Księżyc w nowiu
- Meyer Stephenie
- Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
- Ilość stron: 480
- Rok wydania: 2009
- Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
- Wymiary: 13.0x20.0cm
- ISBN: 9788324588244
- Tłumaczenie: Urban Joanna
Księżyc w nowiu opis
Podobnie jak pierwsza powieść o nastoletniej Belli Swan, druga książka jest połączeniem młodzieżowego romansu z trzymającym w napięciu horrorem, w którym wyznania dziewczyny o złamanym sercu przeplatają się z opisami mrożących krew w żyłach wydarzeń.
Autor: anna piwko Data dodania: 04/09/2009
Ta ksiazka odzwierciedla nasze zycie tesknote za ukochanym któz z nas tego nie przezył.Pierwsze miłosci i rozczarowania ale która z nas niechciała by byc na miejscu Belli taka miłosc trafia sie raz na cale zycie.Sama przezyłam taka miłosc ale dlamnie skaczyła sie tragicznie wiec czasami warto przeczytac o zakazanej miłosci.Polecam wszystkim niemoge sie doczekac kiedy przeczytam nastepna czesc ten dreszczyk emocji przyda sie kazdemu.
Autor: Laura Karabin Data dodania: 16/05/2009
Tak, wpadłam w tryby marketingowej machiny i dałam się ponieść szaleństwu zwanym Stephanie Meyer i saga „Zmierzchu”. Nie jest to powód do dumy, oj nie, ale na własnej skórze się przekonałam o wartości wampirzej historii. Gdyby nie fakt, że przez przypadek znalazłam „Księżyc w nowiu” w bibliotece, pewnie pozostałabym w słodkiej nieświadomości. Po kilku ostatnich lekturach potrzebowałam jednak czegoś lekkiego, odmóżdżającego, czegoś, co wymaga od czytelnika minimalnych procesów myślowych.
Muszę przyznać, że te wymagania „Księżyc w nowiu” spełnił doskonale. A nawet zaoferował mi więcej: irytację pomieszaną z szałem, ciągłą walkę ze sobą – rzucić tę książkę w trąbę czy nie, niesmak, że marnuję czas na coś takiego, zdegustowanie, że to kiepska książka, a jednak czytam i czytam…
Główna bohaterka Bella wywoływała we mnie całą paletę emocji – miałam ochotę krzyczeć: „dziewczyno, weź się w garść!”, niejednokrotnie w myślach dawałam jej po twarzy, myślałam też o uduszeniu, brutalnym potrząśnięciu i strzeleniu w łeb (ale to już sobie, nie Belli). Udręczona po odejściu ukochanego, zapłakana, pozbawiona chęci życia, odcinająca się od przyjaciół dziewczyna to nie ktoś, kto wzbudza we mnie ciepłe uczucia. I te jej ciągłe porównania swojej sytuacji do „Romea i Julii”. Oj, ile ja się nazgrzytałam zębami… Poza tym, ja tej miłości między Bellą a Edwardem kompletnie nie rozumiem. Za co ona go kocha? Za to, że jest posągowo piękny? Dlaczego rzuca wszystko i rusza mu na ratunek? Za to, że weźmie ją na plecy i popędzą razem w zawrotnym tempie gdzieś w góry? Nie przemawia to do mnie. Rozumiem, że trzynastolatki mogą się tym zachwycać, ale gdzieś mi tam kołatała myśl, że ja w tym wieku czytałam Musierowicz, która przemycała jakieś wartości w swoich powieściach. Skoro teraz trzeba Meyer, żeby zachęcić młodzież do czytania, to jest to trochę niepokojące.
Jako lektura lekka i łatwa, „Księżyc w nowiu” się sprawdził. Jako przyjemna – już niekoniecznie. Czasami potrzebny jest taki mało ambitny przerywnik w czytaniu, ale wierzę, że w tej kategorii znajdzie się wiele więcej i wiele lepszych książek niż te autorstwa Meyer. Albo Meyer, ale w oryginale, a nie w tym fatalnym tłumaczeniu, które zasługuje na osobny wpis…
Muszę przyznać, że te wymagania „Księżyc w nowiu” spełnił doskonale. A nawet zaoferował mi więcej: irytację pomieszaną z szałem, ciągłą walkę ze sobą – rzucić tę książkę w trąbę czy nie, niesmak, że marnuję czas na coś takiego, zdegustowanie, że to kiepska książka, a jednak czytam i czytam…
Główna bohaterka Bella wywoływała we mnie całą paletę emocji – miałam ochotę krzyczeć: „dziewczyno, weź się w garść!”, niejednokrotnie w myślach dawałam jej po twarzy, myślałam też o uduszeniu, brutalnym potrząśnięciu i strzeleniu w łeb (ale to już sobie, nie Belli). Udręczona po odejściu ukochanego, zapłakana, pozbawiona chęci życia, odcinająca się od przyjaciół dziewczyna to nie ktoś, kto wzbudza we mnie ciepłe uczucia. I te jej ciągłe porównania swojej sytuacji do „Romea i Julii”. Oj, ile ja się nazgrzytałam zębami… Poza tym, ja tej miłości między Bellą a Edwardem kompletnie nie rozumiem. Za co ona go kocha? Za to, że jest posągowo piękny? Dlaczego rzuca wszystko i rusza mu na ratunek? Za to, że weźmie ją na plecy i popędzą razem w zawrotnym tempie gdzieś w góry? Nie przemawia to do mnie. Rozumiem, że trzynastolatki mogą się tym zachwycać, ale gdzieś mi tam kołatała myśl, że ja w tym wieku czytałam Musierowicz, która przemycała jakieś wartości w swoich powieściach. Skoro teraz trzeba Meyer, żeby zachęcić młodzież do czytania, to jest to trochę niepokojące.
Jako lektura lekka i łatwa, „Księżyc w nowiu” się sprawdził. Jako przyjemna – już niekoniecznie. Czasami potrzebny jest taki mało ambitny przerywnik w czytaniu, ale wierzę, że w tej kategorii znajdzie się wiele więcej i wiele lepszych książek niż te autorstwa Meyer. Albo Meyer, ale w oryginale, a nie w tym fatalnym tłumaczeniu, które zasługuje na osobny wpis…


