Przekraczając granice
nasza cena:
36,00zł
Cena rynkowa: 39,90zł
Rabat: 9.77%
Oszczędzasz: 3,90zł
36,00zł
Cena rynkowa: 39,90zł
Rabat: 9.77%
Oszczędzasz: 3,90zł
Recenzje »
Przekraczając granice opis
Nie da się ukryć, że najczęściej wszystko co wiekopomne zaczyna się bardzo zwyczajnie, by nie powiedzieć - trywialnie...
Przez myśl ci nie przejdzie, że wszystkie problemy są już po prostu śmieszne i w zasadzie nieaktualne, ponieważ twoje życie faktycznie właśnie się kończy. Umierasz, więc nie warto się przejmować. W takiej chwili mało komu przyszłoby do głowy, by myśleć o światach równoległych, czarodziejach, elfach, krasnoludach i innych tego typu bajkach. Bo okoliczności są jednak dalekie od bajkowych...
A skoro już przy bajkach jesteśmy... W królestwie Ortan, nikt nie wpadłby na to, by nazwać czarodziejów, elfy i krasnoludy bajkami.
Również istnienie światów równoległych nie budziło najmniejszych wątpliwości, poparte jak najbardziej namacalnymi dowodami w postaci tak zwanych przesiedleńców.
A skoro już przy przesiedleńcach jesteśmy... Uwierz, tej nocy pojawi się ktoś i ma wydarzyć się coś, co zaważy na dalszych losach królestwa...
Czasem życie wykręca takie numery, jakich nawet w filmie nie uświadczysz - żaden normalny scenarzysta by na coś takiego nie wpadł.
Przez myśl ci nie przejdzie, że wszystkie problemy są już po prostu śmieszne i w zasadzie nieaktualne, ponieważ twoje życie faktycznie właśnie się kończy. Umierasz, więc nie warto się przejmować. W takiej chwili mało komu przyszłoby do głowy, by myśleć o światach równoległych, czarodziejach, elfach, krasnoludach i innych tego typu bajkach. Bo okoliczności są jednak dalekie od bajkowych...
A skoro już przy bajkach jesteśmy... W królestwie Ortan, nikt nie wpadłby na to, by nazwać czarodziejów, elfy i krasnoludy bajkami.
Również istnienie światów równoległych nie budziło najmniejszych wątpliwości, poparte jak najbardziej namacalnymi dowodami w postaci tak zwanych przesiedleńców.
A skoro już przy przesiedleńcach jesteśmy... Uwierz, tej nocy pojawi się ktoś i ma wydarzyć się coś, co zaważy na dalszych losach królestwa...
Czasem życie wykręca takie numery, jakich nawet w filmie nie uświadczysz - żaden normalny scenarzysta by na coś takiego nie wpadł.
KLIENCI KTÓRZY ZAKUPILI TEN PRODUKT KUPILI RÓWNIEŻ
- WARTO ZOBACZYĆ RÓWNIEŻ...
Autor: Marta Bo... Data dodania: 03/03/2011
Długo marudziłam, że koniecznie chcę przeczytać Przekraczając granice. Chciałam, to mam. Teraz, muszę przyznać, że Oksana Pankiejewa sprawiła mi niemały problem.
Wszystko zaczyna się pięknie i intrygująco. Na wstępie poznajemy Olgę, ukraińską studentkę filologii hiszpańskiej, która nie dość, że nie dysponuje pieniędzmi, które umożliwią jej ukończenie studiów, to jeszcze sama nie do końca wie, co powinna po nich robić. No cóż, złapałam się na to, bo sama wybrałam podobną ścieżkę kariery i stanęłam przed takim dylematem. Na szczęście tu podobieństwa między nami się kończą. Otóż Olga zostaje zamordowana. Ale, ale! To nie koniec! Dzięki ingerencji niesfornego księcia Mafieja, Olga trafia to królestwa Ortan, gdzie panuje nieco dziwny, szalenie inteligentny i dość skryty król Szellar. Olga zyskuje status przesiedleńca a przystosowaniem jej do nowej rzeczywistości zajmuje się silny, przystojny książę Elmar, jego ukochana nimfa Azille oraz królewski błazen, również przesiedleniec, Żak. Szybko wychodzi na jaw, że Olga dysponuje niezwykłym talentem. Potrafi wpakować się w kłopoty niemal na zawołanie, co wkrótce staje się problemem wagi państwowej.
Mój stosunek do Przekraczając granice jest mieszany. Na początku książka bardzo mnie wciągnęła. Akcja toczy się dość szybko. Pankiejewa przedstawia nam zasady, dzięki którym funkcjonuje Ortan; rodzinne układy rządzących; okropieństwa, z których słynie rząd Mistralii, państwa słynącego z rewolucji i tortur fundowanych nieposłusznym obywatelom w Castel Milagro. Pojawiają się bohaterowie, którzy mają spory potencjał. Mamy tu wiele dialogów i długie monologi wygłaszane przez niektóre postaci, co niewątpliwie ma służyć urozmaiceniu narracji.
Niestety, czytając Przekraczając granice nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że mam do czynienia z, jak kiedyś pięknie powiedziała jedna z moich koleżanek, wstępem do zarysu podstaw. Akcja niby się rozkręca, niby coś ma zacząć się dziać, ale albo jednak się nie dzieje, albo Pankiejewa przeskakuje jakieś wydarzenie, by tylko bohaterowie mogli sobie o nim poopowiadać. Oczywiście rozumiem, że wielu osobom może się to podobać. Mi natomiast zupełnie nie pasuje. Nie wiem też, czy książka stanowi całość, czy jest początkiem sagi. Druga opcja wydaje mi się być rozwiązaniem bardziej logicznym, bo w powieści nie wyjaśnia się zupełnie nic. No, prawie nic. A wiele zagadek można rozpracować samodzielnie.
Bohaterowie zupełnie mnie nie porwali. Tak, mają mnóstwo problemów. Nie sposób o tym zapomnieć, bo analizują je niemal bez przerwy, nie odnajdując przy okazji żadnych sensownych i konkretnych rozwiązań. Są, według mnie, tylko zarysowani. Autorka budując postaci skupia się tylko na ich jednej, dwóch cechach, przez co stają się jakieś takie płaskie i monotonne a po jakimś czasie od przeczytania powieści trudno powiedzieć o nich coś bardziej konkretnego. Język bohaterów (Pankiejewa stara się dopasowywać go do ich temperamentu i charakteru) trochę gryzie i, moim zdaniem, jest dość sztuczny. Nie wiem jednak, czy jest to kwestia stylu autorki, czy problemów z tłumaczeniem.
Chociaż wiem, że Przekraczając granice bardzo podoba się wielu osobom, dla mnie jest książką z gatunku E, czyli Eee, przeczytałam. Eee, sama nie wiem. Ciągle wydaje mi się, że to tylko wstęp do większej serii. Chociaż może Pankiejewa po prostu chciała pozostawić czytelnika z otwartym, pełnym niedomówień zakończeniem. Niestety, wydaje mi się, że ukraińska autorka żadnej granicy nie przekroczyła.
[Recenzję umieściłam również na moim blogu ksiazkimojejsiostry.blox.pl]
Wszystko zaczyna się pięknie i intrygująco. Na wstępie poznajemy Olgę, ukraińską studentkę filologii hiszpańskiej, która nie dość, że nie dysponuje pieniędzmi, które umożliwią jej ukończenie studiów, to jeszcze sama nie do końca wie, co powinna po nich robić. No cóż, złapałam się na to, bo sama wybrałam podobną ścieżkę kariery i stanęłam przed takim dylematem. Na szczęście tu podobieństwa między nami się kończą. Otóż Olga zostaje zamordowana. Ale, ale! To nie koniec! Dzięki ingerencji niesfornego księcia Mafieja, Olga trafia to królestwa Ortan, gdzie panuje nieco dziwny, szalenie inteligentny i dość skryty król Szellar. Olga zyskuje status przesiedleńca a przystosowaniem jej do nowej rzeczywistości zajmuje się silny, przystojny książę Elmar, jego ukochana nimfa Azille oraz królewski błazen, również przesiedleniec, Żak. Szybko wychodzi na jaw, że Olga dysponuje niezwykłym talentem. Potrafi wpakować się w kłopoty niemal na zawołanie, co wkrótce staje się problemem wagi państwowej.
Mój stosunek do Przekraczając granice jest mieszany. Na początku książka bardzo mnie wciągnęła. Akcja toczy się dość szybko. Pankiejewa przedstawia nam zasady, dzięki którym funkcjonuje Ortan; rodzinne układy rządzących; okropieństwa, z których słynie rząd Mistralii, państwa słynącego z rewolucji i tortur fundowanych nieposłusznym obywatelom w Castel Milagro. Pojawiają się bohaterowie, którzy mają spory potencjał. Mamy tu wiele dialogów i długie monologi wygłaszane przez niektóre postaci, co niewątpliwie ma służyć urozmaiceniu narracji.
Niestety, czytając Przekraczając granice nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że mam do czynienia z, jak kiedyś pięknie powiedziała jedna z moich koleżanek, wstępem do zarysu podstaw. Akcja niby się rozkręca, niby coś ma zacząć się dziać, ale albo jednak się nie dzieje, albo Pankiejewa przeskakuje jakieś wydarzenie, by tylko bohaterowie mogli sobie o nim poopowiadać. Oczywiście rozumiem, że wielu osobom może się to podobać. Mi natomiast zupełnie nie pasuje. Nie wiem też, czy książka stanowi całość, czy jest początkiem sagi. Druga opcja wydaje mi się być rozwiązaniem bardziej logicznym, bo w powieści nie wyjaśnia się zupełnie nic. No, prawie nic. A wiele zagadek można rozpracować samodzielnie.
Bohaterowie zupełnie mnie nie porwali. Tak, mają mnóstwo problemów. Nie sposób o tym zapomnieć, bo analizują je niemal bez przerwy, nie odnajdując przy okazji żadnych sensownych i konkretnych rozwiązań. Są, według mnie, tylko zarysowani. Autorka budując postaci skupia się tylko na ich jednej, dwóch cechach, przez co stają się jakieś takie płaskie i monotonne a po jakimś czasie od przeczytania powieści trudno powiedzieć o nich coś bardziej konkretnego. Język bohaterów (Pankiejewa stara się dopasowywać go do ich temperamentu i charakteru) trochę gryzie i, moim zdaniem, jest dość sztuczny. Nie wiem jednak, czy jest to kwestia stylu autorki, czy problemów z tłumaczeniem.
Chociaż wiem, że Przekraczając granice bardzo podoba się wielu osobom, dla mnie jest książką z gatunku E, czyli Eee, przeczytałam. Eee, sama nie wiem. Ciągle wydaje mi się, że to tylko wstęp do większej serii. Chociaż może Pankiejewa po prostu chciała pozostawić czytelnika z otwartym, pełnym niedomówień zakończeniem. Niestety, wydaje mi się, że ukraińska autorka żadnej granicy nie przekroczyła.
[Recenzję umieściłam również na moim blogu ksiazkimojejsiostry.blox.pl]
Twój







