Hera moja miłość
- Onichimowska Anna
- Oprawa: Miękka ze skrzydełkami
- Ilość stron: 160
- Rok wydania: 2007
- Wydawnictwo: ŚWIAT KSIĄŻKI
- Wymiary: 12.6x19.8cm
- ISBN: 978-83-247-1036-2
nasza cena:
19,00zł
Cena rynkowa: 22,00zł
Oszczędzasz: 3,00zł
19,00zł
Cena rynkowa: 22,00zł
Oszczędzasz: 3,00zł
Recenzje »
Hera moja miłość opis
Wstrząsająca, znakomicie napisana opowieść dla młodzieży i rodziców, nie zawsze poświęcających wystarczająco dużo uwagi swoim dzieciom.
Autor: Sara Pr... Data dodania: 29/05/2010
Książkę Anny Onichimowskiej "Hera moja miłość" wypożyczyłam tylko dlatego, że nie znalazłam więcej nic ciekawego, a mam zasadę, że wypożyczam trzy książki, ponieważ rzadko robię wypady do biblioteki. Lubię temat narkomanii, dlatego też uznałam, że ta powieść na pewno mnie zaciekawi. Jednak po przeczytaniu stwierdziłam, że nie wszystkie książki o narkomanach muszą być dobre.
Jacek, siedemnastolatek, dobrze się uczy, ma dziewczynę, chce studiować psychologię. Pochodzi z dobrze sytuowanej rodziny. Pali trawkę od czasu do czasu dla lepszego samopoczucia. Uważa, że nie grozi mu uzależnienie. Udaje mu się zachować tajemnicę przed rodzicami, ale nie przed młodszym bratem..
Była to pierwsza moja książka tej autorki i niestety ogromnie się zawiodłam. Jest ona podzielona na dwie części, które diametralnie się od siebie różnią - jedna jest tuż przed śmiercią i uzależnieniem od heroiny, a druga tuż po. Biorąc ją z biblioteki liczyłam na coś bardziej wciągającego, wstrząsającego i doprowadzającego człowieka do powiedzenia tego "nie". Jednak po jej przeczytaniu nie odczułam tego, ani trochę mnie nie zniechęciła do narkotyków, nie dała tego kopa, nie pokazała tak naprawdę konsekwencji, które mogłby wryć mi się na trwałe w głowę. Dobra, scena z młodszym bratem "chwyta za serce", ale tak naprawdę to chyba nie zdarza się zbyt często w ludzkim życiu.
Pani Anna pokazała kilka różnych rodzajów uzależnień: od pracy, papierosów, narkotyków, alkoholu. Niby wszystko ładnie, pięknie ale zabrakło mi tego "czegoś", to coś jakby jej uciekło, kiedy zaczęła pisać tą powieść. Ta książka miała pokazać to, co dzieje się "w domu" - wszystko jest, tylko gdzie się podziały emocje? Gdzie dreszcz na ciele i przyśpieszony oddech? Nie ma. Ogólnie mogłabym podsumować tą książkę jako nudną, nużącą, nie oddającą problemu i stratą czasu - i taka rzeczywiście jest, mogłabym wymienić z dziesięć, albo więcej lepszych tytułów na ten sam temat... Ona po prostu nic nowego nie wnosi i pozostawia straszną pustkę z myślą: "I po jaką cholerę ją czytałam?".
W trakcie czytania, już przy ostatnich rozdziałach, myślałam, że może akcja się rozwinie i zadziała tutaj zasada - koniec na pewno zmieni twoje zdanie o książkę. Ale, jeśli mam być szczera, to tylko je pogorszył - szczegółowy opis tego zapadania się w czarną dziurę - koszmar, już po kilku linijkach nie zwracałam uwagi, co czytam - po prostu brnęłam do końca, marząc, aby to się w końcu skończyło. W ogóle mnie nie wciągnęła. Dobrze, że chociaż jest krótka:) Jedyna postać, która tak naprawdę mnie zaciekawiła to Kometa / Ala, która jest ciekawą, pełno niespodzianek i tajemnic postacią. Uważam, że autorka powinna skupić się bardziej na tej bohaterce.
Cóż, jak dla mnie pani Anna Onichimowska niezbyt się postarała, ale nie skreślam jej całkowicie. Czytałam gdzieś, że druga część "Lot komety" jest znacznie lepsza - mam zamiar po nią sięgnąć, ale zapewne minie jeszcze sporo czasu zanim to zrobię.
Jacek, siedemnastolatek, dobrze się uczy, ma dziewczynę, chce studiować psychologię. Pochodzi z dobrze sytuowanej rodziny. Pali trawkę od czasu do czasu dla lepszego samopoczucia. Uważa, że nie grozi mu uzależnienie. Udaje mu się zachować tajemnicę przed rodzicami, ale nie przed młodszym bratem..
Była to pierwsza moja książka tej autorki i niestety ogromnie się zawiodłam. Jest ona podzielona na dwie części, które diametralnie się od siebie różnią - jedna jest tuż przed śmiercią i uzależnieniem od heroiny, a druga tuż po. Biorąc ją z biblioteki liczyłam na coś bardziej wciągającego, wstrząsającego i doprowadzającego człowieka do powiedzenia tego "nie". Jednak po jej przeczytaniu nie odczułam tego, ani trochę mnie nie zniechęciła do narkotyków, nie dała tego kopa, nie pokazała tak naprawdę konsekwencji, które mogłby wryć mi się na trwałe w głowę. Dobra, scena z młodszym bratem "chwyta za serce", ale tak naprawdę to chyba nie zdarza się zbyt często w ludzkim życiu.
Pani Anna pokazała kilka różnych rodzajów uzależnień: od pracy, papierosów, narkotyków, alkoholu. Niby wszystko ładnie, pięknie ale zabrakło mi tego "czegoś", to coś jakby jej uciekło, kiedy zaczęła pisać tą powieść. Ta książka miała pokazać to, co dzieje się "w domu" - wszystko jest, tylko gdzie się podziały emocje? Gdzie dreszcz na ciele i przyśpieszony oddech? Nie ma. Ogólnie mogłabym podsumować tą książkę jako nudną, nużącą, nie oddającą problemu i stratą czasu - i taka rzeczywiście jest, mogłabym wymienić z dziesięć, albo więcej lepszych tytułów na ten sam temat... Ona po prostu nic nowego nie wnosi i pozostawia straszną pustkę z myślą: "I po jaką cholerę ją czytałam?".
W trakcie czytania, już przy ostatnich rozdziałach, myślałam, że może akcja się rozwinie i zadziała tutaj zasada - koniec na pewno zmieni twoje zdanie o książkę. Ale, jeśli mam być szczera, to tylko je pogorszył - szczegółowy opis tego zapadania się w czarną dziurę - koszmar, już po kilku linijkach nie zwracałam uwagi, co czytam - po prostu brnęłam do końca, marząc, aby to się w końcu skończyło. W ogóle mnie nie wciągnęła. Dobrze, że chociaż jest krótka:) Jedyna postać, która tak naprawdę mnie zaciekawiła to Kometa / Ala, która jest ciekawą, pełno niespodzianek i tajemnic postacią. Uważam, że autorka powinna skupić się bardziej na tej bohaterce.
Cóż, jak dla mnie pani Anna Onichimowska niezbyt się postarała, ale nie skreślam jej całkowicie. Czytałam gdzieś, że druga część "Lot komety" jest znacznie lepsza - mam zamiar po nią sięgnąć, ale zapewne minie jeszcze sporo czasu zanim to zrobię.


