Krzyżacka zawierucha
Krzyżacka zawierucha opis
SPRZEDAŻ OD 16-07-2010!
Oto "Krzyżacka zawierucha" najnowsza książka Jacka Komudy, jego literacki hołd dla 600-lecia bitwy pod Grunwaldem. Przekorny, nie lukrowany, żywy do bólu.
18 września 1454, pole bitwy pod Chojnicami. Straszliwa klęska przeważających sił rycerstwa polskiego. Triumfuje taktyka i sprawność krzyżackich jednostek najemnych. Pomsta za Grunwald. Młody rycerz Bolko z Rożnowa, wnuk nieśmiertelnej sławy Zawiszy Czarnego cudem unika śmierci. Splot wydarzeń ciska go jednak w paszczę wojny wywiadów, intryg ludzi, którzy rycerski honor i kodeks uważają za uciążliwy anachronizm.
Oto zmierzch epoki rycerskich ideałów. W huku zderzających się pancerzy, kwiku oszalałych koni, zgrzycie toporów i mieczy ? rodzi się nowe. Brutalne i skuteczne. Przyłącz się! Lub giń!
Oto "Krzyżacka zawierucha" najnowsza książka Jacka Komudy, jego literacki hołd dla 600-lecia bitwy pod Grunwaldem. Przekorny, nie lukrowany, żywy do bólu.
18 września 1454, pole bitwy pod Chojnicami. Straszliwa klęska przeważających sił rycerstwa polskiego. Triumfuje taktyka i sprawność krzyżackich jednostek najemnych. Pomsta za Grunwald. Młody rycerz Bolko z Rożnowa, wnuk nieśmiertelnej sławy Zawiszy Czarnego cudem unika śmierci. Splot wydarzeń ciska go jednak w paszczę wojny wywiadów, intryg ludzi, którzy rycerski honor i kodeks uważają za uciążliwy anachronizm.
Oto zmierzch epoki rycerskich ideałów. W huku zderzających się pancerzy, kwiku oszalałych koni, zgrzycie toporów i mieczy ? rodzi się nowe. Brutalne i skuteczne. Przyłącz się! Lub giń!
KLIENCI KTÓRZY ZAKUPILI TEN PRODUKT KUPILI RÓWNIEŻ
- WARTO ZOBACZYĆ RÓWNIEŻ...
Autor: Paweł Ku... Data dodania: 09/02/2012
Taka już nasza polska natura, że temat konfliktu między Polakiem a Niemcem nigdy się nie znudzi. Szczególnie jeśli wspomniany Niemiec odziany jest w biały płaszcz z czarnym krzyżem, narzucony na ciężką zbroję. Sam nie odbiegam w tej kwestii od wspomnianego stereotypu i z chęcią sięgam po wszystko, co zahacza o tematykę wojen polsko-krzyżackich. Powieść w takich właśnie realiach zafundował nam w końcu Jacek Komuda - dyżurny historyk współczesnej literatury rozrywkowej, porównywany niejednokrotnie do Henryka Sienkiewicza. Jak bowiem przystało na "następcę" Sienkiewicza (lub raczej, jak lubię powtarzać, "pogromcę"), nie mogło się obyć bez powieści krzyżackiej.
Głównym bohaterem powieści jest młody polski szlachcic, potomek słynnego Zawiszy Czarnego herbu Sulima, Bolko Zawisza z Rożnowa. Bolko zostaje wbrew własnej woli wplątany w sieć intryg pomiędzy państwem Polskim a Zakonem Krzyżackim. Wszystko rozpoczyna się od przegranej przez stronę polską bitwy pod Chojnicami, a potem jest już tylko gorzej. Bolko trafia do niewoli, ginie jego ojciec, a on sam aby pomścić śmierć rodzica musi zdać się na łaskę jednego z najbardziej przebiegłych ludzi ówczesnej Europy. Krótko mówiąc, na przestrzeni tych ledwie dwustu stron, jakie liczy sobie Krzyżacka zawierucha, na głowę Bolka Zawiszy spada cała masa trosk i przeciwności losu, z którymi chłopak musi sobie poradzić.
Wspomniałem właśnie pierwszy mankament powieści. Jest krótka. Na tyle krótka, że po przeczytaniu czułem ogromny niedosyt. Przynajmniej kilka wątków można by znacznie rozwinąć, szczególnie wciśnięty na siłę wątek miłosny. Odniosłem w pewnym momencie wrażenie, że zbliżając się do ostatnich stron powieści, Jacek Komuda przypomniał sobie, że przecież tyle napisał, a jeszcze żaden bohater nie stracił zmysłów dla białogłowy... I dodał kilka fragmentów sugerujących, że Bolko jest nie tylko mężem dzielnym i bojowym, ale także, jak na szlachcica polskiego przystało, koneserem dziewiczej urody i sprawnym złodziejem kobiecych serc. Moim zdaniem, zabieg ten był zupełnie zbędny, o wiele lepsze wrażenie miałbym po zakończeniu czytania, gdyby wątek miłosny w ogóle się nie pojawił. Do minusów książki muszę także zaliczyć samą kreację głównego bohatera. Zasadnicza część akcji powieści toczy się na przestrzeni kilku zaledwie tygodni. Tymczasem Bolko, którego poznajemy jako młodego giermka z mlekiem pod nosem, którego ojciec musi w bitewnym szale osłaniać przed ciosami nieprzyjaciela, przechodzi ogromną metamorfozę. Młody Zawisza z honorowego szlachcica staje się bardzo szybko człowiekiem bez skrupułów, potrafiącym zabijać z zimną krwią, pełnym chęci do walki i nie cofającym się niemal przed niczym by osiągnąć zadany cel. To zdecydowanie zbyt szybka przemiana, jak na tak krótką historię, dodatkowo bardzo dynamicznie opowiedzianą. No właśnie, całość czyta się bardzo płynnie, co jeszcze tylko potęguje odczucie, że Krzyżacka zawierucha jest zwyczajnie za krótka. Nie twierdzę oczywiście, że łatwy odbiór powieści jest cechą negatywną, jednak w połączeniu z jej niewielką objętością może powodować odrobinę mylne wrażenie.
Powieść napisana jest, jak przystało na pana Jacka, językiem miłym dla oka i ucha, łatwo przyswajalnym, miejscami stylizowanym odpowiednio do opisywanej epoki. To już niemal znak rozpoznawczy tegoż autora, podobnie jak zamieszczone na ostatnich stronach obszerne przypisy, tłumaczące niektóre mniej zrozumiałe kwestie. Dzięki nim nikt nie powinien czuć się zagubiony w trakcie lektury.
Ogólnie rzecz ujmując, Krzyżacką zawieruchę mogę nazwać powieścią dobrą. Nie me tu żadnych rewelacji, nie ma nowych rozwiązań fabularnych, ani nowych problemów stawianych przed bohaterem, bo ze wszystkim z czym zmaga się Bolko, musiał już wcześniej trudzić się Jacek Dydyński. Nie potrafię jednak znaleźć czegoś, do czego mógłbym się szczególnie przyczepić, co sprawiło by, że odradzałbym komukolwiek lekturę tej książki (poza drobnymi niedoskonałościami wymienionymi powyżej). To książka niewymagająca, po którą sięgnąć może każdy, szczególnie, jeśli z sentymentem wspomina sienkiewiczowskich Krzyżaków.
W skali szkolnej dałbym jej czwórkę z lekkim minusem. I tyle.
Głównym bohaterem powieści jest młody polski szlachcic, potomek słynnego Zawiszy Czarnego herbu Sulima, Bolko Zawisza z Rożnowa. Bolko zostaje wbrew własnej woli wplątany w sieć intryg pomiędzy państwem Polskim a Zakonem Krzyżackim. Wszystko rozpoczyna się od przegranej przez stronę polską bitwy pod Chojnicami, a potem jest już tylko gorzej. Bolko trafia do niewoli, ginie jego ojciec, a on sam aby pomścić śmierć rodzica musi zdać się na łaskę jednego z najbardziej przebiegłych ludzi ówczesnej Europy. Krótko mówiąc, na przestrzeni tych ledwie dwustu stron, jakie liczy sobie Krzyżacka zawierucha, na głowę Bolka Zawiszy spada cała masa trosk i przeciwności losu, z którymi chłopak musi sobie poradzić.
Wspomniałem właśnie pierwszy mankament powieści. Jest krótka. Na tyle krótka, że po przeczytaniu czułem ogromny niedosyt. Przynajmniej kilka wątków można by znacznie rozwinąć, szczególnie wciśnięty na siłę wątek miłosny. Odniosłem w pewnym momencie wrażenie, że zbliżając się do ostatnich stron powieści, Jacek Komuda przypomniał sobie, że przecież tyle napisał, a jeszcze żaden bohater nie stracił zmysłów dla białogłowy... I dodał kilka fragmentów sugerujących, że Bolko jest nie tylko mężem dzielnym i bojowym, ale także, jak na szlachcica polskiego przystało, koneserem dziewiczej urody i sprawnym złodziejem kobiecych serc. Moim zdaniem, zabieg ten był zupełnie zbędny, o wiele lepsze wrażenie miałbym po zakończeniu czytania, gdyby wątek miłosny w ogóle się nie pojawił. Do minusów książki muszę także zaliczyć samą kreację głównego bohatera. Zasadnicza część akcji powieści toczy się na przestrzeni kilku zaledwie tygodni. Tymczasem Bolko, którego poznajemy jako młodego giermka z mlekiem pod nosem, którego ojciec musi w bitewnym szale osłaniać przed ciosami nieprzyjaciela, przechodzi ogromną metamorfozę. Młody Zawisza z honorowego szlachcica staje się bardzo szybko człowiekiem bez skrupułów, potrafiącym zabijać z zimną krwią, pełnym chęci do walki i nie cofającym się niemal przed niczym by osiągnąć zadany cel. To zdecydowanie zbyt szybka przemiana, jak na tak krótką historię, dodatkowo bardzo dynamicznie opowiedzianą. No właśnie, całość czyta się bardzo płynnie, co jeszcze tylko potęguje odczucie, że Krzyżacka zawierucha jest zwyczajnie za krótka. Nie twierdzę oczywiście, że łatwy odbiór powieści jest cechą negatywną, jednak w połączeniu z jej niewielką objętością może powodować odrobinę mylne wrażenie.
Powieść napisana jest, jak przystało na pana Jacka, językiem miłym dla oka i ucha, łatwo przyswajalnym, miejscami stylizowanym odpowiednio do opisywanej epoki. To już niemal znak rozpoznawczy tegoż autora, podobnie jak zamieszczone na ostatnich stronach obszerne przypisy, tłumaczące niektóre mniej zrozumiałe kwestie. Dzięki nim nikt nie powinien czuć się zagubiony w trakcie lektury.
Ogólnie rzecz ujmując, Krzyżacką zawieruchę mogę nazwać powieścią dobrą. Nie me tu żadnych rewelacji, nie ma nowych rozwiązań fabularnych, ani nowych problemów stawianych przed bohaterem, bo ze wszystkim z czym zmaga się Bolko, musiał już wcześniej trudzić się Jacek Dydyński. Nie potrafię jednak znaleźć czegoś, do czego mógłbym się szczególnie przyczepić, co sprawiło by, że odradzałbym komukolwiek lekturę tej książki (poza drobnymi niedoskonałościami wymienionymi powyżej). To książka niewymagająca, po którą sięgnąć może każdy, szczególnie, jeśli z sentymentem wspomina sienkiewiczowskich Krzyżaków.
W skali szkolnej dałbym jej czwórkę z lekkim minusem. I tyle.
Twój







