PIĘĆDZIESIĄT TWARZY GREYA

PIĘĆDZIESIĄT TWARZY GREYA

EL James
  • Wydawnictwo:
  • Wymiary:
    • 123 x 195 x 30
  • Autorzy:
    • EL James
  • Wydanie:
    • 1
  • Oprawa:
    • broszurowa
  • Ilość stron:
    • 606
  • Rok wydania:
    • 2012
  • ISBN:
    • 978-83-75085-56-3
Kategorie: Powieść zagraniczna, Literatura kobieca, Literatura erotyczna
nasza cena:34,00zł

Cena rynkowa: 39,90zł

Rabat: 14.79%

Oszczędzasz: 5,90zł

Wysyłka w ciągu: Niedostępny

Czas i koszty dostawy »

Ocena klientów: (2.83)

Oceń klikając na gwiazdkę
Recenzje »
dostawa w 12h

PIĘĆDZIESIĄT TWARZY GREYA

Największa sensacja literacka tego roku! Książka, o której mówią wszyscy! Hipnotyczna, uzależniająca, iskrząca seksem i erotyką powieść, której nie sposób odłożyć.
Ponad 2 miliony sprzedane w samej Wielkiej Brytanii!
To jedna z 20 najlepiej sprzedających się pozycji w historii UK. Plasuje się nad Zaginionym symbolem Dana Browna i tuż pod sagą Zmierzch!


Młoda, niewinna studentka literatury Anastasia Steele jedzie w zastępstwie koleżanki przeprowadzić wywiad dla gazety studenckiej z rekinem biznesu, przystojnym i zamożnym Christianem Greyem. Mężczyzna od pierwszych sekund spotkania fascynuje ją i onieśmiela. W powietrzu wisi coś elektryzującego, czego dziewczyna nie potrafi nazwać, a może tylko się jej wydaje? Z prawdziwą ulgą kończy rozmowę i postanawia zapomnieć o intrygującym przystojniaku. Plan spala jednak na panewce, bo Christian Grey zjawia się nazajutrz w sklepie, w którym Anastasia dorywczo pracuje. Przypadek? I do tego proponuje kolejne spotkanie.
W tym miejscu kończy się `disneyowskie` love story, choć młodziutka, niedoświadczona dziewczyna nie wie jeszcze, że Christian opętany jest potrzebą sprawowania nad wszystkim kontroli i że pragnie jej na własnych, dość niezwykłych warunkach… Czy dziewczyna podpisze tajemniczą umowę, której warunki napawają ją strachem i fascynacją? Jaki sekret skrywa przeszłość Christiana i jak wielką władzę mają drzemiące w nim demony?
 

Recenzje naszych klientów dodaj recenzje

  • Autor: Gabriela Świrkosz (Aithusa)
    2013-02-17 15:15:49

    "Trzeba pocałować wiele żab, nim trafi się na księcia..."

    Zwykle będąc w wieku dwudziestu jeden lat każda z nas ma za sobą pierwszą miłość, pierwszy poważny związek czy pierwszy stosunek seksualny. Anastasia Steele nie należy do tej większości. Największą pasją dziewczyny jest literatura angielska, w której towarzystwie chętnie spędzałaby całe dni i noce. Większość wolnego czasu poświęca na czytanie książek ulubionych autorów, wśród których góruje twórczość Thomasa Hardy'ego. W przyszłości ma zamiar zacząć pracę w jednym z wydawnictw, aby wykonywać zawód, który sprawia jej przyjemność, jednak na razie musi skupić się na zakończeniu ostatniego roku szkoły, do której uczęszcza wraz ze swoją współlokatorką Kate.

    Katherine Kavanagh jest przeciwieństwem Any zarówno przy porównywaniu ich osobowości, jak i zainteresowań. Gdy przyjaciółka jest chora, prosi dziewczynę o wyręczenie jej przy jednym z zadań, które zostały jej wyznaczone, jako redaktorce gazetki szkolnej. Ma ona bowiem przeprowadzić wywiad ze znanym miliarderem, człowiekiem, który ma się pojawić na rozdaniu dyplomów. Mowa tu o Christianie Greyu, przystojnym mężczyźnie, któremu nie obce są kobiece zachcianki, a i swoje spełnia najlepiej jak umie. Tę intrygującą postać z pewnością można zaliczyć do seksoholików, a nawet... masochistów! Nie jest to bowiem osoba, której zależy na życiowym spełnieniu i wielkiej miłości. Grey żyje w dostatku i nie marnuje ani minuty na coś, z czego mógłby nie mieć przyjemności. W swoim mieszkaniu ma specjalny pokój, w którym znajdują się wszystkie zabawki erotyczne, jakie umysł ludzki zdołałby sobie wyobrazić. Nie brakuje tam również lin czy kajdanek, bowiem jednym z ulubionych zajęć bogacza jest skrępowanie swojej ofiary przed, jak to sam nazywa, pieprzeniem się, co skrajnie różni się od kochania się, którego, jak przyznaje, nigdy nie doświadczył.

    "Nekrofilia mnie nie pociąga. Lubię, kiedy moje kobiety czują i odbierają bodźce."

    Gdy Christian wkracza w życie Anastasii, przedstawia jej jasno warunki i zasady, których ona musi się trzymać, jeśli chce wejść w jakąkolwiek zażyłość z takim mężczyzną. Przez pożądanie, jakie w niej wywołuje, dziewczyna zgadza się niemal na wszystko, żeby być blisko niego najdłużej jak to tylko możliwe. Nie podpisuje jednak umowy, a wszystkie granice i pragnienia ustala ustnie, nie będąc jeszcze gotowa na pełne oddanie się nieznajomemu. Powiedział jej bowiem, że musi być jego Uległą, a on, sprawując nad nią pełną kontrolę, będzie jej Panem. Osobowość dziewczyny nie należy jednak do tych z typu zrobię co każesz, dlatego w głowie kotłują jej się wątpliwości. Czy wejście w tak niezdrowy związek byłoby dobrym wyborem? Czy Ana będzie w stanie poświęcić wszystko dla niepoczytalnego mężczyzny, któremu nie zależy na niczym poza seksem?

    "- Przyzwyczajony jestem do zdobywania tego, czego chcę, Anastasio - mówi. - Na wszystkich polach."

    Erika Leonard, znana pod pseudonimem E. L. James, jest brytyjską autorką bestsellerowej trylogii Pięćdziesiąt odcieni, będącej jedną z wielu serii literatury erotycznej. Książka Pięćdziesiąt twarzy Greya powstała przy pisaniu fanfica Zmierzchu, z którego niektóre postacie są mocno podobne do tych z sagi Stephenie Meyer. Jednak podobieństwa kończą się już po niemal stu stronach powieści, gdy akcja nabiera jeszcze większego tempa, a postacie ulegają diametralnym zmianom. Są one najwidoczniejsze u dwójki głównych bohaterów, gdy to Anastasia przestaje być dziewicą, a w tytułowym Greyu rodzą się uczucia, jakich nigdy nie mógł w sobie odnaleźć. Zbliżając się do zakończenia książki, zdajemy sobie sprawę z tego, jak cała historia zaczyna zmieniać bieg. Gdy w pierwszej połowie powieści wszystko kręciło się wokół seksu, tak w drugiej zauważamy miłość, która powoli i subtelnie rośnie w Anie i Christianie. Przy układzie, na bazie którego wykonują wszystkie działania, staje przed nimi wiele przeciwności, które nie pozwalają jednej ze stron na pełną satysfakcję z takiego życia, co wkrótce zaczyna stawać się nie do zniesienia... lecz czym jest związek bez małych przeszkód?

    Przechodząc do opinii na temat polskiego wydania Greya, muszę przyznać, że bardzo się zawiodłam. Już dawno nie czytałam takiej grafomanii, jaką zapodała nam tłumaczka tej trylogii, przez którą byłam zmuszona do obniżenia oceny tej książce. Nie brak było w niej zwrotów typu rany Julek, święty Barnabo czy wyrażeń o tym, jak świętuje wewnętrzna bogini głównej bohaterki przy każdej możliwej okazji. Na szczęście takie sformułowania nie pojawiają się w oryginalnej wersji książki, którą w przyszłości mam zamiar przeczytać. Gdybym miała wymieniać to, co nie podobało mi się w tym wydaniu, z pewnością nie zapomniałabym o kartkach cieńszych od barowych serwetek. Naprawdę, w jaki sposób trzeba czytać tę książkę, aby nie naderwać choćby jednej ze stron? Myślę, że nie spodobałoby się to osobom, które nie dbają o nazbyt delikatne traktowanie książek...

    Pięćdziesiąt twarzy Greya nie jest pozycją, której nie poleciłabym którejkolwiek kobiecie. Nie wydaje mi się, aby mogła się ona nie spodobać tym wrażliwym lub tym kompletnie obojętnym osobnikom. Czytelniczki mogą różnie odebrać tę powieść, ale szczerze wątpię, aby któraś z nich mogła samej sobie zaprzeczyć tego, że czytanie jej było prawdziwą przyjemnością. Opisując najmniejsze szczegóły, autorka zabiera nas w świat Any i Greya, gdzie możemy poczuć dokładnie to, co oni, ze szczególnym naciskiem na uczucia głównej bohaterki, opowiadającej historię ich miłości. Erika zostawia nas w wielkiej rozpaczy, z szeroko otwartymi oczami, które wyglądają tak z czystego zdziwienia. Nie popełnijcie tego błędu, co ja i ubezpieczcie się od razu w całą trylogię!

  • Autor: Sara Stachowiak
    2013-01-22 20:07:57

    O, święty Barnabo! Co to, u licha, miało być?!

    Wiedziałam, że prędzej czy później dopadnę "Pięćdziesiąt twarzy Greya". W dobie niezwykłej popularności tej książki, która, kompletnie nie mam pojęcia, z czego wynikła, nie mogłam przejść obok niej obojętnie. Przeczuwałam jednak, że się zawiodę. Zawiodę... co za banalne słowo... Do teraz nie mogę uwierzyć, że udało mi się przebrnąć przez tę powieść, a raczej pseudopowieść. Nie mogę też pojąć, jakim cudem to coś zostało w ogóle wydane. I w jakim celu, bo to, co E.L. James zaprezentowała w swym utworze, nie wnosi do życia ludzkiego nic a nic, nie wzbudza żadnych emocji poza niedowierzaniem, litością, może nawet obrzydzeniem. Halequiny to przy tym arcydzieła. To podobno hipnotyczna, erotyczna, ociekająca seksem powieść. Poza seksem - ani hipnotyczna, ani erotyczna. Odnoszę wrażenie, że ktoś tu pomylił erotykę z pornografią. I nawet nie chce mi się myśleć, że miałaby powstać ekranizacja "Pięćdziesięciu twarzy Greya" - porno z Ryanem Goslingiem w roli głównej kasowym hitem filmowym? Aż ciary przechodzą, podziękuję...

    No ale do rzeczy - o czym jest ta książka? O perwersyjnych upodobaniach seksualnych dwudziestosiedmioletniego Christiana Greya, w którym rzekomo zakochuje się dwudziestojednoletnia głupiutka studentka literatury, Anastasia Steele, nie wiedząc jednak, cóż począć z tym tajemniczym mężczyzną i jego zachciankami. Oboje poznają się podczas wywiadu dla pewnej gazety studenckiej. Ona zadaje pytania, on na nie odpowiada, ale od pierwszej chwili między nimi iskrzy, rzecz jasna. Ach! I chociaż czytelnik nie wie nic na temat wyglądu Greya poza tym, że jest niebiańsko piękny, przystojny, pachnący i ma szare oczy, a włosy koloru miedzianego, to biedna Anastasia traci dla niego głowę i jej policzki na przemian się rumienią, pąsowieją, płoną, robią się czerwone, różowe, purpurowe i szkarłatne. Autorka dobitnie zwraca na to uwagę w co drugim zdaniu, przynajmniej w dwóch pierwszych rozdziałach powieści. Doszłam do wniosku, że to jedno z ulubionych wyrażeń E.L. James. Ana + Christian? Och! To raczej niemożliwe... A jednak! Ich drogi krzyżują się ponownie - to chyba jakieś przeznaczenie! Aż tu nagle Grey stwierdza, że nie jest on odpowiednim chłopakiem dla Any. O, mój Boże, dlaczego?! Bo ma pewne sekrety i styl bycia, który przeraziłby ją w mgnieniu oka. Czyżby? Ana oczywiście nie ustępuje, zakochana w pięknym mężczyźnie, pragnie poznać go bliżej. No i poznaje, a przynajmniej jego plany względem niej samej...

    Okazuje się, że Christian ma słabość, choć to zbyt delikatnie napisane, do dzikiego, ostrego, wyuzdanego seksu i dominacji nad partnerką. Ale Anastasia, kompletnie niedoświadczona w tych sprawach, przyjmuje tę wiadomość niemalże ze stoickim spokojem. Jest tak zafascynowana Greyem, że już na samą myśl o nim nieświadomie - ale jakże zmysłowo - zagryza wargę, a mięśnie jej podbrzusza rozkosznie się zaciskają. A po pierwszych doświadczeniach łóżkowych te nowe "umiejętności" dziewczyny - będące zarazem kolejnymi ulubionymi zwrotami pisarki - dają o sobie znać na okrągło. Za każdym razem, gdy szczytuje - po podniecających słowach kochanka "dojdź dla mnie, mała!" - rozpada się na maleńkie kawałki. Ale potem jakimś trafem zbiera się do kupy. A szkoda, mogłaby rozpaść się raz, ale porządnie, byłby z nią, jej wielce niewyparzoną buzią i "wewnętrzną boginią" żądną seksu, święty spokój.

    Anastasia to niezwykle rozdarta wewnętrznie osoba. Przyczyną tego rozdarcia jest oczywiście Christian, bardzo skomplikowany, zmienny, dziwny i "popieprzony na pięćdziesiąt sposobów", jak twierdzi dziewczyna, człowiek. Pragnie być Panem, z kolei Ana ma być jego Uległą i spełniać jego nienasycone wymagania dotyczące seksu, balansujące na granicy bólu i rozkoszy. On bowiem się pieprzy, nie kocha. Nastrój Greya zmienia się z sekundy na sekundę i biedna Ana jest całkowicie wygłupiona. Podejrzewam, że niejeden czytelnik byłby również, przynajmniej ja miałam tego wszystkiego powyżej uszu. Doprawdy nie rozumiem, co kryje się za tą dwójką bohaterów. Co oni sobą reprezentują? Na co E.L. James chciała zwrócić uwagę, powołując do życia tę nieszczęsną książkę? Na poniżanie kobiet? Ich chęć do uległości, jeśli chodzi o pożycie seksualne? A może miała nadzieję na to, że żeńska część odbiorców rozkwitnie i stanie się demonami żądzy w sypialni i nie tylko? A co z mężczyznami? Czy "Pięćdziesiąt twarzy Greya" wniosłoby do ich życia i sfery przyjemności coś więcej aniżeli internetowe strony z opowiadaniami erotycznymi czy RedTube? Raczej mało prawdopodobne...

    Ponadto język. Tak fatalnie napisanej książki chyba jeszcze nie czytałam. E.L. James operuje bardzo ubogim zasobem słownictwa, okropnie infantylnym i przyprawiającym o mdłości. Fabuła utworu stoi niemalże w miejscu - najważniejsza jest kwestia "związku" Any i Christiana, którego autorka i tak nie potrafi dostatecznie dobrze, szczegółowo opisać, stwierdzić, co jest w nim nie tak, a co w porządku. Powtórzeń dotyczących zachowania bohaterów jest od groma. Ciągle zagryzają oni wargi, umierają z głodu albo nie są głodni, spuszczają wzrok i gapią się na swoje dłonie albo zaciskają usta w wąską linię. Jeden wielki bełkot. Nawet postaci drugoplanowe - jak znajomi Any, jej rodzina i rodzina Greya - nie zostały porządnie wykreowane. Są płaskie, bez wyrazu, ich charakterystyka sprowadza się do zaledwie paru zdań. Wielka szkoda, bo chociaż ojczyma Any, Raya, chętnie poznałabym bliżej.

    Jedyne plusy mogę przyznać ciekawej okładce, w miarę wciągającym pierwszym kilkunastu rozdziałom, sprawiającym wrażenie "normalnych" wątkom pobocznym, których było niewiele, no i faktowi, iż po zakończeniu czytania "Pięćdziesięciu twarzy Greya" jest się ciekawym dalszych losów tych pokręconych bohaterów. Nie wiem jednak, czy kiedykolwiek znajdę w sobie tyle siły i cierpliwości, by sięgnąć po "Ciemniejszą stronę Greya" - chyba za dużo zachodu. Fenomen trylogii E.L. James jest i chyba zawsze pozostanie dla mnie zjawiskiem niepojętym.

    Niechaj wszelkie utrapienia czytelników wynikające z lektury tego zjawiska odejdą w zapomnienie, o, święty Barnabo!

  • Autor: Mag Sawens
    2013-01-19 20:14:27

    Mówią o niej wszyscy - panie różnych nacji i w wieku różnym, a nawet faceci dają do zrozumienia, że wiedzą w czym rzecz (mało który przyzna się wprost do przeczytania babskiej książki). Pierwszą część zakupiłam, bo byłam strasznie ciekawe tego fenomenu szeptanego po kątach, drugą dostałam w prezencie, trzecią ominę szerokim łukiem.

    Jak zwykle, trzymając w rękach bestseller zastanawiałam się skąd fenomen ten książki? Jeśli ktoś pamięta arcydzieło sztuki ludowej pod tytułem "Samotność w sieci", wie co jest na rzeczy. Harlequin vel ogród miłości z pretensjami do literatury. Książka dla koła gospodyń wiejskich ciekawych inszego życia seksualnego. Bajka żerująca na babskich archetypach. Większość kobiet podskórnie marzy o przystojnym, bogatym i do szaleństwa je kochającym KIMŚ. Tu dostają na tacy nową bajeczkę ze współczesnym backgroundem. Weź swoje imię, a potem kopiuj i wklej...
    Na korzyść książki pana Wiśniewskiego przemawia jedynie fakt, że z tego co pamiętam była cieńsza i mogła posłużyć jako podpórka chybotliwej nogi od stołu.

    Historia jest ckliwa i w gruncie rzeczy banalna. Akcja mizerna. Język na poziomie harelquina dla małolat skrzyżowanego z językiem książek o pseudo rozwoju osobistym (na co drugiej stronie pojawia się "wewnętrzna bogini", która to przemawia do głównej bohaterki na różne sposoby, względnie fika koziołki). Główna bohaterka to mdła panna, z rzekomo ciętym językiem. To akurat mogę wybaczyć. Trudno stworzyć Kopciuszka, królewnę Śnieżkę czy inną królewnę wzdychającą do księcia, która błyśnie charakterem.
    Ktoś mógłby powiedzieć, że czytelników przyciąga erotyka i perwersja. Cóż... Jest to jedyna prawdziwa rzecz w tej książce, choć również podana żenująco nieudolnie.
    Panna Anastasia tracąc dziewictwo przeżywa koncertowy orgazm (kto wie... możliwe, że doktor Starowicz zna taki przypadek). Takich bajek i niedociągnięć jest dużo więcej. Notabene po jakimś czasie nawet opisy erotycznych przygód zaczynają nużyć, bo są nudne i przewidywalne, napisane językiem dla nastolatek.
    Książka nie wzrusza, nie uczy, nie śmieszy. Jest płaska. Płaskie postaci, jednostronny obraz BDSM, mdła akcja, tragiczny język.

    Co ratuje zatem książkę Pani E. L. James przed dokończeniem żywota w WC jako stuprocentowo skuteczny środek na obstrukcje? GREY i jego pięćdziesiąt odcieni szarości.
    Jest to jedyna postać 3D w tej książce. Może przez swoją niejednoznaczność, perwersje, traumatyczne doświadczenia życiowe, gwałtowne zwroty nastrojów, nieobliczalność... A może dlatego, że lubię popaprańców? Na swoje usprawiedliwienie mam, że nie jestem w tych upodobaniach odosobniona - vide statystyki z Amazon ;)
    Ale jeden Grey nawet z pięćdziesięcioma twarzami dobrej książki nie czyni...To ja dziś podsumuję pewną książkę. Mówią o niej wszyscy - holenderki w wieku różnym na przyjęciach urodzinowych, nieliczne koleżanki polki a nawet faceci dają do zrozumienia, że wiedzą w czym rzecz (mało który przyzna się wprost do przeczytania babskiej książki). O czym mówię? Ano o Pięćdziesiąt twarzy Greya. Skoro tyle o tą książkę szumu to i ja ją nabyłam (część drugą dostałam w prezencie).

    Skąd fenomen ten książki? Jeśli ktoś pamięta arcydzieło sztuki ludowej pod tytułem Samotność w sieci wie co jest na rzeczy. Harlequin vel ogród miłości z pretensjami do literatury. Książka dla koła gospodyń wiejskich ciekawych inszego życia seksualnego. Bajka żerująca na babskich archetypach. Większość kobiet podskórnie marzy o przystojnym, bogatym i do szaleństwa je kochającym KIMŚ. Tu dostają na tacy nową bajeczkę ze współczesnym backgroundem. Weź swoje imię, a potem kopiuj i wklej...
    Na korzyść książki pana Wiśniewskiego przemawia jedynie fakt, że z tego co pamiętam była cieńsza i mogła posłużyć jako podpórka chybotliwej nogi od stołu.


    Historia jest ckliwa i w gruncie rzeczy banalna. Akcja mizerna. Język na poziomie harelquina skrzyżowanego z językiem pseudo książek o rozwoju osobistym (na co drugiej stronie pojawia się "wewnętrzna bogini", która to przemawia do głównej bohaterki na różne sposoby, względnie fika koziołki). Główna bohaterka to mdła panna, z rzekomo ciętym językiem. To akurat mogę wybaczyć. Trudno stworzyć Kopciuszka, królewnę Śnieżkę vel inną królewną dybiącą na księcia, która błyśnie charakterem.
    Ktoś mógłby powiedzieć, że czytelników przyciąga erotyka i perwersja. Cóż... Jest to jedyna prawdziwa rzecz w tej książce, choć również podana żenująco nieudolnie.
    Panna Anastasia tracąc dziewictwo przeżywa koncertowy orgazm (kto wie... możliwe, że doktor Starowicz zna taki przypadek). Takich bajek i niedociągnięć jest dużo więcej. Notabene po jakimś czasie nawet opisy erotycznych przygód zaczynają nużyć, bo są nudne i przewidywalne, napisane językiem dla nastolatek.
    Książka nie wzrusza, nie uczy, nie śmieszy. Jest płaska. Płaskie postaci, jednostronny obraz BDSM, mdła akcja, tragiczny język.

    Co ratuje zatem książkę Pani E. L. James przed dokończeniem żywota w WC jako stuprocentowo skuteczny środek na obstrukcje? GREY i jego pięćdziesiąt odcieni szarości.
    Jest to jedyna postać 3D w tej książce. Może przez swoją niejednoznaczność, perwersje, traumatyczne doświadczenia życiowe, gwałtowne zwroty nastrojów, nieobliczalność... A może dlatego, że lubię popaprańców? Na swoje usprawiedliwienie mam, że nie jestem w tych upodobaniach odosobniona - vide statystyki z Amazon ;)
    Ale jeden Grey nawet z pięćdziesięcioma twarzami dobrej książki nie czyni...

  • Autor: Katarzyna Denis
    2012-12-27 07:59:59

    Od mody nie da się uciec. Ogarnęła ona większość dziedzin ludzkiego życia, w tym i literaturę. Po potężnej fali książek z wampirami w roli głównej, przyszedł czas na erę powieści erotycznych. Wszystko rozpoczęło się, gdy do sklepów trafił szeroko komentowany utwór Ericki Leonard. Szybko zyskał on oddanych fanów jak i zagorzałych przeciwników. O czym jest ten tekst, skoro wzbudza tyle skrajnych emocji i kontrowersji?

    „50 twarzy Grey'a” to historia świeżo upieczonej absolwentki literatury - Anastasii Steele, która w zastępstwie za chorą współlokatorkę ma za zadanie przeprowadzić wywiad z chorobliwie bogatym i niebywale przystojnym prezesem dużej korporacji. Dziewczyna sądzi, że spotkanie nie przebiegło najlepiej, nawet nie ma nadziei, że ten fascynujący przedsiębiorca może zwrócić uwagę na tak niezdarną i przeciętną kobietę jak ona. Tymczasem Christian Grey okazuje się być zainteresowany jej osobą. Między bohaterami rodzi się gorący romans, w czasie którego mężczyzna odkrywa przed kochanką swoje sadomasochistyczne upodobania oraz fantazje.

    Powieść wciąga, tego nie da się ukryć. Wsiąknęłam w fabułę już od pierwszych stron i choć styl pisania autorki mnie nie zachwycił to mimo wszystko z przyjemnością kontynuowałam lekturę. Jednakże im bardziej zagłębiałam się w historię, tym bardziej mnie ona irytowała. Na pierwszy rzut oka widać, że akcja jest skonstruowana w sposób umożliwiający przedstawienie jak największej liczby zbliżeń głównych bohaterów.

    Postać Anastasii Steele wzbudziła we mnie sporo emocji. Głównie tych negatywnych. Do tej pory zastanawiam się: jak można być tak naiwnym i zaślepionym? Rozumiem przystojny mężczyzna może zawrócić kobiecie w głowie, ale bez przesady miej dziewczyno trochę szacunku do samej siebie! Nie rozumiem, jak można myśleć, że facet może Cię kochać, kiedy wcale nie kryje faktu, że zależy mu tylko i wyłącznie na seksie. Gdybym ja kiedykolwiek otrzymała umowę taką jak Ana bądź słyszała choć co poniektóre z wypowiedzi Christiana (o czerwonym pokoju bólu już nie wspomnę), brałabym nogi za pas i uciekała, gdzie pieprz rośnie. Na wejściu widać, że koleś ma nie po kolei w głowie!

    Język utworu jest wyjątkowo ubogi. Autorka upodobała sobie kilka zwrotów, które w książce pojawiają się nadzwyczaj często. Jednym z nich jest wykrzyknienie „o święty Barnabo!”. Osobiście uważam, że w powieści o takiej tematyce owe powiedzenia raczej nie są odpowiednie. Dodatkowo pani James wielokrotnie przypomni czytelnikowi o niezwykle seksownym zagryzaniu wargi przez Anę oraz o hipnotyzujących, szarych oczach Christiana. Nie uciekniemy również od przerywników, mówiących o wewnętrznej bogini, żyjącej gdzieś w podświadomości głównej bohaterki.

    Zdecydowanie rozumiem, dlaczego powieść podzieliła czytelników na dwa przeciwne obozy. Jednak pomimo wszelkich zastrzeżeń książce mówię jak najbardziej tak. Utwór czyta się jednym tchem a sceny zbliżeń nie są zanadto perwersyjne. Nie jest to literatura wymagająca, za to z pewnością pozwoli nam skutecznie oderwać się od otaczającej rzeczywistości.
    www.public-reading.blogspot.com

  • Autor: Karolina Mucha
    2012-10-21 22:30:27

    Książka okupująca amerykańskie listy bestsellerów, sprzedająca się lepiej niż saga o Harry Potterze czy Kod Leonarda da Vinci, zaczyna się dość banalnie. Młoda, inteligentna i niezbyt pewna siebie studentka literatury angielskiej, w zastępstwie koleżanki ma przeprowadzić wywiad z młodym potentatem finansowym. Nic o nim nie wiedząc, wyrusza na spotkanie niewiarygodnie bogatego biznesmena. Choć wydają się reprezentować dwa różne światy (nie tylko w kwestiach finansowych, lecz także w sposobie życia i wyznawanych wartościach), dość szybko ulegają wzajemnej fascynacji. Kolejne, z pozoru przypadkowe, spotkania wiodą ich prostą ścieżką do pogłębienia znajomości. W ten sposób niewinna dotąd Anastasia wkracza do mrocznego i pełnego odcieni szarości świata Christiana Greya, a E L James czyni kilka kroków ponad to, co sztampowe i standardowe.
    O czym jeszcze opowiada pierwszy tom najpopularniejszej za oceanem trylogii? Co wyróżnia go spośród setek innych tytułów? Raczej nie jest to kwestia wyrobienia literackiego, bowiem Pięćdziesiąt twarzy Greya bez wątpienia należy do nurtu literatury popularnej, przeznaczonej dla masowego odbiorcy. Lekki, prosty styl i dominujący tu czas teraźniejszy sprawiają, że książkę czyta się szybko – mimo iż nie należy ona do najkrótszych (polskie wydanie liczy ponad 600 stron). Trudno przypuszczać, by czytelników szczególnie pociągała też fabuła, bo ogranicza się ona właściwie do jednego wątku: skomplikowanej relacji pomiędzy głównymi bohaterami. Wszelkie inne tematy (przyjaźń, poszukiwanie pracy, sytuacja rodzinna) zostały ograniczone do tego stopnia, że pod koniec książki większość postaci pobocznych właściwie znika, a wszystko, co się dzieje, rozgrywa się pomiędzy tytułowym Greyem i samą narratorką.
    Można zatem przypuszczać, że klucz do sukcesu powieści był tylko jeden: erotyka. To ona zdaje się tu bowiem być tematem wiodącym. A przy tym opisy seksualnego „szkolenia”, któremu Christian poddaje Anę, bywają tak drobiazgowe i pełne detali, że niekiedy przypominają wręcz tekst instruktażowy (stąd pewnie nota wydawcy na okładce, że książce tej mężczyźni wiele zawdzięczają). Jednak kontrowersyjne upodobania głównego bohatera, jego pociąg do przemocy i zadawania bólu sprawiają, że trylogia E L James prócz milionowego grona czytelników, ma również sporą rzeszę przeciwników, którzy uznają to dzieło za obsceniczne, czy wręcz pornograficzne. Chociaż pisarka stara się zawrzeć w swej powieści wątki romantyczne, pokazując, że ciągły fizyczny kontakt może stanowić drogę do zakochania, w wielu punktach trudno wspomnianym krytykom odmówić racji. Być może jednak niebywała popularność Pięćdziesięciu twarzy Greya świadczy o tym, że właśnie taki rodzaj pisarstwa – gdzie jakiekolwiek tabu czy poszanowanie intymności nie istnieją, a pożądanie i seks zastąpiły nieśmiałe spojrzenia, niedopowiedzenia, niekiedy nawet dialogi – wejdzie do kanonu literatury jako dwudziestopierwszowieczny romans.

  • Autor: Anna Szczurek
    2012-10-13 11:08:48

    Ból w odróżnieniu od przyjemności, nie nosi maski – Oscar Wilde

    Jeśli jesteś wrażliwy, nie lubisz ulegać kontrowersjom, tematyka sadomasochizmu i seksualnych perwersji budzi twoją odrazę i wstręt; jeśli wiesz, że nawet drugie dno książki nie zatrze nieprzyjemnego wrażenia spowodowanego fabułą – to nie jest książka dla Ciebie. Jeśli jednak wiesz, że niewiele jest w stanie Cię oburzyć, spróbuj wybrać się w podróż do granicy bólu i płynącej z niego przyjemności wraz z Christianem Greyem i Anastasią Steele.

    Uległa i Pan. BDSM - skrótowiec pochodzący od słów "związanie" i "dyscyplina" (ang. bondage & discipline, ), "dominacja" i "uległość" (ang. domination & submission).
    W świetle wolności, każdy ma prawo wybrać taką relację seksualną, jaka najbardziej mu odpowiada. Forma związku uległa-Pan zawiera w sobie szerokie spektrum doświadczeń powszechnie uznawanych za sadyzm i masochizm. Czerpanie przyjemności seksualnej z bólu, ma swoje źródło jeszcze w czasach Markiza de Sade’a, nazwiska będącego źródłosłowem dla tego typu zachowań. Jak uczy historia, de Sade’a nie był pierwszą osobą lubującą się w takim przeżywaniu swojej seksualności, stał się jednak pierwszym odważnym, który tak dosadnie opisał tę sferę. Książki Sto dwadzieścia dni Sodomy czy Justyna czyli nieszczęścia cnoty, pomimo swej kontrowersyjności, są już klasyczne, a sama postać markiza na tyle ważna, że opiewa go niejeden film. Trudno więc nie zgodzić się z tym, że sadyzm ma szczególne miejsce w ludzkiej świadomości i nie jest jej obcy. Zwłaszcza, że dziś książek opiewających te zachowania, przybywa coraz więcej i więcej.
    Sadyzm, to nie tylko krępowanie drugiej osoby, kneblowanie, fetyszyzm, spis zasad, za których nieprzestrzeganie grozi cielesna kara, to nie tylko dominacja jednej ze stron i uległość drugiej. To nade wszystko interakcja, której każda osoba ma prawo powiedzieć „dość”, ma prawo określić swoje granice bezwzględne i na bieżąco je korygować. Wszystko dzieje się za zgodą. Ten przydługi wstęp konieczny był do zrozumienia tego, co tak naprawdę wydarzyło się między dwójką bohaterów pierwszej części trylogii Pięćdziesiąt odcieni.


    Pozornie ułożona, bardzo wykształcona, mądra, inteligentna, z perspektywami na przyszłość miłośniczka literatury i perwersyjny, surowy multimiliarder, który w bardzo młodym wieku dorobił się fortuny, to dwa różne światy, a jednak w pewnym momencie chciałoby się krzyknąć: trafił swój na swego. Zupełnie różni, a jednak podświadomie pragnący tego samego, przyciągający się pomimo przepaści dzielącej ich światy. On szuka kolejnej uległej, ona nigdy nią nie będzie, a mimo to, po raz pierwszy jedno i drugie nie potrafi się sobie oprzeć.
    Na jego punkcie szaleją kobiety, ona do tej pory pozostawała daleko od relacji damsko-męskich. Dla niego liczy się tylko seks, dla niej tylko książki. Gdy przypadkowo na siebie trafiają, ich życie ulega diametralnej zmianie. Elektryzujące przyciąganie, rosnące pożądanie i narastające między nimi erotyczne napięcie sprawi, że każdy z nich przesunie swoje granice, byle tylko być bliżej drugiego.

    To książka, w której zacierają się granice między bólem a przyjemnością, która momentami przez dokładne opisy odrzuca, budzi odrazę, jakieś poczucie wstydu i przyzwoitości, które każą nam zasłonić oczy i udawać, że nie będziemy tego dalej czytać. To opowieść o tym, jak wiele człowiek jest w stanie poświęcić i zaryzykować dla drugiego, o tym, jak przyciąga nas niebezpieczeństwo, tajemnica, surowość, stanowczość i magnetyzm innych. O tym, jak pociąga nas nieznane, o tym jak fascynujące i onieśmielające może być poddanie się. Faktem jest, że bohaterowie na pierwszy rzut oka wydają się być mocno zachwiani psychicznie – ich zapędy nie wzięły się bowiem z niczego, są wynikiem traumy dzieciństwa. Chęć kontrolowania innych i podporządkowywania ich sobie jest skutkiem wykorzystywania w pierwszych latach życia, niezdolność do zaangażowania się uczuciowego jest konsekwencją braku miłości, a paraliżujący strach, który bohater ukrywa pod płaszczem surowości jest kontynuacją bezbrzeżnego przerażenia wypływającego z wczesnej młodości.

    Książka kipi od erotyzmu i seksualnego napięcia, od którego nie da się uczyć. Choć autorka nie wzniosła się na wyżyny literackiego kunsztu, trudno tego oczekiwać. Co nie ulega wątpliwości to fakt, że powieść ta intensywnie wciąga, wciąga tak, jak mało która powieść na najwyższym poziomie. Publikacja ta nie wymaga od nas intelektualnego wysiłku, nie oczekuje naszego literackiego obycia, znajomości jakiejś zawoalowanej konwencji– to przykładna powieść erotyczna, więc trzeba liczyć się z jej konsekwencjami gatunkowymi.
    Fenomenem jest dla mnie to, że autorka dokonała czegoś niemożliwego – magnetyzm jej bohatera wylewa się wręcz z kart powieści i nieopisanie oddziałuje na czytającego – Grey „każe” nam czytać, a my pokornie, niczym ulegli, spełniamy jego zachciankę. I choć większość dialogów podczas opisywanych scen łóżkowych jest tendencyjna, trywialna, wystudiowana, powtarzalna [dalej mała, zrób to dla mnie pojawia się niezliczoną ilość razy], to jednak nie one są tutaj najważniejsze. Co mnie irytowało to pewna nieścisłość – Grey został przedstawiony jako postać o wysokiej kulturze osobistej i mimo, że prawie przez całą książkę zachowywał się nienagannie, to ani razu nie zdarzyło mu się zachować poprawnie w sytuacji przedstawiania kogoś drugiej osobie – każdorazowo popełniał w tej sferze błędy, które negują jego kulturę osobistą i obycie. Wielki zgrzyt. Co mnie jeszcze rozbawiło, to nazwanie „szaleńczą inwokacją” zwrotu „Ana!”. Szaleńcza na pewno, ale gdzie tu inwokacja [rozbudowana apostrofa]? Tyle wpadek.

    Żywię nadzieję, ba, jestem głęboko przekonana o tym, że cała erotyka stała się tu jedynie pretekstem do opowiedzenia o czymś ważniejszym – drugiego dna nie szukałam bowiem wcale na siłę, rzuciło się w oczy momentalnie, przez co jasnym jest dla mnie to, że kolejne części odsłonią przede mną skrywaną tajemnicę. Autorka zachowała kompozycję otwartą, urwała opowieść w momencie całkowitej zmiany akcji, zawiesiła fabułę, zmuszając czytelnika do lektury kolejnych części, niczego nie wyjaśniając.
    Być może sama rzucam się przez to na pożarcie krytyków i przeciwników trylogii, ale po drugi tom sięgnę z nieskrywaną przyjemnością, bo co tu dużo kryć, tę książkę po prostu rewelacyjnie się czyta. I choć nie jest literackim majstersztykiem, nie jest nawet oryginalna, bo jej podobnych w księgarniach znajdziemy na pęczki – to jednak jest w niej coś, być może właśnie to drugie dno, które tak bardzo chcę odkryć, co sprawia, że nie sposób przejść wobec niej obojętnie.
    Niesłychaną moc ma również reklama, a właściwie antyreklama tej powieści. Gdy w myśl zasady „nieważne jak, byle mówiono”, same księgarnie i dystrybutorzy obrzucają ją obraźliwymi epitetami, to ciekawość czytelnika niemożliwie rośnie – taką publikację trzeba przeczytać, chociażby ze względu na to, by przekonać się o co tyle szumu. Marketing zdziałał cuda, przez co ta, pod wieloma względami sztampowa powieść dla dorosłych, stała się niewątpliwym hitem.
    Dziwię się, gdy ktoś obrzuca ją błotem ze względu na mnogość zawartych w niej scen erotycznych – czego innego spodziewać możemy się po książce, która z założenia ma być tekstem o perwersjach i takim, a nie innym seksie? Kunsztu literackiego, pięknych słów, wzniosłych deklaracji i patetycznych wyznań w niej nie znajdziemy, ale ludzie - litości, to byłoby wręcz dziwne, nie współgrałoby z treścią, burzyłoby harmonię, stanowiło widoczny zgrzyt.
    Po książce erotycznej nie spodziewajmy się wzruszającej historii miłosnej, tak jak po książce dokumentalnej nie spodziewajmy się zaskakującej i sensacyjnej akcji. Nie ten gatunek.
    A jeśli mogę coś zdradzić, to powiem jedynie, że dla wnikliwego oka i czujnego czytelnika, ta książka mimo wszystko MOŻE stać się preludium do wzruszającej, pomimo całej otoczki bólu i zboczeń, historii miłosnej.

    Jako czytadło erotyczne oceniam na 4.
    Jako coś innego - nie można ocenić.

    http://shczooreczek.blogspot.com/2012/10/piecdziesiat-twarzy-greya-e-l-james.html

Copyright © 2014 Księgarnia internetowa selkar.pl. Wszelke prawa zastrzeżone. Kopiowanie bez zgody zabronione. Powered by: AtomStore