Romans na receptę
Romans na receptę opis
Eulalia, jest reporterką telewizyjną (jak zresztą sama autorka); kocha góry i robienie o nich filmów. Ma pracę (zajmującą), dom (pół bliźniaka właściwie), samochód (niezły), dwoje udanych dzieci, przyjaciół - właściwie wszystko poza stałym mężczyzną. A że nawet dzisiejsza kobieta wyzwolona nie zawsze, mimo wszystko, radzi sobie bez onego i przyjemności z nim związanych, Eulalia zaczyna bystrzej spoglądać na otaczających ją panów...
KLIENCI KTÓRZY ZAKUPILI TEN PRODUKT KUPILI RÓWNIEŻ
- WARTO ZOBACZYĆ RÓWNIEŻ...
Autor: Ewa Wo... Data dodania: 02/07/2010
Eulalia, córka Balbiny, jest w wieku moich rodziców. Ma dorosłe dzieci, stałą pracę, zmarszczki, rozwód na koncie i początki klimakterium. Nic mnie z nią nie łączy. Poza tym, co to za imię? Eulalia – jak można tak nazwać bohaterkę książki!? 50-letnia kobieta, na którą wołają: Lalka. Absurd, szaleństwo. Monika Szwaja jest zupełnie niepoważna. Jej bohaterka również. Dzięki Bogu.
Gdyby firma marketingowa podjęłaby się reklamy książki Romans na receptę, mogłaby użyć do tego takich haseł: Uważasz, że jesteś stara i nic zaskakującego w życiu cię już nie spotka? Na wesela chodzisz sama i na każdego taksówkarza patrzysz zalotnie? Twoje dzieci wyjechały na studia, a Ty płaczesz co wieczór w łazience? Coraz częściej narzekasz? Jeśli na którekolwiek z tych pytań odpowiedziałaś twierdząco, zapisz się na wizytę do psychologa albo... przeczytaj książkę Moniki Szwai Romans na receptę.
Jest to jedna z tych niebezpiecznych książek, podczas lektury których można wybuchnąć nieopanowanym śmiechem w autobusie. Zapewniam, że niejedna czytelniczka po przeczytaniu o perypetiach życiowych Eulalii Manowskiej, stanęła przed lustrem i powiedziała do siebie: Nie jest ze mną wcale tak źle, jak gadam. Książka napisana ku pokrzepieniu serc – kobiecych.
Zapewniam, że każda (w miarę inteligentna i obdarzona przynajmniej minimalnym poczuciem humoru) kobieta poleci tę książkę koleżance, ale na pytanie mężczyzny: O czym ona jest? nie będzie potrafiła odpowiedzieć. Jak to o czym? O życiu! To książka o perypetiach życiowych reporterki Eulalii, która ma dzieci. Jej dzieci mają przyjaciół... Jej brat ma córkę... Jest też mowa o jej matce... o współpracownikach... o pewnym mężczyźnie, na widok którego bohaterka... Zapewniam, mężczyzna nie zrozumie, jak my możemy coś takiego czytać. Myślę, że nie pomogą nawet usilne próby wyjaśnienia, na czym polega urok bohaterki. Mężczyzna nie uśmieje się, czytając, że Lalka czasami bywa wyświeżona i radosna jak świnka w deszcz, a innym razem jest do wyrzucenia. Potrafi dla dobrej sprawy udawać księżną Scholastykę Kaholinę Lubecką de domo Kohwin-Rzewuską, pod prysznicem o swoim wrogu śpiewa: Nie będzie gburek pluł nam w twarz, a ratrak kojarzy jej się ze stodołą na gąsienicach. Tak, Eulalia to wariatka i za to właśnie można ją uwielbiać (zbyt dużo mamy na świecie ludzi normalnych).
Tłem wielu spotkań w tej książce są Karkonosze, o których Eulalia kręci wraz ze swoją ekipą film. A w tych górach jest Bacówka – chatka położona ileś tam metrów nad poziomem morza. Kto z nas nie marzy o tym, aby gdzieś na odludziu mieć mały drewniany domek, do którego można uciec, kiedy życie staje się nie do wytrzymania i rozpalić ogień w kominku? Reporterka takie miejsce znalazła właśnie w górach. Rzec by można, że znalazła chatkę z zawartością – przystojnymi i uprzejmymi (no, może oprócz jednego) GOPR-owcami. Jest to niezwykły gatunek mężczyzn, na widok których zawsze wzdychamy – nieważne, ile mamy lat i jak się układa nasze życie prywatne. Są opanowani, kulturalni, może niezbyt obeznani z kobietami, ale to można im wybaczyć – w końcu ratują ludzkie życia. W Bacówce spotkać można Przystojnego Małomównego z radiowym głosem, Juniora z trzydniowym zarostem na zbójeckiej gębie – znawcy i wielbiciela subtelnych górskich kwiatków, a także Gbura – ale o nim szkoda pisać, bo specjalizował się w spluwaniu na widok dziennikarek. Móc usiąść przy takim okazie w land-roverze i jechać wzdłuż kłębiącego się do wyciągu tłumu... Bezcenne!
Jest to świetna lektura dla tych, którzy nie traktują siebie i świata zbyt poważnie. Sto kilkadziesiąt stron nauki patrzenia na otaczającą rzeczywistość z przymrużeniem oka. Zakończę subiektywnie, a więc przekonywająco. Książce tej zawdzięczam wiele. Lektura Romansu na receptę przypomniała mi o starym zakurzonym przez lata marzeniu, by zostać reporterem. Po kilku miesiącach od przeczytania książki, mam już spore osiągnięcia na tym polu. Dzięki, Lalka!
Gdyby firma marketingowa podjęłaby się reklamy książki Romans na receptę, mogłaby użyć do tego takich haseł: Uważasz, że jesteś stara i nic zaskakującego w życiu cię już nie spotka? Na wesela chodzisz sama i na każdego taksówkarza patrzysz zalotnie? Twoje dzieci wyjechały na studia, a Ty płaczesz co wieczór w łazience? Coraz częściej narzekasz? Jeśli na którekolwiek z tych pytań odpowiedziałaś twierdząco, zapisz się na wizytę do psychologa albo... przeczytaj książkę Moniki Szwai Romans na receptę.
Jest to jedna z tych niebezpiecznych książek, podczas lektury których można wybuchnąć nieopanowanym śmiechem w autobusie. Zapewniam, że niejedna czytelniczka po przeczytaniu o perypetiach życiowych Eulalii Manowskiej, stanęła przed lustrem i powiedziała do siebie: Nie jest ze mną wcale tak źle, jak gadam. Książka napisana ku pokrzepieniu serc – kobiecych.
Zapewniam, że każda (w miarę inteligentna i obdarzona przynajmniej minimalnym poczuciem humoru) kobieta poleci tę książkę koleżance, ale na pytanie mężczyzny: O czym ona jest? nie będzie potrafiła odpowiedzieć. Jak to o czym? O życiu! To książka o perypetiach życiowych reporterki Eulalii, która ma dzieci. Jej dzieci mają przyjaciół... Jej brat ma córkę... Jest też mowa o jej matce... o współpracownikach... o pewnym mężczyźnie, na widok którego bohaterka... Zapewniam, mężczyzna nie zrozumie, jak my możemy coś takiego czytać. Myślę, że nie pomogą nawet usilne próby wyjaśnienia, na czym polega urok bohaterki. Mężczyzna nie uśmieje się, czytając, że Lalka czasami bywa wyświeżona i radosna jak świnka w deszcz, a innym razem jest do wyrzucenia. Potrafi dla dobrej sprawy udawać księżną Scholastykę Kaholinę Lubecką de domo Kohwin-Rzewuską, pod prysznicem o swoim wrogu śpiewa: Nie będzie gburek pluł nam w twarz, a ratrak kojarzy jej się ze stodołą na gąsienicach. Tak, Eulalia to wariatka i za to właśnie można ją uwielbiać (zbyt dużo mamy na świecie ludzi normalnych).
Tłem wielu spotkań w tej książce są Karkonosze, o których Eulalia kręci wraz ze swoją ekipą film. A w tych górach jest Bacówka – chatka położona ileś tam metrów nad poziomem morza. Kto z nas nie marzy o tym, aby gdzieś na odludziu mieć mały drewniany domek, do którego można uciec, kiedy życie staje się nie do wytrzymania i rozpalić ogień w kominku? Reporterka takie miejsce znalazła właśnie w górach. Rzec by można, że znalazła chatkę z zawartością – przystojnymi i uprzejmymi (no, może oprócz jednego) GOPR-owcami. Jest to niezwykły gatunek mężczyzn, na widok których zawsze wzdychamy – nieważne, ile mamy lat i jak się układa nasze życie prywatne. Są opanowani, kulturalni, może niezbyt obeznani z kobietami, ale to można im wybaczyć – w końcu ratują ludzkie życia. W Bacówce spotkać można Przystojnego Małomównego z radiowym głosem, Juniora z trzydniowym zarostem na zbójeckiej gębie – znawcy i wielbiciela subtelnych górskich kwiatków, a także Gbura – ale o nim szkoda pisać, bo specjalizował się w spluwaniu na widok dziennikarek. Móc usiąść przy takim okazie w land-roverze i jechać wzdłuż kłębiącego się do wyciągu tłumu... Bezcenne!
Jest to świetna lektura dla tych, którzy nie traktują siebie i świata zbyt poważnie. Sto kilkadziesiąt stron nauki patrzenia na otaczającą rzeczywistość z przymrużeniem oka. Zakończę subiektywnie, a więc przekonywająco. Książce tej zawdzięczam wiele. Lektura Romansu na receptę przypomniała mi o starym zakurzonym przez lata marzeniu, by zostać reporterem. Po kilku miesiącach od przeczytania książki, mam już spore osiągnięcia na tym polu. Dzięki, Lalka!
Twój







