Gra anioła
- Zafon Carlos Ruiz
- Oprawa: Miękka
- Ilość stron: 608
- Rok wydania: 2008
- Wydawnictwo: MUZA
- Wymiary: 20.5x14.5cm
- ISBN: 9788374956000
- Tłumaczenie: Okrasko Katarzyna, Casas Carlos Marrodan
Gra anioła opis
W mrocznej, niebezpiecznej i niespokojnej Barcelonie lat dwudziestych, młody pisarz, żyjący obsesyjną i niemożliwą miłością, otrzymuje od tajemniczego wydawcy ofertę napisania książki, jakiej jeszcze nie było, w zamian za fortunę i, być może coś więcej...
Z niezwykłą precyzją powieściopisarską i w charakterystycznym dlań, oszałamiającym stylu, autor ?Cienia wiatru? ponownie przenosi nas do Barcelony Cmentarzyska Zapomnianych Książek, by obdarować nas niezwykłą intrygą, romansem i tragedią poprzez labirynt tajemnic, gdzie czar książek, namiętności i przyjaźni splatają się w mistrzowskiej opowieści.
Kiedy następnym razem będziesz chciał uratować jakąś książkę nie ryzykuj życia...
Zaprowadzę cię do tajemnego miejsca gdzie książki nigdy nie umierają i nikt nie może ich zniszczyć.
Poznajmy fascynujący labirynt Carlosa Ruiza Zafona autora ?Cienia wiatru?.
Świat Barcelony wraz z jej tajemniczymi zakamarkami i mrocznymi sekretami.
Świat zapomnianych książek, cudownych i wyklętych, ich autorów i czytelników, świat wielkich miłości, wielkich rozczarowań i wielkich nadziei.
Z niezwykłą precyzją powieściopisarską i w charakterystycznym dlań, oszałamiającym stylu, autor ?Cienia wiatru? ponownie przenosi nas do Barcelony Cmentarzyska Zapomnianych Książek, by obdarować nas niezwykłą intrygą, romansem i tragedią poprzez labirynt tajemnic, gdzie czar książek, namiętności i przyjaźni splatają się w mistrzowskiej opowieści.
Kiedy następnym razem będziesz chciał uratować jakąś książkę nie ryzykuj życia...
Zaprowadzę cię do tajemnego miejsca gdzie książki nigdy nie umierają i nikt nie może ich zniszczyć.
Poznajmy fascynujący labirynt Carlosa Ruiza Zafona autora ?Cienia wiatru?.
Świat Barcelony wraz z jej tajemniczymi zakamarkami i mrocznymi sekretami.
Świat zapomnianych książek, cudownych i wyklętych, ich autorów i czytelników, świat wielkich miłości, wielkich rozczarowań i wielkich nadziei.
Autor: Marta Ki... Data dodania: 14/07/2009
Lektura tej powieści mnie rozczarowała. Niestety Zafón nie powtórzył swojego sukcesu jakim był „Cień wiatru” – historia, w której się zaczytywałam, przy której nie oddychałam, która mnie zachwyciła i jest wysoko plasowana wśród moich ulubionych książek. Być może „Gra anioła” była zbyt tragiczna, zbyt długa, za bardzo zmyślona i fantastyczna. Rozczarowała mnie. Nawet opisy Barcelony nie dorównywały tym poprzednim. Powieść była mroczna i zimna, a spomiędzy liter wydobywała się gęsta, mokra i chłodna mgła, która była nie do przebrnięcia. Godne pochwały są maksymy autora, który jest ich mistrzem zarówno w „Grze anioła” jak i w „Cieniu wiatru”, jednakże są one przejmująco smutne i nie dają nadziei na odnalezienie szczęścia, spokoju ducha, prawdziwej miłości…
„życie daje druga szansę, ale tylko tym, którym nigdy nie stworzyło pierwszej. Właściwie jest to szansa z drugiej ręki, której ktoś nie potrafił wykorzystać, ale lepsze to niż nic”
Mam nadzieje, że Zafón otrzyma jeszcze drugą szansę i się wykaże, bo jest świetnym pisarzem, udowodnił to w „Cieniu wiatru”, który był tą jego pierwszą spełnioną szansą.
„życie daje druga szansę, ale tylko tym, którym nigdy nie stworzyło pierwszej. Właściwie jest to szansa z drugiej ręki, której ktoś nie potrafił wykorzystać, ale lepsze to niż nic”
Mam nadzieje, że Zafón otrzyma jeszcze drugą szansę i się wykaże, bo jest świetnym pisarzem, udowodnił to w „Cieniu wiatru”, który był tą jego pierwszą spełnioną szansą.
Autor: Małgorzata Sz... Data dodania: 01/05/2009
„Pisarz nigdy nie zapomina dnia, w którym po raz pierwszy przyjmuje pieniądze lub pochlebstwa zamian za opowieść. Nigdy nie zapomina tego momentu, kiedy po raz pierwszy słodka trucizna próżności zaczyna krążyć mu w żyłach, wierząc, że jeśli zdoła ukryć swój brak talentu, sen o pisarstwie zapewni mu dach nad głową, ciepłą strawę pod wieczór i ziści jego największe marzenie: ujrzy swoje nazwisko wydrukowane na nędznym skrawku papieru, który zapewne go przeżyje. Pisarz skazany jest na wieczne wspominane tej chwili, bo właśnie wtedy został zgubiony na zawsze, a za jego duszę już wyznaczono cenę”[1].
Tak właśnie, obiecująco zaczyna się długo wyczekiwania nowa powieść Carlosa Ruiza Zafóna – „Gra anioła”. Nie ma to, jak przeczytać pierwsze zdania książki i poczuć ten podskórny dreszczyk ekscytacji, zapowiadający, że być może po raz kolejny pochłonie mnie całą piękna i niesamowita historia, od której nie będę się mogła ani chciała oderwać. Ale muszę przyznać, że lekturę „Gry anioła” przerywałam bez żalu i spokojnie odkładałam „Grę…” na półkę.
Rok 1917. David Martin - młody chłopak, wychowany w biedzie sierota - marzy o zrobieniu wielkiej kariery pisarskiej. Dzięki protekcji swojego opiekuna, Pedra Vidala – spadkobiercy wielkiej fortuny - pracuje w redakcji podrzędnej gazety „La Voz de la Industria”. Nieoczekiwanie, któregoś wieczoru redaktor tej gazety proponuje Davidowi napisanie opowiadania, które wypełniłoby lukę w najbliższym wydaniu. Tak oto powstaje pierwszy odcinek „Tajemnic Barcelony” – bizantyjsko-operowej powieści w odcinkach, która przynosi naszemu bohaterowi popularność i jest powodem podpisania pierwszego w życiu Davida kontraktu z jednym z barcelońskich wydawnictw na powieść podobną do „Tajemnic…”, pt. „Miasto Przeklętych”. Książkę tę, pełną „intryg, morderstw arystokratów, horrorów ze społecznych nizin, miłostek pozbawionych skrupułów ziemian o kwadratowej szczęce i damulek o perwersyjnych fantazjach oraz wszelkiego rodzaju przewrotnych rodzinnych historii, utrzymanych w tonacji bardziej zatęchłej i mętnej niż woda w rynsztoku”[2] , David pisze pod pseudonimem Ignatius B. Samson. Tuż po ukazaniu się pierwszych tomów „Miasta Przeklętych” z Davidem nawiązuje kontakt niejaki Andreas Corelli, przedstawiający się jako francuski wydawca, proponując, aby ten napisał dla niego pewną tajemniczą książkę.
Kluczową rolę w tworzeniu intrygi w „Grze anioła” stanowią postacie. Głównie właśnie David Martin i Andreas Corelli. Nie są to postacie obdarzone wyjątkową głębią charakteru. Ale, jak stwierdził sam Zafón w wywiadzie dla jednego z paryskich czasopism, „Postaci powinny się same definiować poprzez działania i słowa, a nie poprzez nudziarski jak flaki z olejem opis na cały akapit. [...] Charakterystyka postaci jest budowana za pomocą dialogu: bohatera trzeba sobie wyobrazić, poczuć, jego słowa zawsze muszą kojarzyć się z działaniem, scena pokazuje ruch, widać, jak postać się porusza po pokoju bez żadnych opisów, wszystko jest w tym, co mówi”[3].
Mamy więc Davida Martina i Andreasa Corellego.
David Martin – z początku, pomimo ciężkiego dzieciństwa, obdarzony pewną dozą idealizmu młody marzyciel. Z chwilą wkroczenia w świat dwulicowych ludzi prowadzących pod sztandarem czystych idei brudne interesy, zaczyna stosować na sobie praktyki prowadzące do autodestrukcji: „Pracowałem nocą, by nad ranem pogrążać się w dziwnych snach. […] Całymi tygodniami nie wychodziłem prawie z domu, zapominając jaki dziś jest dzień tygodnia lub jaki miesiąc. Nie zwracałem uwagi na pojawiające się nagle i narastające bóle głowy, które przeszywały mi czaszkę, jakby świdrowano mnie szpikulcem, i odbierały wzrok, oślepiając eksplozją białego światła”[4]; „Mój zaufany i pozbawiony wyrzutów sumienia aptekarz zaopatrywał mnie, nie stawiając zbędnych pytań, w tyle kodeinowych cukierków, ile dusza zapragnie, a czasem dorzucał ten czy inny specyfik, od którego żyły stawały w ogniu i który rozbijał w drobny mak ból, a przy okazji świadomość”[5].
Zawarcie znajomości z francuskim wydawcą Andreasem Corellim jeszcze bardziej pogarsza jego stan psychiczny. W kluczowych momentach tejże znajomości można wyczuć porównywanie zachowań Davida do dr. Jekylla i Mr. Hyde’a.
Andreas Corelli to niewątpliwie uosobienie szatana i marna kopia Wolanda z „Mistrza i Małgorzaty”. Mami Davida obietnicami dobrobytu, zdrowia i wiecznego szczęścia, wyłudzając korzyści dla siebie.
W odróżnieniu od poetyckiego „Cienia wiatru”, „Gra anioła” jest powieścią z gatunku fantastyki. Zafón kładzie w niej większy nacisk na stworzenie mrocznego klimatu grozy, jakby wprost z powieści Stokera. Język i fabuła przypominają stylistykę Grand Guignol, czyli tę samą, w której David pisze swoje powieści. Czasami sprawiającą wrażenie nieco zagmatwanej i zbyt kwiecistej.
W „Grze…” znajdziemy też odniesienia i powiązania z „Cieniem wiatru”. Między innymi poznamy dziadka i rodziców Daniela oraz ponownie zagościmy na Cmentarzu Zapomnianych Książek.
Na koniec nasuwa się pytanie – czy w przypadku „Gry anioła” zadziałała klątwa drugiej książki? Czy też „Gra…” dorównuje, a nawet jest lepsza od poprzedzającego ją „Cienia wiatru”? Trudno powiedzieć. Z jednej strony, czytając „Grę…” momentami odnosiłam wrażenie, że czytam jedno z poplątanych słuchowisk radiowych Pedra Camachy („Ciotka Julia i skryba” M. Vargasa Llosy), gdzie następują po sobie wydarzenia, które, pominąwszy ich nierealność, wzajemne się wykluczają. Z drugiej strony, może książka wcale nie kończy się tak, jak myślimy. A Zafón okazał się na tyle dobrym pisarzem, że ukrył przed nami rzecz oczywistą. Bohatera od dziecka szukającego kryjówki w wyimaginowanym świecie książek, a z biegiem lat i przeżyć zatracającego granicę między nim a światem realnym.
---
[1] Carlos Ruiz Zafón, „Gra anioła”, tłum. Katarzyna Okrasko i Carlos Marrodán Casas, Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza SA, Warszawa 2008, s. 9.
[2] Tamże, s. 64.
[3] "Hiszpańska literatura jest pretensjonalnym i przeciętniackim gettem", tłum. Katarzyna Mojkowska, ze str. www.graaniola.pl/gra_aniola/recenzje_zagraniczne/.
[4] Carlos Ruiz Zafón, op. cit., s. 74.
[5] Tamże, s. 114.
Tak właśnie, obiecująco zaczyna się długo wyczekiwania nowa powieść Carlosa Ruiza Zafóna – „Gra anioła”. Nie ma to, jak przeczytać pierwsze zdania książki i poczuć ten podskórny dreszczyk ekscytacji, zapowiadający, że być może po raz kolejny pochłonie mnie całą piękna i niesamowita historia, od której nie będę się mogła ani chciała oderwać. Ale muszę przyznać, że lekturę „Gry anioła” przerywałam bez żalu i spokojnie odkładałam „Grę…” na półkę.
Rok 1917. David Martin - młody chłopak, wychowany w biedzie sierota - marzy o zrobieniu wielkiej kariery pisarskiej. Dzięki protekcji swojego opiekuna, Pedra Vidala – spadkobiercy wielkiej fortuny - pracuje w redakcji podrzędnej gazety „La Voz de la Industria”. Nieoczekiwanie, któregoś wieczoru redaktor tej gazety proponuje Davidowi napisanie opowiadania, które wypełniłoby lukę w najbliższym wydaniu. Tak oto powstaje pierwszy odcinek „Tajemnic Barcelony” – bizantyjsko-operowej powieści w odcinkach, która przynosi naszemu bohaterowi popularność i jest powodem podpisania pierwszego w życiu Davida kontraktu z jednym z barcelońskich wydawnictw na powieść podobną do „Tajemnic…”, pt. „Miasto Przeklętych”. Książkę tę, pełną „intryg, morderstw arystokratów, horrorów ze społecznych nizin, miłostek pozbawionych skrupułów ziemian o kwadratowej szczęce i damulek o perwersyjnych fantazjach oraz wszelkiego rodzaju przewrotnych rodzinnych historii, utrzymanych w tonacji bardziej zatęchłej i mętnej niż woda w rynsztoku”[2] , David pisze pod pseudonimem Ignatius B. Samson. Tuż po ukazaniu się pierwszych tomów „Miasta Przeklętych” z Davidem nawiązuje kontakt niejaki Andreas Corelli, przedstawiający się jako francuski wydawca, proponując, aby ten napisał dla niego pewną tajemniczą książkę.
Kluczową rolę w tworzeniu intrygi w „Grze anioła” stanowią postacie. Głównie właśnie David Martin i Andreas Corelli. Nie są to postacie obdarzone wyjątkową głębią charakteru. Ale, jak stwierdził sam Zafón w wywiadzie dla jednego z paryskich czasopism, „Postaci powinny się same definiować poprzez działania i słowa, a nie poprzez nudziarski jak flaki z olejem opis na cały akapit. [...] Charakterystyka postaci jest budowana za pomocą dialogu: bohatera trzeba sobie wyobrazić, poczuć, jego słowa zawsze muszą kojarzyć się z działaniem, scena pokazuje ruch, widać, jak postać się porusza po pokoju bez żadnych opisów, wszystko jest w tym, co mówi”[3].
Mamy więc Davida Martina i Andreasa Corellego.
David Martin – z początku, pomimo ciężkiego dzieciństwa, obdarzony pewną dozą idealizmu młody marzyciel. Z chwilą wkroczenia w świat dwulicowych ludzi prowadzących pod sztandarem czystych idei brudne interesy, zaczyna stosować na sobie praktyki prowadzące do autodestrukcji: „Pracowałem nocą, by nad ranem pogrążać się w dziwnych snach. […] Całymi tygodniami nie wychodziłem prawie z domu, zapominając jaki dziś jest dzień tygodnia lub jaki miesiąc. Nie zwracałem uwagi na pojawiające się nagle i narastające bóle głowy, które przeszywały mi czaszkę, jakby świdrowano mnie szpikulcem, i odbierały wzrok, oślepiając eksplozją białego światła”[4]; „Mój zaufany i pozbawiony wyrzutów sumienia aptekarz zaopatrywał mnie, nie stawiając zbędnych pytań, w tyle kodeinowych cukierków, ile dusza zapragnie, a czasem dorzucał ten czy inny specyfik, od którego żyły stawały w ogniu i który rozbijał w drobny mak ból, a przy okazji świadomość”[5].
Zawarcie znajomości z francuskim wydawcą Andreasem Corellim jeszcze bardziej pogarsza jego stan psychiczny. W kluczowych momentach tejże znajomości można wyczuć porównywanie zachowań Davida do dr. Jekylla i Mr. Hyde’a.
Andreas Corelli to niewątpliwie uosobienie szatana i marna kopia Wolanda z „Mistrza i Małgorzaty”. Mami Davida obietnicami dobrobytu, zdrowia i wiecznego szczęścia, wyłudzając korzyści dla siebie.
W odróżnieniu od poetyckiego „Cienia wiatru”, „Gra anioła” jest powieścią z gatunku fantastyki. Zafón kładzie w niej większy nacisk na stworzenie mrocznego klimatu grozy, jakby wprost z powieści Stokera. Język i fabuła przypominają stylistykę Grand Guignol, czyli tę samą, w której David pisze swoje powieści. Czasami sprawiającą wrażenie nieco zagmatwanej i zbyt kwiecistej.
W „Grze…” znajdziemy też odniesienia i powiązania z „Cieniem wiatru”. Między innymi poznamy dziadka i rodziców Daniela oraz ponownie zagościmy na Cmentarzu Zapomnianych Książek.
Na koniec nasuwa się pytanie – czy w przypadku „Gry anioła” zadziałała klątwa drugiej książki? Czy też „Gra…” dorównuje, a nawet jest lepsza od poprzedzającego ją „Cienia wiatru”? Trudno powiedzieć. Z jednej strony, czytając „Grę…” momentami odnosiłam wrażenie, że czytam jedno z poplątanych słuchowisk radiowych Pedra Camachy („Ciotka Julia i skryba” M. Vargasa Llosy), gdzie następują po sobie wydarzenia, które, pominąwszy ich nierealność, wzajemne się wykluczają. Z drugiej strony, może książka wcale nie kończy się tak, jak myślimy. A Zafón okazał się na tyle dobrym pisarzem, że ukrył przed nami rzecz oczywistą. Bohatera od dziecka szukającego kryjówki w wyimaginowanym świecie książek, a z biegiem lat i przeżyć zatracającego granicę między nim a światem realnym.
---
[1] Carlos Ruiz Zafón, „Gra anioła”, tłum. Katarzyna Okrasko i Carlos Marrodán Casas, Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza SA, Warszawa 2008, s. 9.
[2] Tamże, s. 64.
[3] "Hiszpańska literatura jest pretensjonalnym i przeciętniackim gettem", tłum. Katarzyna Mojkowska, ze str. www.graaniola.pl/gra_aniola/recenzje_zagraniczne/.
[4] Carlos Ruiz Zafón, op. cit., s. 74.
[5] Tamże, s. 114.


