NOWE OBLICZE GREYA

Nowe oblicze Greya

James E L
  • Wydawnictwo:
  • Wymiary:
    • 125 x 195 x 35
  • Autorzy:
    • James E L
  • Wydanie:
    • 1
  • Oprawa:
    • Miękka ze skrzydełkami
  • Ilość stron:
    • 686
  • Rok wydania:
    • 2013
  • ISBN:
    • 9788375085969
Kategorie: Powieść zagraniczna, Literatura erotyczna, Literatura kobieca
nasza cena:33,00zł

Cena rynkowa: 39,90zł

Rabat: 17.29%

Oszczędzasz: 6,90zł

Wysyłka w ciągu: 24h

Czas i koszty dostawy »

Ocena klientów: (2.33)

Oceń klikając na gwiazdkę
Recenzje »
inforgrafika karta produktu

Nowe oblicze Greya

TRZECI TOM NAJLEPIEJ SPRZEDAJĄCEJ SIĘ TRYLOGII OSTATNIEJ DEKADY,
TRYLOGII, KTÓRA ROZPĘTAŁA ŚWIATOWE SZALEŃSTWO!
Ich przypadkowe spotkanie dało początek fali namiętności, która z czasem wcale nie osłabła. Wspólna codzienność okazała się nie lada wyzwaniem, któremu Anastasia i Chrstian dzielnie stawiają czoła w imię łączącego ich uczucia. Kochankowie wciąż dryfują po wzburzonym morzu uczuć, targani namiętnością i rozterkami, niepewni tego, co zgotuje im los. Czy najbardziej poruszająca historia miłosna tego roku zakończy się happy endem? A może piękny sen przerwie były szef Any, Jack Hyde, który poprzysiągł zemstę i cierpliwie czeka na swoją szansę?

POZOSTAŁE PRODUKTY TEGO AUTORA

 

Recenzje naszych klientów dodaj recenzje

  • Autor: Karriba Mikela
    2013-08-17 15:25:39

    Nawet najlepszy seks, kiedy jest go za dużo, może być ciężkostrawny. I męczący. I bardzo nudny.

    Czasem przeklinam siebie za zwyczaj czytania wszystkich książek (nawet najgorszych) do końca. Odkryłam w sobie tę okropną przypadłość przy okazji spotkania z Thomasem Hardy’m i jego „Tessą”. Od tamtej pory boję się kiepskich tytułów. W końcu nikt chyba nie lubi być okradany z czasu, którego i tak wiecznie jest za mało. No ale dobrze, przejdźmy do konkretów, chociaż jest ich raczej niewiele.

    Ana i Christian wzięli ślub i udali się w podróż poślubną do Europy, podczas której czytelnik odwiedza ich na pierwszych kartkach książki. Potem meldujemy się w Seattle, a po nim lecimy do Aspen i, żeby było ciekawie, wracamy do korzeni, czyli do Portland. Przez ten czas dzieje się bardzo dużo… podziwiamy prywatne jachty, skutery, domki i odrzutowce pana Greya, zaliczamy około dziesięciu tysięcy scen seksu, a kilka razy spotykamy się nawet z innymi bohaterami! Są rodzice Any, rodzice Szarego, Kate i cała reszta. Pani E L James pomyślała niemal o wszystkim. Przygotowała przyjęcie z dobrą muzyką, drogim szampanem, trzypiętrowym tortem i kolorowymi balonikami. Zapomniała tylko o jednym. O zaproszeniu na imprezę Pani Fabuły.

    W tej książce nie działo się prawie nic. NIC. Jeśli zbierzemy do jednego worka wszystkie zdania, które coś do całej akcji wniosły, wyjdzie tego maksymalnie trzy strony. Ani jednej literki więcej. Wiecie jak się czyta taką książkę?

    Najpierw siedzi się cierpliwie. Po kilku rozdziałach z niepokojem kartkuje się tom od lewej do prawej, a potem w drugą stronę. Po następnych kilkunastu kartkach przyjmuje się pozycję kwiatu lotosu i oddycha głęboko dziesięć razy. Jeśli to nie pomaga, wypija się szklankę wody niegazowanej. W połowie lektury wypada odbyć godzinny trening mięśni i udawać, że to trening cierpliwości. Zdecydowanie odradzam położenie się na plecach na środku pokoju i wzywanie pomocy, jak również podejmowania jakichkolwiek prób zamachu na swoją osobę (wbrew pozorom książka „Nowe oblicze Greya” nie służy do uderzania się nią w czoło!). Warto też poświęcić chwilę na przygotowanie pożywnego posiłku, który doda energii niezbędnej do wykonania tego arcytrudnego zadania. Oczywiście wszystkie te czynności tylko trochę pomagają przebrnąć przez te siedemset stron (z okładem!) i absolutnie nie gwarantują, że po wszystkim nie oddacie tomu swojemu psu do zjedzenia.

    Wiem, że seks się sprzedaje, ale fenomenu tej trylogii po prostu nie rozumiem. Ile razy można czytać o tym, że Ana dochodzi albo że Christian szczytując wykrzykuje jej imię? I co, do licha, oznacza zwrot "rozpadam się wokół niego"?! Czy to określenie naprawdę jest w powszechnym użyciu? I czy ja w takim razie wychowałam się w dżungli? Województwo lubelskie to chyba większy Dziki Wschód niż mi się wydawało...

    No cóż, panie Grey, głosujemy. Serce Karriby? Jestem na nie. Rozumie Karriby? Jestem na nie. Szósty zmyśle Karriby? Przykro mi, ale ja też jestem na nie. Dziękujemy, nie przechodzisz dalej, ale miło cię było... ekhm... poznać.

  • Autor: Katarzyna Denis
    2013-06-05 11:37:00

    Dzielnie przebrnąłeś przez pierwsze dwa tomy kontrowersyjnej serii o „czarującym” Christianie Greyu i jego „przeuroczej” wybrance serca Antastasii Steele? W takim razie nie pozostaje Ci nic innego jak tylko zapoznać się z ostatnim tomem cyklu i (nareszcie!) pozostawić całą tą mdłą historię daleko za sobą. Jednak przed rozpoczęciem lektury gorąco polecam zaopatrzyć się w ogromne ilości insuliny, ponieważ wasz poziom cukru może bardzo niebezpiecznie wzrosnąć.

    Brązowowłosa Ana dokonała rzeczy niemożliwej – rozkochała w sobie i usidliła największego oraz najprzystojniejszego biznesmena w Seattle. Miłość tych dwojga nieustannie kwitnie i tym samym po zaledwie trzymiesięcznej znajomości para staje na ślubnym kobiercu. Jak podkreśla autorka książki, bohaterka zawdzięcza to swemu krnąbrnemu i nieuległemu charakterowi, który oczarował młodego miliardera. Nawiasem mówiąc, według mnie jest niebotycznie śmieszne, ponieważ za każdym razem, gdy Ana musi zmierzyć się z gniewem swojego już małżonka, wręcz trzęsie portkami i automatycznie się mu podporządkowuje.

    „Nowe oblicze Greya” to książka, która nie wywołała we mnie żadnych emocji prócz jednej (za to bardzo intensywnej) – irytacji. Wraz z rozwojem akcji i kolejnymi stronami mój poziom rozdrażnienia rósł z minuty na minutę. W pewnym momencie miałam ochotę, pójść w ślady Pata, jednego z bohaterów popularnej w ostatnim czasie książki „Poradnik pozytywnego myślenia”, i bezceremonialnie wyrzucić utwór pani James przez okno. Powstrzymał mnie tylko fakt, że książkę pożyczyłam od znajomej, no i oczywiście szkoda byłoby mi wybijać szybę dla takiej, bardzo łagodnie mówiąc, powieści niskich lotów.

    Książce nie pomaga nawet to, że autorka wyraźnie ograniczyła rolę nieodłącznej towarzyszki Any, czyli jej wewnętrznej bogini. Nie bójcie się jednak, „pustka” ta została zapełniona czymś innym. Mianowicie fragmenty, w których opisywane były wszelkie koziołki, salta i inne akrobatyczne wariacje wyimaginowanej istoty, mieszkającej w głowie głównej bohaterki, teraz zastępują pełne patosu wyznania miłości bohaterów. „Zawsze będę Cię kochać”, „Nigdy Cię nie opuszczę” i inne tego typu zapewnienia ich niesłychanego uczucia występują chyba na każdej stronie książki.

    Co więcej boli mnie głupota fabuły „Nowego oblicza Greya”. Irracjonalna potrzeba kontroli Christiana, rozwiązywanie wszystkich problemów w łóżku, stała i nigdy niegasnąca ochota na seks, czułe słówka, ciągle te same teksty sprawiły, że książka wręcz zalatuje nudą. Ponadto kryminalny wątek z Jackiem Hydem w roli głównej jest do granic możliwości naciągany i najzwyczajniej w świecie bezsensowny.

    Jak długo można wymyślać coraz to inne i bardziej wymyślne sceny cielesnych uniesień? No właśnie nie za długo. Odniosłam wrażenie, że nawet pani James zabrakło nieco pomysłów co do łóżkowych igraszek dwójki głównych bohaterów. Ich zbliżenia choć były częste to jednak wdarła się w nie rutyna i pewna schematyczność. Co ciekawe wielu miłosnych scen pisarka w ogóle nie opisuje. Czytelnik musi się zadowolić tylko zdawkowym tekstem w stylu „była to bardzo intensywna i namiętna noc”.

    Pierwsze pozytywne wrażenie, które pojawiło się we mnie po lekturze tomu, rozpoczynającego cykl, minęło bezpowrotnie. Teraz mogę odetchnąć z ulgą i zostawić całą tę serię w najciemniejszych zakamarkach mojego umysłu, a najlepiej zupełnie o niej zapomnieć.
    www.public-reading.blogspot.com

  • Autor: Anna Szczurek
    2013-02-18 15:12:45


    Całą jeszcze drżę od emocji po przeczytaniu ostatniego tomu trylogii Pięćdziesiąt odcieni i powrocie do kilku fragmentów tomu pierwszego.
    Obie książki dzieli przepaść nie do ogarnięcia.
    Książa stricte erotyczna ewoluowała w nieprawdopodobnie wciągający i emocjonujący thriller, w którym bohaterowie w dalszym ciągu ulegają dynamicznym przemianom. Coraz mniej w niej wpadek językowych, coraz lepiej wykorzystywany jest potencjał.
    I proszę Państwa, Anastasia Steele, przepraszam, Grey, nareszcie pokazała charakter!

    W części tej wiele się dzieje. Bliżej poznajemy bohaterów pobocznych, częściej zaglądamy do przeszłości głównych bohaterów. Na wszystkim jednak cień rzuca postać Jacka Hyde’a, który poprzysiągł sobie zemstę na Greyu i jego świeżo poślubionej żonie.

    Cieszy mnie, że autorka zdecydowała się skupić na tym wątku i rozwinąć go na ile umiała, wprowadzając tym samym pożądane napięcie. Żałuję jedynie, że scena porwania, która miała zadatki na najlepszą ze wszystkich, została znów potraktowana nieco po macoszemu, zbyt szybko się rozwiązując.
    Cieszę się, że ukazane zostało dzieciństwo Greya, że mężczyzna ów otworzył się i wreszcie ogromnie cieszę się, że nie stało się to na hip hip hurra!
    Oczywiście, pomijając coraz bardziej nużące sceny łóżkowe, windowe, bilardowe, czerwonopokojowe i inne, opisywane niesłychanie tendencyjnie (których notabene w tomie tym jak na lekarstwo w porównaniu z tomem pierwszym), książka ta staje się zaskakująco dobrym czytadłem. Wyłączającym intelekt, pozwalającym na odprężenie, a jednocześnie… uzależniającym.
    Niebywałe jest to, że nie mogłam się od książki oderwać. Brałam ją ze sobą wszędzie, czytałam w każdym możliwym miejscu, zapominałam o bożym świecie, upływającym czasie i otaczających mnie ludziach. Cóż, nie będę ukrywać – to najlepsza część trylogii, rozbudzająca apetyt na jeszcze i dająca nadzieję na to, że być może James w końcu nabierze umiejętności pisania o czymś innym niż tylko seks. Zdecydowanie bowiem w tej książce nie o niego chodzi.

    Rewelacyjna końcówka, która może nie jest popisem wizjonerstwa i wirtuozerii James, ale z całą pewnością rości sobie prawo do miana jednego z najbardziej emocjonujących finałów książek, jakie w ostatnim czasie czytałam. Zaświadczyć mogą o tym moje nocne krzyki wściekłości na bohaterów, rzucanie książką, zamykanie jej z hukiem, po to, by za parę sekund znów do niej powrócić, gdyż nie dawała o sobie zapomnieć. O spokoju mogłam na czas lektury ostatnich stu pięćdziesięciu stron zapomnieć. Być może za bardzo się wczułam, ale o to przecież chodzi, prawda?:)
    Język, cóż… bez zmian. Momentami ordynarny, wulgarny, momentami drażniąco naiwny. Na tyle jednak do niego przywykłam, że gdyby nie wewnętrzna bogini pojawiająca się od czasu do czasu, zupełnie przestałabym na niego zwracać uwagę.

    Epilog, który stanowi opis sceny poznania się Greya ze Steele z perspektywy Christiana jest dla mnie zapowiedzią i obietnicą zupełnie nowej serii. Mam nadzieję, że James do czasu jej napisania zrezygnuje z tworów na kształt wewnętrznych bogiń czytających Dickensa czy wyświechtanych, irytujących frazesów, które staną się jedynie kiepskim powtórzeniem tego, co wszyscy już zdążyliśmy doskonale poznać.

    Prawdopodobnie ta powieść wcale nie jest tak dobra, jak piszę. Być może jest jedynie tym, czego w tej chwili potrzebowałam. Nie zmienia to jednak faktu, że czytało mi się ją doskonale i że kiedyś do niej wrócę. I tak – polecam serdecznie!
    Nie spodziewałam się, że to powiem, gdy sięgałam po Pięćdziesiąt twarzy Greya. Nowe oblicze… to jednak zupełnie inna bajka.


    http://shczooreczek.blogspot.com/2013/02/nowe-oblicze-greya-i-any.html

Copyright © 2014 Księgarnia internetowa selkar.pl. Wszelke prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody zabronione. Powered by: AtomStore