waszej bajkowej biblioteczki, a Wam da możliwość poznania tych niezwykłych istot, jakimi są Toliny.
[Opublikowane wcześniej na moim blogu http://fantastyczne-zaczytanie.blogspot.com/ ]
Autor: Paweł Kw... Data dodania: 31/01/2011
Jako tata 2 i pół letniego łobuza, już jakiś czas temu stałem się ekspertem w dziedzinie książek dla dzieci. Okazuje się, że tytuły powszechnie uznane za kultowe i obowiązkowe, w zderzeniu z rzeczywistością (czyli dzieckiem) wypadają blado. Najlepszym przykładem jest Tuwim, którego Alek pod żadnym pozorem nie chce słuchać (dla porównania – Strzałkowską uwielbia!). W ten sposób dochodzimy do Tolinów, czyli nowej pozycji dla najmłodszych (i nie tylko), wydanej niedawno przez Świat Książki. Na okładce widnieje napis: Wystrzałowe opowieści dla dzieci. Ok, przekonajmy się:
- Alek! Chodź! Poczytamy baję!
- Baja! Pokaź, co to?
- Toliny. Zobacz, Iskrzak siedzi w słoiku. Ciekawe kto go tam zamknął? Chcesz posłuchać?
W odpowiedzi widzę tylko energiczne potakiwanie głową.
Książka opowiada o przygodach pewnej małej, magicznej społeczności mini ludzików obdarzonych skrzydełkami. Stworki te żyją zaraz obok ludzi, w ich ogrodach i pod ziemią, jednak na co dzień pozostają niezauważone. Pomysł stary jak świat – taka była moja pierwsza myśl, jednak coś w tym wszystkim musi być, skoro Młody słucha rozdział po rozdziale i cały czas chce więcej.
- Biedny Rzymek! Widzisz co oni mu zrobili?
- Poleciał i zlobił bach! – z rumieńcami na policzka relacjonuje Młody.
- A co mu się stało ze skrzydełkami?
- Nie ma… – spuszczony wzrok, buzia wywrócona rogalem w dół… Smutek w czystej postaci.
- Nie bój się, skrzydełka odrosną!
W oczy rzuca się wysokiej jakości wydanie, które prawie usprawiedliwia wysoką cenę. Solidna twarda okładka, kredowy papier i wszystko to zszyte na tyle dobrze, że wytrzymuje (jak dotąd) konfrontację z żywiołowym łobuzem. Książkę urozmaicają świetne ilustracje, które są na tyle konkretne, że szczególnie młodszemu dziecku, można za ich pomocą tłumaczyć fabułę. Wydawnictwo wyceniło Toliny na 45 złotych. Dużo, ale jest to suma adekwatna do jakości i zawartości.
- Co oni lobią? – Alek pyta z przejęciem
- Źli, wielcy brodacze zamknęli Toliny w Słoikach.
- A dlaczego?
- Żeby ich wystrzelić w powietrze.
- A dlaczego?
- Żeby fajerwerki były baaaardzo kolorowe.
- A dlaczego?
- …
Nie będę się zbytnio rozpisywał, bo i nie ma o czym za bardzo. Toliny przeszły najcięższy test jakości, jaki dostępny jest na rynku i zdały go celująco. Piękne wydanie, fajna dowcipna historia dla każdego, mieszczącego się w przedziale 2-102 lat, sympatyczni bohaterowie i świetne ilustracje. To wszystko jednak jest nieważne! Największym atutem jest to, że 2 i pół letni łobuz, jest w stanie zaprzestać skakania, rzucania i śpiewania, by posłuchać historii o małych ludzikach ze skrzydełkami. Książka ląduje na półce wraz z największymi hitami mojego syna, czyli Autami z Pixara, Reksiem, Bolkiem i Lolkiem oraz Kubusiem P. Wyborowe sąsiedztwo powinno samo przez się świadczyć o wyjątkowości Tolinów.
Polecam!
[Zapraszam na mojego bloga http://podsluch.wordpress.com]
- Alek! Chodź! Poczytamy baję!
- Baja! Pokaź, co to?
- Toliny. Zobacz, Iskrzak siedzi w słoiku. Ciekawe kto go tam zamknął? Chcesz posłuchać?
W odpowiedzi widzę tylko energiczne potakiwanie głową.
Książka opowiada o przygodach pewnej małej, magicznej społeczności mini ludzików obdarzonych skrzydełkami. Stworki te żyją zaraz obok ludzi, w ich ogrodach i pod ziemią, jednak na co dzień pozostają niezauważone. Pomysł stary jak świat – taka była moja pierwsza myśl, jednak coś w tym wszystkim musi być, skoro Młody słucha rozdział po rozdziale i cały czas chce więcej.
- Biedny Rzymek! Widzisz co oni mu zrobili?
- Poleciał i zlobił bach! – z rumieńcami na policzka relacjonuje Młody.
- A co mu się stało ze skrzydełkami?
- Nie ma… – spuszczony wzrok, buzia wywrócona rogalem w dół… Smutek w czystej postaci.
- Nie bój się, skrzydełka odrosną!
W oczy rzuca się wysokiej jakości wydanie, które prawie usprawiedliwia wysoką cenę. Solidna twarda okładka, kredowy papier i wszystko to zszyte na tyle dobrze, że wytrzymuje (jak dotąd) konfrontację z żywiołowym łobuzem. Książkę urozmaicają świetne ilustracje, które są na tyle konkretne, że szczególnie młodszemu dziecku, można za ich pomocą tłumaczyć fabułę. Wydawnictwo wyceniło Toliny na 45 złotych. Dużo, ale jest to suma adekwatna do jakości i zawartości.
- Co oni lobią? – Alek pyta z przejęciem
- Źli, wielcy brodacze zamknęli Toliny w Słoikach.
- A dlaczego?
- Żeby ich wystrzelić w powietrze.
- A dlaczego?
- Żeby fajerwerki były baaaardzo kolorowe.
- A dlaczego?
- …
Nie będę się zbytnio rozpisywał, bo i nie ma o czym za bardzo. Toliny przeszły najcięższy test jakości, jaki dostępny jest na rynku i zdały go celująco. Piękne wydanie, fajna dowcipna historia dla każdego, mieszczącego się w przedziale 2-102 lat, sympatyczni bohaterowie i świetne ilustracje. To wszystko jednak jest nieważne! Największym atutem jest to, że 2 i pół letni łobuz, jest w stanie zaprzestać skakania, rzucania i śpiewania, by posłuchać historii o małych ludzikach ze skrzydełkami. Książka ląduje na półce wraz z największymi hitami mojego syna, czyli Autami z Pixara, Reksiem, Bolkiem i Lolkiem oraz Kubusiem P. Wyborowe sąsiedztwo powinno samo przez się świadczyć o wyjątkowości Tolinów.
Polecam!
[Zapraszam na mojego bloga http://podsluch.wordpress.com]
Autor: Magdalena Sz... Data dodania: 04/01/2011
Kiedy przyniosłam wreszcie długo wyczekiwane „Toliny” do domu, nasz pięcioletni mały czytelnik aż skakał z niecierpliwości przy drzwiach w oczekiwaniu, aż wreszcie zobaczy nową książkę. Zasiedliśmy więc na kanapie i otworzyliśmy paczkę. „Mój Boże, jaka piękna” przemknęło mi przez myśl, jednak to mina Krzysia oddała w pełni zachwyt nad jakością oprawy: oczy zrobiły mu się okrągłe niczym złotówki, a na buzi wykwitł błogi uśmiech. „Mamo, jak oni włożyli tu ten słoik?” zapytał poważnym tonem mój syn, kiedy pierwsze wrażenie nieco ostygło. Zaśmiałam się w duchu, ale rzeczywiście, pomysł wykonania słoika na okładce zasługuje na pochwałę.[br]
Po zachwytach nad okładką i mapą Szerłudkowa („Mamo, to tam, skąd pochodzi Robin Chudł?”) przyszedł czas na Księgę Pierwszą. Krzyś zadaje mnóstwo pytań, więc czytając rozdział pierwszy oczywiście musieliśmy wysłuchać gamy (duszki nie potrafią zaśpiewać dźwięku his), spróbować wyobrazić sobie ile to jest tysiąc lat oraz obejrzeć zdjęcia rzymskich ogni. Na koniec padło pytanie „Mamo, a co to jest ta gra… grawitancja i... niewolnictwo?”.
Podczas czytania rozdziału drugiego wyszukiwaliśmy na obrazku przedstawiającym Toliny uwięzione w słoikach głównych bohaterów książeczki i poznaliśmy więcej rodzajów fajerwerków. Krzyś stwierdził też, że „brodacze postępowali z Tolinami bardzo nieładnie i one były smutne”.
Przy okazji rozdziału trzeciego i czwartego (podsumowanego głośnym „O nie!) moja pociecha doszła do wniosku, że zostanie naukowcem.
Księga Druga poświęcona jest medycynie chorobom i śmierci, ale także przestrzeganiu prawa. Odbyliśmy z Krzysiem małą debatę na temat tego, czy Iskrzak postąpił dobrze, łamiąc prawo. Młody z ulgą przyjął informację, że prawo czasem można zmieniać, jak było na przykład z niewolnictwem. A na koniec oświadczył, że już nie będzie naukowcem, tylko lekarzem. „Albo tym, no… prawniczorem.”
Księga Trzecia to pojedynek tradycji z nauką, czyli zacofania z rozumem. Dodatkowo traktuje o spiskach Ciemnych Tolinów, którym przewodzi, nomen omen, Wybieg.
Krzyś dosłownie z wypiekami na twarzy słuchał o Torbaczu oraz knowaniach Ciemnych Tolinów i dopiero po skończeniu Księgi zaczął zasypywać mnie pytaniami. A następnie oświadczył, że będzie jednak astronautą.
Krzysiowi zapadły mocno w pamięć wplecione w treść książki przysłowia i teraz kiedy wracamy po zakupach pyta, czy to wąż z kieszeni zjadł chipsy…
Abstrahując od funkcji edukacyjnej, którą Iggulden doskonale realizuje w swojej książeczce – jako matkę bardzo cieszyły mnie liczne wybuchy śmiechu mojego synka i jego radosna mina, oraz fakt, że dzięki „Tolinom” będzie umiał docenić oprawę graficzną czytanej książki. „Toliny” powinny znaleźć się na półce domowej biblioteczki każdego małego czytelnika, którego rodziców nie przeraża wizja tysiąca pytań oraz którzy chcą, by ich dziecko żywo interesowało się czytaną bajką. 45 zł może nie jest niską kwotą, jednak uważam, że warto ją zainwestować w rozwój swojego malucha.
„Mamo, a będzie więcej?”
„Czego, synku?”
„Tolinów, mamo.”
„Na razie nie.”
„O, motyla noga!”
Po zachwytach nad okładką i mapą Szerłudkowa („Mamo, to tam, skąd pochodzi Robin Chudł?”) przyszedł czas na Księgę Pierwszą. Krzyś zadaje mnóstwo pytań, więc czytając rozdział pierwszy oczywiście musieliśmy wysłuchać gamy (duszki nie potrafią zaśpiewać dźwięku his), spróbować wyobrazić sobie ile to jest tysiąc lat oraz obejrzeć zdjęcia rzymskich ogni. Na koniec padło pytanie „Mamo, a co to jest ta gra… grawitancja i... niewolnictwo?”.
Podczas czytania rozdziału drugiego wyszukiwaliśmy na obrazku przedstawiającym Toliny uwięzione w słoikach głównych bohaterów książeczki i poznaliśmy więcej rodzajów fajerwerków. Krzyś stwierdził też, że „brodacze postępowali z Tolinami bardzo nieładnie i one były smutne”.
Przy okazji rozdziału trzeciego i czwartego (podsumowanego głośnym „O nie!) moja pociecha doszła do wniosku, że zostanie naukowcem.
Księga Druga poświęcona jest medycynie chorobom i śmierci, ale także przestrzeganiu prawa. Odbyliśmy z Krzysiem małą debatę na temat tego, czy Iskrzak postąpił dobrze, łamiąc prawo. Młody z ulgą przyjął informację, że prawo czasem można zmieniać, jak było na przykład z niewolnictwem. A na koniec oświadczył, że już nie będzie naukowcem, tylko lekarzem. „Albo tym, no… prawniczorem.”
Księga Trzecia to pojedynek tradycji z nauką, czyli zacofania z rozumem. Dodatkowo traktuje o spiskach Ciemnych Tolinów, którym przewodzi, nomen omen, Wybieg.
Krzyś dosłownie z wypiekami na twarzy słuchał o Torbaczu oraz knowaniach Ciemnych Tolinów i dopiero po skończeniu Księgi zaczął zasypywać mnie pytaniami. A następnie oświadczył, że będzie jednak astronautą.
Krzysiowi zapadły mocno w pamięć wplecione w treść książki przysłowia i teraz kiedy wracamy po zakupach pyta, czy to wąż z kieszeni zjadł chipsy…
Abstrahując od funkcji edukacyjnej, którą Iggulden doskonale realizuje w swojej książeczce – jako matkę bardzo cieszyły mnie liczne wybuchy śmiechu mojego synka i jego radosna mina, oraz fakt, że dzięki „Tolinom” będzie umiał docenić oprawę graficzną czytanej książki. „Toliny” powinny znaleźć się na półce domowej biblioteczki każdego małego czytelnika, którego rodziców nie przeraża wizja tysiąca pytań oraz którzy chcą, by ich dziecko żywo interesowało się czytaną bajką. 45 zł może nie jest niską kwotą, jednak uważam, że warto ją zainwestować w rozwój swojego malucha.
„Mamo, a będzie więcej?”
„Czego, synku?”
„Tolinów, mamo.”
„Na razie nie.”
„O, motyla noga!”
Twój


