Malowany człowiek. Księga I
Malowany człowiek. Księga I opis
Zaszczuta i zdziesiątkowana ludzkość przeklina noc. Z każdym zmierzchem, w oparach mgły, nadchodzą opętane żądzą mordu bestie. Przerażeni ludzie chronią się za magicznymi runami. Usiłują wymodlić dla siebie i najbliższych kolejny dzień życia. Rzeź ustaje bladym świtem, gdy światło zapędza demony z powrotem w Otchłań. Rosną odległości między pustoszejącymi osadami. Wydaje się, że nikt ani nic nie zdoła powstrzymać otchłańców, kładąc tym samym kres zagładzie. W tym dogorywającym świecie dorasta troje młodych ludzi. Bohaterski Arlen, przekonany, że większym od nocnego zła przekleństwem jest strach przepełniający ludzkie serca. Leesha - jej życie zrujnowało jedno proste kłamstwo - nowicjuszka u starej zielarki, bardziej chyba przerażającej od krwiożerczych potworów. I Rojer, którego los na zawsze odmienił wędrowny minstrel, wygrywając mu na skrzypkach skoczną melodię.
KLIENCI KTÓRZY ZAKUPILI TEN PRODUKT KUPILI RÓWNIEŻ
- WARTO ZOBACZYĆ RÓWNIEŻ...
Autor: Malwina Kr... Data dodania: 11/12/2010
Będąc w księgarni i przeglądając książki zupełnie przez przypadek natrafiłam na powieść o wzbudzającej zainteresowanie okładce i o intrygującym tytule: „Malowany człowiek”. Przeczytałam jej opis i choć zazwyczaj przed kupieniem jakiejkolwiek książki czytam wpierw recenzje, tym razem postąpiłam inaczej. Co więcej, choć nigdy, naprawdę nigdy tak nie robię, kupiłam od razu drugi tom. Nie pamiętam teraz, czy była wtedy jakaś promocja na oba te tomy, a jeśli nie było, to czemu kupiłam oba naraz. W każdym razie później „Malowany człowiek” czekał na mnie na półce przez pewien czas, nim po niego sięgnęłam, a to z powodu masy sprawdzianów albo lektur, które musiałam wpierw przeczytać, nim usiądę przed książką przez siebie wybraną. W końcu jednak zaczęłam czytać powieść Petera V. Bretta i książka ta... pochłonęła mnie bez reszty.
Był czwartek. Bardzo się cieszę, że lekcje na piątek miałam zrobione już wcześniej i że nie musiałam się uczyć na następny dzień. Dlaczego? Bo ta powieść sprawiła, że zapomniałam o wszystkim dookoła. Nim się obejrzałam zrobiła się godzina 24 i zmuszona byłam odłożyć książkę na bok, bo przecież rano do szkoły iść trzeba... W szkole zaś myślałam tylko o tym, by jak najszybciej wrócić do domu i zabrać się za czytanie. Więc nim zanurzycie się w lekturze „Malowanego człowieka” upewnijcie się, czy na następny dzień nie musicie nic zrobić. Ponadto sprawdźcie, czy na półce czeka już na was drugi tom.
No tak, piszę o tym, jaka ta książka wciągająca, a co za tym idzie ciekawa, a nic nie napisałam o czym tak naprawdę jest. Tak więc wybaczcie mi, że piszę o treści „Malowanego człowieka” dopiero teraz. Ja po prostu ciągle jestem pod wpływem tej niesamowitej lektury i trudno pisać mi tę recenzję, bo chcę biec już i chwycić w ręce „Pustynną włócznię”, która na całe moje szczęście, już na mnie czeka.
Peter V. Brett stworzył świat bardzo ponury i straszny, gdzie ludzie żyją w wiecznym strachu przed nadejściem nocy, ponieważ to właśnie po zachodzie słońca pojawiają się demony. Ludzi przed Otchłańcami, bo tak nazywają demony, ukrywają się w domach o ścianach pokrytymi runami. Dzięki runą są bezpieczni, ale... ale runy nie zawsze położone są tak jak powinny, a demony, gdy tylko nadarzy się sposobność, przystępują do krwawej rzezi. W takim świecie żyje trójka dzieci: Arlen, odważny i umiejący z wprawą rysować runy chłopiec, który zbyt wcześnie musi stać się mężczyzną, Leesha, dziewczyna o nieprzeciętnej urodzie, chcąca być kimś więcej aniżeli tylko matką i żoną oraz Rojer, zaledwie 3-letnie dziecko, a już sierota.
Trójka tych młodych ludzi to doprawdy niezwykli,nieszablonowi bohaterowie. Czytelnik z każdą kolejną przewracaną kartką chce dowiedzieć się o nich więcej, chce wiedzieć, co zrobią, co się z nimi stanie. Peter V. Brett sprawił więc, iż z zapartym tchem śledzimy losy trójki bohaterów. Przeżywamy z nimi chwilę smutne i cieszymy się wraz z nimi. Dzięki temu, że poznajemy Arlena, Leeshe i Rojera w tak młodym wieku, rozumiemy ich późniejsze postępowanie, gdy są już dorośli.
Cały świat stworzony przez autora jest dopracowany do najmniejszego szczegółu. Doprawdy, nie mam mu nic a nic do zarzucenia. Czytając opisy miast mam je przed oczami, a zresztą nie tylko miast. Opisy postaci są równie świetne.
Czy jest jakaś wada "Malowanego człowieka"? Cóż, osobiście nie podoba mi się podział „Malowanego człowieka” na dwie części, ale to nie wina autora – w wydaniu anglojęzycznym takiego podziału nie było, jedynie nasze Polskie wydawnictwo postanowiło zrobić(i na tym więcej zarobić) dwa tomy.
Podsumowując: POLECAM, polecam i jeszcze raz polecam, bo warto. Jeśli chcecie przeczytać prawdziwe fantasy, to bądźcie pewni, że nie zawiedziecie się na "Malowanym człowieku"
Był czwartek. Bardzo się cieszę, że lekcje na piątek miałam zrobione już wcześniej i że nie musiałam się uczyć na następny dzień. Dlaczego? Bo ta powieść sprawiła, że zapomniałam o wszystkim dookoła. Nim się obejrzałam zrobiła się godzina 24 i zmuszona byłam odłożyć książkę na bok, bo przecież rano do szkoły iść trzeba... W szkole zaś myślałam tylko o tym, by jak najszybciej wrócić do domu i zabrać się za czytanie. Więc nim zanurzycie się w lekturze „Malowanego człowieka” upewnijcie się, czy na następny dzień nie musicie nic zrobić. Ponadto sprawdźcie, czy na półce czeka już na was drugi tom.
No tak, piszę o tym, jaka ta książka wciągająca, a co za tym idzie ciekawa, a nic nie napisałam o czym tak naprawdę jest. Tak więc wybaczcie mi, że piszę o treści „Malowanego człowieka” dopiero teraz. Ja po prostu ciągle jestem pod wpływem tej niesamowitej lektury i trudno pisać mi tę recenzję, bo chcę biec już i chwycić w ręce „Pustynną włócznię”, która na całe moje szczęście, już na mnie czeka.
Peter V. Brett stworzył świat bardzo ponury i straszny, gdzie ludzie żyją w wiecznym strachu przed nadejściem nocy, ponieważ to właśnie po zachodzie słońca pojawiają się demony. Ludzi przed Otchłańcami, bo tak nazywają demony, ukrywają się w domach o ścianach pokrytymi runami. Dzięki runą są bezpieczni, ale... ale runy nie zawsze położone są tak jak powinny, a demony, gdy tylko nadarzy się sposobność, przystępują do krwawej rzezi. W takim świecie żyje trójka dzieci: Arlen, odważny i umiejący z wprawą rysować runy chłopiec, który zbyt wcześnie musi stać się mężczyzną, Leesha, dziewczyna o nieprzeciętnej urodzie, chcąca być kimś więcej aniżeli tylko matką i żoną oraz Rojer, zaledwie 3-letnie dziecko, a już sierota.
Trójka tych młodych ludzi to doprawdy niezwykli,nieszablonowi bohaterowie. Czytelnik z każdą kolejną przewracaną kartką chce dowiedzieć się o nich więcej, chce wiedzieć, co zrobią, co się z nimi stanie. Peter V. Brett sprawił więc, iż z zapartym tchem śledzimy losy trójki bohaterów. Przeżywamy z nimi chwilę smutne i cieszymy się wraz z nimi. Dzięki temu, że poznajemy Arlena, Leeshe i Rojera w tak młodym wieku, rozumiemy ich późniejsze postępowanie, gdy są już dorośli.
Cały świat stworzony przez autora jest dopracowany do najmniejszego szczegółu. Doprawdy, nie mam mu nic a nic do zarzucenia. Czytając opisy miast mam je przed oczami, a zresztą nie tylko miast. Opisy postaci są równie świetne.
Czy jest jakaś wada "Malowanego człowieka"? Cóż, osobiście nie podoba mi się podział „Malowanego człowieka” na dwie części, ale to nie wina autora – w wydaniu anglojęzycznym takiego podziału nie było, jedynie nasze Polskie wydawnictwo postanowiło zrobić(i na tym więcej zarobić) dwa tomy.
Podsumowując: POLECAM, polecam i jeszcze raz polecam, bo warto. Jeśli chcecie przeczytać prawdziwe fantasy, to bądźcie pewni, że nie zawiedziecie się na "Malowanym człowieku"
Autor: Agata Ja... Data dodania: 31/08/2010
W 2008 roku lubelskie wydawnictwo Fabryka Słów złożyło na ręce miłośników fantasy debiutanckie dzieło Petera Bretta pt. Malowany człowiek. Tytułowa powieść jest pierwszym z pięciu tomów Cyklu Demonów amerykańskiego pisarza. Polski przekład zawdzięczamy Marciowi Mortce.
Peter Brett, filolog angielski, na życie zarabiał prowadząc sklep z komiksami, a potem w charakterze pracownika biurowego zasilał szeregi jednego z wydawnictw medycznych. Czy warto więc zaufać autorowi, który ponad dziesięć lat czekał na odkrycie przed światem swojego talentu? Warto. Żeby sprawdzić dlaczego, zajrzyjmy do środka.
Podzielone na dwie części tytułowane podrozdziały prezentują naprzemiennie historie głównych bohaterów. Pozornie niezwiązane ze sobą losy Arlena, Leeschy i Rojera pokazują mroczny świat, w jakim przyszło żyć ludziom. Nieliczni mieszkańcy lichych wiosek spędzają czas na trwodze przed zmierzchem… Bowiem po zachodzie słońca świat opanowują krwiożercze bestie, których celem jest doszczętne zniszczenie ludzkiej rasy. Nie można z nimi wygrać. Przed mitycznymi potworami może uchronić ludzi jedynie magia runów. Ułożone w okręg tworzą barierę nieprzekraczalną dla łaknących rzezi demonów. Ludziom pozostaje jedynie modlitwa odmawiana wśród ryku bestii oraz krzyku tych, którym nie udało się znaleźć na czas w zasięgu ochronnych runów.
Czy w tej beznadziei można mieć wiarę w przyszłość bez strachu? Mają ją buntownik Arlen, uzdolniona zielarka Leescha oraz sierota Rojer. Na kolejnych kartach powieść szybko dorastają doświadczeni okrucieństwem życia. Brett nie oszczędza swoich bohaterów. Każde z nich zahartowane zostało zarówno strachem przed nocą, jak i słabością oraz cynizmem ich społeczności. Młodzi wierzą jednak w lepsze jutro, a ich mężne serca popychają do trudnych wyborów. Jednak silnym charakterem nie sposób pokonać otchłańców. Do tego potrzebne są zapomniane runy ofensywne, będące bronią w walce z mrocznymi bestiami. Czy uda się je odnaleźć i wykorzystać? Jakie będą dalsze perypetie, i jak połączą się losy bohaterów Malowanego człowieka? Brett uchyla rąbka tajemnicy dotyczącej runów, ale reszty czytelnik dowie się dopiero z kolejnych części Cyklu.
W Malowanym człowieku nie znajdziemy wielkich metafor, symboli, ani licznych nawiązań literackich. Nie o to chodzi w tej powieści. To historia o przyjaźni, sprawiedliwości, kształtowaniu charakteru, pokonywaniu trudności, dokonywaniu trudnych wyborów. Napisana jest bezpretensjonalnym językiem i znakomicie przełożona. Brett wciąga nas swoją powieścią od pierwszych stron i, jemu tylko znanym sposobem, sprawia, że czytelnik sam zaczyna się zastanawiać, jak by się zachował na miejscu bohaterów.
Polecam ją każdemu miłośnikowi fantasy, który chce się odprężyć i dać porwać magicznemu światu. Oby nas tylko mrok nie pochłonął…
Peter Brett, filolog angielski, na życie zarabiał prowadząc sklep z komiksami, a potem w charakterze pracownika biurowego zasilał szeregi jednego z wydawnictw medycznych. Czy warto więc zaufać autorowi, który ponad dziesięć lat czekał na odkrycie przed światem swojego talentu? Warto. Żeby sprawdzić dlaczego, zajrzyjmy do środka.
Podzielone na dwie części tytułowane podrozdziały prezentują naprzemiennie historie głównych bohaterów. Pozornie niezwiązane ze sobą losy Arlena, Leeschy i Rojera pokazują mroczny świat, w jakim przyszło żyć ludziom. Nieliczni mieszkańcy lichych wiosek spędzają czas na trwodze przed zmierzchem… Bowiem po zachodzie słońca świat opanowują krwiożercze bestie, których celem jest doszczętne zniszczenie ludzkiej rasy. Nie można z nimi wygrać. Przed mitycznymi potworami może uchronić ludzi jedynie magia runów. Ułożone w okręg tworzą barierę nieprzekraczalną dla łaknących rzezi demonów. Ludziom pozostaje jedynie modlitwa odmawiana wśród ryku bestii oraz krzyku tych, którym nie udało się znaleźć na czas w zasięgu ochronnych runów.
Czy w tej beznadziei można mieć wiarę w przyszłość bez strachu? Mają ją buntownik Arlen, uzdolniona zielarka Leescha oraz sierota Rojer. Na kolejnych kartach powieść szybko dorastają doświadczeni okrucieństwem życia. Brett nie oszczędza swoich bohaterów. Każde z nich zahartowane zostało zarówno strachem przed nocą, jak i słabością oraz cynizmem ich społeczności. Młodzi wierzą jednak w lepsze jutro, a ich mężne serca popychają do trudnych wyborów. Jednak silnym charakterem nie sposób pokonać otchłańców. Do tego potrzebne są zapomniane runy ofensywne, będące bronią w walce z mrocznymi bestiami. Czy uda się je odnaleźć i wykorzystać? Jakie będą dalsze perypetie, i jak połączą się losy bohaterów Malowanego człowieka? Brett uchyla rąbka tajemnicy dotyczącej runów, ale reszty czytelnik dowie się dopiero z kolejnych części Cyklu.
W Malowanym człowieku nie znajdziemy wielkich metafor, symboli, ani licznych nawiązań literackich. Nie o to chodzi w tej powieści. To historia o przyjaźni, sprawiedliwości, kształtowaniu charakteru, pokonywaniu trudności, dokonywaniu trudnych wyborów. Napisana jest bezpretensjonalnym językiem i znakomicie przełożona. Brett wciąga nas swoją powieścią od pierwszych stron i, jemu tylko znanym sposobem, sprawia, że czytelnik sam zaczyna się zastanawiać, jak by się zachował na miejscu bohaterów.
Polecam ją każdemu miłośnikowi fantasy, który chce się odprężyć i dać porwać magicznemu światu. Oby nas tylko mrok nie pochłonął…
Twój







