Ręka mistrza
Ręka mistrza opis
Najlepsza od lat książka mistrza grozy Stephena Kinga! Ręka mistrza to nie tylko znakomity horror, ale też rewelacyjna powieść psychologiczna. Światowy bestseller po raz pierwszy w Polsce! Edgar Freemantle w ciężkim wypadku samochodowym traci rękę i zdrowe zmysły. Nękany niekontrolowanymi napadami szału, musi zacząć życie od początku. Za radą psychologa wyrusza na Duma Key, olśniewająco piękną i odludną wyspę na wybrzeżu Florydy, należącą do sędziwej Elizabeth Eastlake. Wynajmuje tam dom, wiedząc tylko jedno: chce rysować. Tworzone z chorobliwą pasją obrazy Edgara są owocem talentu, nad którym stopniowo przestaje mieć kontrolę. Kiedy tragiczne dzieje rodziny Eastlake'ów zaczynają wyłaniać się z mroków przeszłości, nieposkromiona moc dzieł Freemantle'a objawia swe coraz bardziej przerażające i niszczycielskie możliwości.
KLIENCI KTÓRZY ZAKUPILI TEN PRODUKT KUPILI RÓWNIEŻ
- WARTO ZOBACZYĆ RÓWNIEŻ...
Autor: Sławomir Gr... Data dodania: 24/01/2011
Położona gdzieś na Florydzie wyspa Duma Key jest równie tajemnicza jak ta z „Zagubionych” – były budowlaniec w średnim wieku w cudowny sposób staje się tam wybitnym malarzem. Choć maluje obrazy taśmowo i będąc w półtransie, wychodzi mu taki lepszy Dali (który rzekomo też był na tej wyspie w latach osiemdziesiątych). Mało tego, obrazy te mają jakąś moc – a to profetyczną, a to rodem z „Zaczarowanego ołówka” – jeśli namaluje burzę, to za chwilę będzie nieźle grzmocić. No i stracona w wypadku ręka czasem „działa”, nie tylko przypominając o sobie fantomowym bólem. Co jakiś czas to tu, to tam fruwają sobie wesoło upiory dziewczynek (skąd my to znamy?). W końcu to King, a nie Grochola.
Pewnie gdyby rozpisać fabułę na jakiś schemat, ujawniłoby się niepokojące podobieństwo do połowy książek Kinga, a może i nie tylko. Bohater przeżywa jakiś wstrząs – przeprowadza się w nowe, tajemnicze miejsce, które okazuje się same go „wzywać”. Tam poznaje mroczne tajemnice przeszłości, aż wreszcie musi wreszcie stanąć twarzą w twarz z czymś złym i paskudnym i dokonać jakiejś rytualnej czynności. Wtedy, unikając o mały włos śmierci, pokonuje złego pana i bum! Happy end. Aha, po drodze musi zginąć ktoś bliski, żeby było mu smutno i ogólnie niewesoło.
Czysto horrorowej grozy jest w powieści relatywnie mało, pomijając może finał, pobłąka się tu i ówdzie jakiś duszek czy zombiak raz na sto stron. King postawił na budowanie atmosfery, w końcu w „Danse macabre” sam pisał, że horrorowe łubu-dubu jest najbardziej prostackim sposobem wywoływania strachu, zaś budowanie atmosfery to wyższa szkoła jazdy. (Próbuję tym usprawiedliwić pewne dłużyzny w tej 640-stronicowej cegle). Owszem, utrudnieniem zadania było umieszczenie akcji powieści w mniej sztampowym miejscu – plaże Florydy kojarzą się raczej ze „Słonecznym patrolem” niż z „księżycowym demon-komando”. A sama wysepka, na której toczy się akcja… - cóż, po „Zagubionych” rajskie wyspy straciły bezpowrotnie swoją niewinność, to raz, a dwa, należało miejsce akcji w jakiś sposób odizolować od świata – żelazne prawo horrorów.
Kilka drobiazgów, które zwróciły moją uwagę:
-metafizyczna równowaga sił. Pewną nowością, jak na horror, jest to, że w niektórych momentach bohaterowie czują, że pomimo wściekłego ataku „czystego zła” wspiera ich też jakaś subtelna „siła dobra”, bo rzeczywiście czasem jakimś megafuksem coś im się udaje. Bóg? Czy może tylko autor powieści, który musi jednak wyciągać kluczowych bohaterów z tarapatów?
-wychowawcze wtręty ideologiczne. Co jakiś czas King… tzn. bohater powieści przypomina nam, jaki to z niego dobry demokrata, a nie faszystowski republikanin, który głosował na Busha (książka powstała w 2007 roku, przed Obamą). Wygrana Busha to zapewne dla Kinga największy, bo prawdziwy, horror. „Nieważne, jakie masz poglądy, byle były liberalne”. To nie jest cytat z Kinga, za to z niego jest następujący „Jako członek Pierwszego Kościoła Adoktrynalnego nie lubię tylko takich religii, które głoszą: _Nasz Bóg jest większy niż wasz._” (s.87). Zaiste, porażająca głębia myślenia.
-częste podkreślanie bogactwa bohaterów. Pochodzą oni z klasy co najmniej średniej, konta zasilają im miliony dolarów (niestety, nowych). Sukces zawodowy jest dla nich taką oczywistą oczywistością, że, hmm, cały ten horror wydał mi się projekcją pewnej ludzkiej potrzeby walki i samorealizacji. Ale nam nudno i wygodnie, niech mnie porwie zła siła, będę miał po co żyć i z kim walczyć - myśli sobie bohater, a jeśli nie bohater, to czytelnik, któremu lektura (w narracji FPP… tzn. pierwszoosobowej) pozwala przeżyć w ciepłym fotelu dreszczyk bezpiecznej grozy.
Ale i tak King to fachura w swojej robocie, postacie i obrazy zostają w pamięci, a emocje bohaterów pobrzmiewają autentyzmem. Jako literatura grozy skierowana do szerokiego kręgu odbiorców (czyli wykluczająca zarówno przesadne gore, jak i nadmiar fantastyczności), zdecydowanie się sprawdza. Zresztą, partie realistyczne są właściwie ciekawsze niż dość konwencjonalne elementy fantastyki grozy – takie np. opisy aspiracji genialnego malarza-nuworysza do artystycznego światka miałem za całkiem pouczające… No i sama relacja z procesu twórczego – czasem zastanawiałem się, czy King pisze o malarzu, spod którego ręki wychodzą niepokojące obrazy, czy tak naprawdę o swojej twórczości. Kto wie, może on też pisze książki w jakimś transie? To by z pewnością tłumaczyło tempo powstawania jego kolejnych powieści, za którymi niestety już przestałem nadążać.
Pewnie gdyby rozpisać fabułę na jakiś schemat, ujawniłoby się niepokojące podobieństwo do połowy książek Kinga, a może i nie tylko. Bohater przeżywa jakiś wstrząs – przeprowadza się w nowe, tajemnicze miejsce, które okazuje się same go „wzywać”. Tam poznaje mroczne tajemnice przeszłości, aż wreszcie musi wreszcie stanąć twarzą w twarz z czymś złym i paskudnym i dokonać jakiejś rytualnej czynności. Wtedy, unikając o mały włos śmierci, pokonuje złego pana i bum! Happy end. Aha, po drodze musi zginąć ktoś bliski, żeby było mu smutno i ogólnie niewesoło.
Czysto horrorowej grozy jest w powieści relatywnie mało, pomijając może finał, pobłąka się tu i ówdzie jakiś duszek czy zombiak raz na sto stron. King postawił na budowanie atmosfery, w końcu w „Danse macabre” sam pisał, że horrorowe łubu-dubu jest najbardziej prostackim sposobem wywoływania strachu, zaś budowanie atmosfery to wyższa szkoła jazdy. (Próbuję tym usprawiedliwić pewne dłużyzny w tej 640-stronicowej cegle). Owszem, utrudnieniem zadania było umieszczenie akcji powieści w mniej sztampowym miejscu – plaże Florydy kojarzą się raczej ze „Słonecznym patrolem” niż z „księżycowym demon-komando”. A sama wysepka, na której toczy się akcja… - cóż, po „Zagubionych” rajskie wyspy straciły bezpowrotnie swoją niewinność, to raz, a dwa, należało miejsce akcji w jakiś sposób odizolować od świata – żelazne prawo horrorów.
Kilka drobiazgów, które zwróciły moją uwagę:
-metafizyczna równowaga sił. Pewną nowością, jak na horror, jest to, że w niektórych momentach bohaterowie czują, że pomimo wściekłego ataku „czystego zła” wspiera ich też jakaś subtelna „siła dobra”, bo rzeczywiście czasem jakimś megafuksem coś im się udaje. Bóg? Czy może tylko autor powieści, który musi jednak wyciągać kluczowych bohaterów z tarapatów?
-wychowawcze wtręty ideologiczne. Co jakiś czas King… tzn. bohater powieści przypomina nam, jaki to z niego dobry demokrata, a nie faszystowski republikanin, który głosował na Busha (książka powstała w 2007 roku, przed Obamą). Wygrana Busha to zapewne dla Kinga największy, bo prawdziwy, horror. „Nieważne, jakie masz poglądy, byle były liberalne”. To nie jest cytat z Kinga, za to z niego jest następujący „Jako członek Pierwszego Kościoła Adoktrynalnego nie lubię tylko takich religii, które głoszą: _Nasz Bóg jest większy niż wasz._” (s.87). Zaiste, porażająca głębia myślenia.
-częste podkreślanie bogactwa bohaterów. Pochodzą oni z klasy co najmniej średniej, konta zasilają im miliony dolarów (niestety, nowych). Sukces zawodowy jest dla nich taką oczywistą oczywistością, że, hmm, cały ten horror wydał mi się projekcją pewnej ludzkiej potrzeby walki i samorealizacji. Ale nam nudno i wygodnie, niech mnie porwie zła siła, będę miał po co żyć i z kim walczyć - myśli sobie bohater, a jeśli nie bohater, to czytelnik, któremu lektura (w narracji FPP… tzn. pierwszoosobowej) pozwala przeżyć w ciepłym fotelu dreszczyk bezpiecznej grozy.
Ale i tak King to fachura w swojej robocie, postacie i obrazy zostają w pamięci, a emocje bohaterów pobrzmiewają autentyzmem. Jako literatura grozy skierowana do szerokiego kręgu odbiorców (czyli wykluczająca zarówno przesadne gore, jak i nadmiar fantastyczności), zdecydowanie się sprawdza. Zresztą, partie realistyczne są właściwie ciekawsze niż dość konwencjonalne elementy fantastyki grozy – takie np. opisy aspiracji genialnego malarza-nuworysza do artystycznego światka miałem za całkiem pouczające… No i sama relacja z procesu twórczego – czasem zastanawiałem się, czy King pisze o malarzu, spod którego ręki wychodzą niepokojące obrazy, czy tak naprawdę o swojej twórczości. Kto wie, może on też pisze książki w jakimś transie? To by z pewnością tłumaczyło tempo powstawania jego kolejnych powieści, za którymi niestety już przestałem nadążać.
Autor: Monika St... Data dodania: 04/01/2011
RĘKA MISTRZA – STEPHEN KING
Gdyby zapytać o Mistrza horroru w papierowej formie niewątpliwie wielu ludzi przytoczy nazwisko Stephen King. Któż z nas nie słyszał o tym pisarzu? Z całą pewnością jest to nazwisko dobrze znane niejednej osobie, zwłaszcza lubującej się w czytaniu tak, jak jest ono za razem symboliczne w swym brzmieniu. King - Król. Niewątpliwie król horroru, z powodzeniem budujący napięcie swoimi licznymi opisami, stopniowo strona po stronie. Do tej pory nie spotkałam się jeszcze z książką Kinga, która nie porwałaby mnie już od pierwszych stron i Ręka mistrza również nie stanowi tutaj wyjątku.
Opowiada ona o człowieku – Edgarze Freementale – który ulega wypadkowi na budowie. Od tej pory życie mężczyzny diametralnie zmienia się na gorsze – na początku zmuszonym jest on przeżywać koszmarne katusze, jakimi jest rehabilitacja, później zaś staje się obserwatorem rozpadu swojego małżeństwa wskutek zaburzeń swej osobowości oraz emocjonalnego nieradzenia sobie z rzeczywistością. Przełomem w tak pędzonym życiu okazuje się być wyjazd na Duma Key, który zapoczątkowuje szereg dziwnych zdarzeń, mających coraz mniej wspólnego z normalnym życiem.
Głównym wątkiem książki jest sztuka, a dokładniej malarstwo, którego talent rozwija się u Edgara w nienaturalnie szybkim tempie zaraz po przyjeździe na wyspę. O ile pierwsze strony książki są obrazem ludzkiej osobowości ciężko doświadczonej przez życie, o tyle na kolejnych kartkach znajduje się coraz więcej malowniczych obrazów, które fanom Kinga, ale też nie tylko im, z pewnością przypadną do gustu. Książkę można podzielić zasadniczo na trzy części. Pierwszą – dotyczącą wypadku, tego, co dzieje się z ludzką psychiką tuż po nim oraz relacji między człowiekiem a najbliższymi, z którymi poszkodowany nie potrafi komunikować się tak, jak tego pragnie. Drugą część stanowi barwny opis wyspy, jej mieszkańców, tego jak nasz główny bohater powoli staje na nogi oraz jak szybko rozwija się jego niewątpliwy talent graniczący wręcz z obsesją. Część druga i trzecia w pewnym momencie zaczynają wzajemnie przenikać się poprzez dziwne sytuacje, których stopniowo przybywa i które stają się coraz bardziej tajemnicze. Trzecia część natomiast to już szereg takich nadnaturalnych zdarzeń, strony, które czytelnik wręcz połyka, by szybciej poznać zakończenie, a za razem to, co siedziało w głowie pisarza podczas pisania tejże ponad sześćset-stronicowej powieści.
Na uwagę zasługuje przemiana głównego bohatera - to jak z wraka człowieka staje się on na powrót mężczyzną ceniącym takie wartości jak miłość czy przyjaźń. Czytając, stajemy się obserwatorami początku przyjaźni między nim a parą ludzi zamieszkujących Duma Key, których to przyjaźń kwitnie w miarę, jak przybywa przeczytanych stron. Ponadto w Edgarze na nowo budzi się miłość – zwłaszcza do młodszej z córek, która to miłość pomaga mu uporać się z samym sobą, ze swoimi emocjami oraz lękami. Czytelnik z zaskoczeniem obserwuje również inne uczucia, które pojawiają się stopniowo w malarzu – zaufanie, a nawet wyrozumiałość względem żony, którą tuż po wypadku obwiniał za rozpad ich małżeństwa. Tak niespodziewana przemiana głównego bohatera sprawia, iż czytelnik obdarza zarówno jego jak i dzieło Kinga rosnącym zaufaniem oraz sympatią.
Czytając Rękę mistrza odnieść można zupełnie racjonalne wrażenie, iż pisząc ową powieść, King nigdzie się nie spieszył. Nie znajdziesz na jej stronach niedomówień, urwanych wątków. Jeśli nawet jakiś wątek zanika, pojawia się już w chwilę później, w innym rozdziale, w tak płynny sposób, iż nie odczujesz jakiegokolwiek zgrzytu, by móc go kontynuować. Cała książka to misterna konstrukcja, w której opisy krajobrazu przeplatają się z opisami poszczególnych bohaterów czy też tajemniczymi sytuacjami, które coraz skuteczniej wciągają czytelnika w barwny świat fantazji. Czytając, człowiek cały czas zastanawia się nad zakończeniem czytanej historii, na które to jednak musi dość długo poczekać, jako iż zabawa autora w przysłowiowego kotka i myszkę z czytelnikiem z całą pewnością jest tym, co bardzo on lubi. Nie ma więc mowy o czytaniu w pośpiechu, ponieważ aby wydobyć na światło dzienne to, co w tej książce najlepsze, należy się nią delektować w zaciszu własnego domu. Oczywiście King, jak na dobrego pisarza przystało, porwie cię swoją historią nawet na zatłoczonym dworcu centralnym, nie zmienia to jednak faktu, iż książką najlepiej cieszyć się w samotności bądź przy bliskiej ci osobie.
Gdyby ktoś zapytał mnie, co mi się najbardziej w Ręce mistrza nie podobało, byłoby to spowolnienie tempa akcji w 2/3 książki, która choć nie jest zbyt wartka od samego początku, to jednak pod koniec ulega jakiejś zmianie. Niektórym osobom może się również wydać dziwny świat przedstawiony na ostatnich kartkach – nadnaturalny do tego stopnia, iż niektórym może kojarzyć się z karykaturą baśni. Patrząc jednak na to z drugiej strony – taki opis sprawia, iż książka z całą pewnością nie jest ani nudna, ani też nie stanowi odbicia tylu innych powieści stojących na półkach całego świata.
Warto jeszcze wspomnieć, iż w swej istocie książka ta skojarzyła mi się z inną pozycją Kinga - Rose Madder, w której przedstawiony świat jest równie barwny, co rozbudowany poprzez opisy nasuwające na myśl przerażającą bajkę.
Sumując, Ręka mistrza to książka, w której zarówno zwolennicy horroru jak i gatunku fantasy znajdą coś dla siebie. Książkę polubią też ci, którzy lubią poznawać nowych ludzi oraz zagłębiać się w ich portrecie psychologicznym. Z całą pewnością zaś nie jest to książka dla osób nielubiących długich barwnych opisów oraz takich, które nie mają czasu czy chęci na porządne zagłębienie się w długiej historii. Dla fanów Kinga – pozycja obowiązkowa.
W skali od 1 do 6 w mojej ocenie książka zyskuje mocną piątkę. Dlaczego nie szóstkę? Ponieważ King należy do moich ulubionych autorów, oczekuję od niego tego, co najlepsze. Gdyby inny autor wydał takie dzieło, niewątpliwie otrzymałby szóstkę, ale ponieważ King jest królem w tym, co robi, zawsze może nas czymś jeszcze zaskoczyć. I ja na ten dzień czekam z niecierpliwością.
Gdyby zapytać o Mistrza horroru w papierowej formie niewątpliwie wielu ludzi przytoczy nazwisko Stephen King. Któż z nas nie słyszał o tym pisarzu? Z całą pewnością jest to nazwisko dobrze znane niejednej osobie, zwłaszcza lubującej się w czytaniu tak, jak jest ono za razem symboliczne w swym brzmieniu. King - Król. Niewątpliwie król horroru, z powodzeniem budujący napięcie swoimi licznymi opisami, stopniowo strona po stronie. Do tej pory nie spotkałam się jeszcze z książką Kinga, która nie porwałaby mnie już od pierwszych stron i Ręka mistrza również nie stanowi tutaj wyjątku.
Opowiada ona o człowieku – Edgarze Freementale – który ulega wypadkowi na budowie. Od tej pory życie mężczyzny diametralnie zmienia się na gorsze – na początku zmuszonym jest on przeżywać koszmarne katusze, jakimi jest rehabilitacja, później zaś staje się obserwatorem rozpadu swojego małżeństwa wskutek zaburzeń swej osobowości oraz emocjonalnego nieradzenia sobie z rzeczywistością. Przełomem w tak pędzonym życiu okazuje się być wyjazd na Duma Key, który zapoczątkowuje szereg dziwnych zdarzeń, mających coraz mniej wspólnego z normalnym życiem.
Głównym wątkiem książki jest sztuka, a dokładniej malarstwo, którego talent rozwija się u Edgara w nienaturalnie szybkim tempie zaraz po przyjeździe na wyspę. O ile pierwsze strony książki są obrazem ludzkiej osobowości ciężko doświadczonej przez życie, o tyle na kolejnych kartkach znajduje się coraz więcej malowniczych obrazów, które fanom Kinga, ale też nie tylko im, z pewnością przypadną do gustu. Książkę można podzielić zasadniczo na trzy części. Pierwszą – dotyczącą wypadku, tego, co dzieje się z ludzką psychiką tuż po nim oraz relacji między człowiekiem a najbliższymi, z którymi poszkodowany nie potrafi komunikować się tak, jak tego pragnie. Drugą część stanowi barwny opis wyspy, jej mieszkańców, tego jak nasz główny bohater powoli staje na nogi oraz jak szybko rozwija się jego niewątpliwy talent graniczący wręcz z obsesją. Część druga i trzecia w pewnym momencie zaczynają wzajemnie przenikać się poprzez dziwne sytuacje, których stopniowo przybywa i które stają się coraz bardziej tajemnicze. Trzecia część natomiast to już szereg takich nadnaturalnych zdarzeń, strony, które czytelnik wręcz połyka, by szybciej poznać zakończenie, a za razem to, co siedziało w głowie pisarza podczas pisania tejże ponad sześćset-stronicowej powieści.
Na uwagę zasługuje przemiana głównego bohatera - to jak z wraka człowieka staje się on na powrót mężczyzną ceniącym takie wartości jak miłość czy przyjaźń. Czytając, stajemy się obserwatorami początku przyjaźni między nim a parą ludzi zamieszkujących Duma Key, których to przyjaźń kwitnie w miarę, jak przybywa przeczytanych stron. Ponadto w Edgarze na nowo budzi się miłość – zwłaszcza do młodszej z córek, która to miłość pomaga mu uporać się z samym sobą, ze swoimi emocjami oraz lękami. Czytelnik z zaskoczeniem obserwuje również inne uczucia, które pojawiają się stopniowo w malarzu – zaufanie, a nawet wyrozumiałość względem żony, którą tuż po wypadku obwiniał za rozpad ich małżeństwa. Tak niespodziewana przemiana głównego bohatera sprawia, iż czytelnik obdarza zarówno jego jak i dzieło Kinga rosnącym zaufaniem oraz sympatią.
Czytając Rękę mistrza odnieść można zupełnie racjonalne wrażenie, iż pisząc ową powieść, King nigdzie się nie spieszył. Nie znajdziesz na jej stronach niedomówień, urwanych wątków. Jeśli nawet jakiś wątek zanika, pojawia się już w chwilę później, w innym rozdziale, w tak płynny sposób, iż nie odczujesz jakiegokolwiek zgrzytu, by móc go kontynuować. Cała książka to misterna konstrukcja, w której opisy krajobrazu przeplatają się z opisami poszczególnych bohaterów czy też tajemniczymi sytuacjami, które coraz skuteczniej wciągają czytelnika w barwny świat fantazji. Czytając, człowiek cały czas zastanawia się nad zakończeniem czytanej historii, na które to jednak musi dość długo poczekać, jako iż zabawa autora w przysłowiowego kotka i myszkę z czytelnikiem z całą pewnością jest tym, co bardzo on lubi. Nie ma więc mowy o czytaniu w pośpiechu, ponieważ aby wydobyć na światło dzienne to, co w tej książce najlepsze, należy się nią delektować w zaciszu własnego domu. Oczywiście King, jak na dobrego pisarza przystało, porwie cię swoją historią nawet na zatłoczonym dworcu centralnym, nie zmienia to jednak faktu, iż książką najlepiej cieszyć się w samotności bądź przy bliskiej ci osobie.
Gdyby ktoś zapytał mnie, co mi się najbardziej w Ręce mistrza nie podobało, byłoby to spowolnienie tempa akcji w 2/3 książki, która choć nie jest zbyt wartka od samego początku, to jednak pod koniec ulega jakiejś zmianie. Niektórym osobom może się również wydać dziwny świat przedstawiony na ostatnich kartkach – nadnaturalny do tego stopnia, iż niektórym może kojarzyć się z karykaturą baśni. Patrząc jednak na to z drugiej strony – taki opis sprawia, iż książka z całą pewnością nie jest ani nudna, ani też nie stanowi odbicia tylu innych powieści stojących na półkach całego świata.
Warto jeszcze wspomnieć, iż w swej istocie książka ta skojarzyła mi się z inną pozycją Kinga - Rose Madder, w której przedstawiony świat jest równie barwny, co rozbudowany poprzez opisy nasuwające na myśl przerażającą bajkę.
Sumując, Ręka mistrza to książka, w której zarówno zwolennicy horroru jak i gatunku fantasy znajdą coś dla siebie. Książkę polubią też ci, którzy lubią poznawać nowych ludzi oraz zagłębiać się w ich portrecie psychologicznym. Z całą pewnością zaś nie jest to książka dla osób nielubiących długich barwnych opisów oraz takich, które nie mają czasu czy chęci na porządne zagłębienie się w długiej historii. Dla fanów Kinga – pozycja obowiązkowa.
W skali od 1 do 6 w mojej ocenie książka zyskuje mocną piątkę. Dlaczego nie szóstkę? Ponieważ King należy do moich ulubionych autorów, oczekuję od niego tego, co najlepsze. Gdyby inny autor wydał takie dzieło, niewątpliwie otrzymałby szóstkę, ale ponieważ King jest królem w tym, co robi, zawsze może nas czymś jeszcze zaskoczyć. I ja na ten dzień czekam z niecierpliwością.
Autor: Łukasz Gr... Data dodania: 27/04/2009
Stephen King wkracza na półki bibliotek ze swym nowym dziełem nazwanym, jakże tajemniczo - "Ręka Mistrza". Jest to typowa dla tego pisarza powieść z pogranicza horroru i dramatu.
Akcja rozgrywa się w USA. Najpierw w rodzinnej miejscowości Edgarda Freementala. Poznajemy go tam w dość niewygodnych dla niego okolicznościach, otóż gdy był u szczytu swej kariery padł ofiarą wypadku. Stracił tam rękę i złamał sobie psychikę, rozwodzi się z żoną. Wyrusza na florydę, na jedną z tamtejszych wysp, zaznać trochę spokoju i dożyć emeryturę. Postanawia zająć się dawno porzucona pasją - malarstwem. Poznaje tam bogatą staruszkę i jej asystenta. Wszystko idzie dobrze dopóki nie okazuje się że to co namaluje staje się prawdą. Razem z jego nowymi przyjaciółmi muszą odgadnąć wszystkie tajemnice jakie skrywa wyspa.
Mistrz horroru zaserwował nam niezwykły horror psychologiczny. Napięcie rośnie z każdą stroną. Czytelnik od razu zatapia sie w lekturze, musi myśleć, układać sobie wszystko w głowie, aby na sam koniec wszystko zrozumieć i pojąć jak wielkim geniuszem jest Stephen King. Ja oceniam tę książkę najwyżej jak się da, po nieważ potrafi wciągnąć na wiele godzin. Jest to jedna z lepszych książek kinga.
Akcja rozgrywa się w USA. Najpierw w rodzinnej miejscowości Edgarda Freementala. Poznajemy go tam w dość niewygodnych dla niego okolicznościach, otóż gdy był u szczytu swej kariery padł ofiarą wypadku. Stracił tam rękę i złamał sobie psychikę, rozwodzi się z żoną. Wyrusza na florydę, na jedną z tamtejszych wysp, zaznać trochę spokoju i dożyć emeryturę. Postanawia zająć się dawno porzucona pasją - malarstwem. Poznaje tam bogatą staruszkę i jej asystenta. Wszystko idzie dobrze dopóki nie okazuje się że to co namaluje staje się prawdą. Razem z jego nowymi przyjaciółmi muszą odgadnąć wszystkie tajemnice jakie skrywa wyspa.
Mistrz horroru zaserwował nam niezwykły horror psychologiczny. Napięcie rośnie z każdą stroną. Czytelnik od razu zatapia sie w lekturze, musi myśleć, układać sobie wszystko w głowie, aby na sam koniec wszystko zrozumieć i pojąć jak wielkim geniuszem jest Stephen King. Ja oceniam tę książkę najwyżej jak się da, po nieważ potrafi wciągnąć na wiele godzin. Jest to jedna z lepszych książek kinga.
Twój







