Literadar Literadar
Dożywocie

Dożywocie

  • Marta Kisiel
  • Oprawa: Miękka
  • Ilość stron: 370
  • Rok wydania: 2010
  • Wydawnictwo: Fabryka Słów
  • Wymiary: 12.5 x 19.5 cm
  • ISBN: 978-83-7574-253-4

  • nasza cena:
    29,00zł
    Cena rynkowa: 31,90zł
    Rabat: 9.09%
    Oszczędzasz: 2,90zł

    Wysyłka w ciągu: 2-3 dni
    Czas i koszty dostawy »
    Ocena klientów: (5.00)Oceń klikając na gwiazdkę
    Recenzje »

    Dożywocie opis

    Lichotka. Dom nad rozlewiskiem to przy niej komórka na graty.
    Gotycka rozpusta budowlana, spełniony sen szalonego stolarza, a w środku: zasmarkany anioł stróż, tajemniczy Krakers z tiramisu na dokładkę, jakieś tragiczne widmo i utopce w łazience. Jeszcze nigdy w życiu Konrad Romańczuk nie czuł się równie bezradny. Dramatis personae: Konrad Romańczuk - "Dożywotni" w Lichotce. Rdzenny mieszczuch, wychowany w kulturze betonu, plastiku i ruchomych schodów. Z przyrodą obcuje wyłącznie za pośrednictwem Animal Planet i National Geographic.
    Licho - Anioł stróż świętej pamięci pana Wincentego, budowniczego i pierwszego właściciela Lichotki. Pomocne, czyściutkie, tylko by prało i pucowało. Alergia na pierze. Wiecznie zasmarkane z tego powodu.
    Krakers - Pradawny stwór z głębin odwiecznego zła. Przywołany w 1836. Panicz Zygmunt bawił się z nim w składanie ofiar. Po jego śmierci Krakers zadekował się w spiżarce i zajął gotowaniem. To mu wychodzi znacznie lepiej niż sianie zagłady.
    Widmo - Stan skupienia zmienny. Pozostałość eteryczna po paniczu Szczęsnym. Nieszczęśliwe zakochany w 1807 palnął sobie w łeb w kapuście. Ostatnio postanowił zostać odludziem i z pasją oddał się robótkom ręcznym. Poeta.
    Szymon Kusy - Człowiek od wszystkiego. I do wszystkiego.
    Zmora - Kotka. Charakterna, czasem gryzie, ale niezbyt mocno.
    Utopce - Lokatorzy łazienki. Przeczuleni na punkcie higieny Doprawdy, najbliższe miesiące w Lichotce zapowiadają się ciekawie. Aż nazbyt, gdyby kto pytał.

    KLIENCI KTÓRZY ZAKUPILI TEN PRODUKT KUPILI RÓWNIEŻ

    Andrzej Pilipiuk
    Alexandra Pavelkova
    George R.R. Martin

    • WARTO ZOBACZYĆ RÓWNIEŻ...

    recenzje naszych klientów     

    Autor: Piotr Ch... Data dodania: 09/03/2011


    Znaleźć w dzisiejszych zdegenerowanych czasach śmieszną książkę jest trudniej niż wygrzebać brylant w kaszance. Kiedy więc trafię na coś, co rekomendowane jest już choćby jako zabawne, to nie mogę się oprzeć pokusie. Zdobywam i czytam. W przypadku "Dożywocia" Marty Kisiel odgłosy zachwytu dobiegały z wielu stron.
    Nawet po podzieleniu tych zachwytów przez dwa uznałem, że warto zaryzykować. Wyłączyłem na wszelki wypadek co czulsze receptory i rzuciłem się w lekturę. Powiem szczerze: do piętnastej strony włącznie miałem uczucie, jakby autorka próbowała w każdym zdaniu ukryć petardę humoru, a uzyskała jedynie rosnący stos niewypałów. Na szczęście od strony szesnastej akcja ruszyła z siłą wodospadu, ja zaś najpierw zacząłem się uśmiechać, potem śmiać, by wreszcie rechotać sobie w głos, co – i niech to będzie największym komplementem dla książki – nie zdarzyło mi się od lat. Fabuły streszczał nie będę, zrobiło to kilka osób wcześniej. Bohaterów też pozwolę sobie nie przybliżać. Kto czytał, to wie, kto nie czytał – niech nadrabia zaległości. Wbrew chyba jednak większości recenzentów mnie najbardziej ujął potwór z głębin odwiecznego zła, czyli Krakers. Gdyby podobne monstrum z talentem kulinarnym szukało przytulnej spiżarni, to zapraszam.
    Ubawiłem się setnie, chociaż stłamszone receptory dawały od czasu do czasu znać o sobie, popiskując coś w rodzaju: „Ja to już chyba gdzieś czytałem”. I nie chodzi mi tu o fabułę, ale o poszczególne zwroty i powiedzonka. Marta Kisiel, moim zdaniem, nasiąkła stylem Joanny Chmielewskiej i teraz – miejmy nadzieję, że bezwiednie, tak jak średniowieczni teolodzy, którzy automatycznie niejako pisali językiem Biblii – wykorzystała go we własnej twórczości. Nie robię jej z tego zarzutu, w końcu jeśli się na kimś wzorować, to na najlepszych. Liczę jednak, że dopracuje się bardziej indywidualnego stylu, alleluja. Wielki plus za odgrzebanie znanej mi tylko z poradników językowych uroczej odmiany czasownika w rodzaju nijakim. Zastanawiałem się, po co komu forma „wzięłom” i teraz już wiem: powstała specjalnie z myślą o bezpłciowych przecież aniołach.
    Marcie Kisiel dziękuję za kilka godzin bezpretensjonalnej zabawy. Czekam na kolejną powieść, a "Dożywocie" przeczytam ponownie, jeśli tylko uda mi się je wyrwać zaśmiewającej się małżonce.

    [recenzja opublikowana wcześniej na moim blogu: http://zacofany-w-lekturze.blogspot.com/]

    Czy recenzja jest pomocna?: Recenzja jest pomocna! Recenzja nie jest pomocna!

    Autor: Monika Ka... Data dodania: 16/02/2011


    W porządku, przyznaję się. Uwielbiam bamboszki, zwłaszcza różowe, podkoszulki z Myszką Miki, sprzątać, prać, prasować. Mam słabość do grządek kapusty, w których można sobie palnąć w łeb. Kocham dziergać, może nie na drutach, ale na pewno na czyichś nerwach, a raz w miesiącu, kiedy dopada mnie PMS, zamieniam się (przynajmniej tak twierdzi mój mąż) w pradawnego stwora z głębin odwiecznego zła. I tak, uważam, że Rudolf Valentino to idealne imię dla króliczka. Biorąc pod uwagę wszystkie te "zalet" sądzę, że będę idealnym dożywotnikiem Lichotki. Jako bonus mogę zabrać ze sobą dwa uroczo wredne i złodziejskie koty, które będą stanowić idealną kompanię dla Zmory.

    Mieszkać w Lichotce to zapewne nie tylko moje marzenie. Gotycki, ceglany dom ani to mały ani duży, z wieżyczką, przestronną werandą, położony w lesie na zupełnym odludziu. Te wnętrza w stylu terror gothic, biblioteka mieszcząca w sobie tysiące woluminów. Sypialnia z potężnym łóżyszczem, gwarantującym pierwszorzędne koszmary. Piwnica, kryjąca jedną, ale dużą niespodziankę. Jednak czymże był by dom bez swoich domowników, a w tym przypadku dożywotników? Pewnie oazą spokoju i ciszy, ale nie gwarantującą takich wrażeń i przeżyć, jakie potrafi dostarczyć mały, zasmarkany anioł w różowych bamboszkach, z celofanowymi włoskami i oczkami mieniącymi się wszystkimi kolorami tęczy. Uroczy, kochany i tak słodki, próchnica zębów murowana. Do towarzystwa ma widmo nieszczęsnego panicza Szczęsnego, które co prawda próchnice zębów nam daruje, ale z naszym zdrowiem psychicznym i cierpliwością może być już gorzej. Utratę cierpliwości gwarantują również cztery utopce, uporczywie zajmujące łazienkę na piętrze. Tak więc dzięki Bogu za Krakersa, który dobrodusznie i uspokajająco poklepie nas macką po plecach, podczas gdy reszta macek będzie dokonywać w kuchni kulinarnych rewolucji. Zapomniałabym o Zmorze - wdzięcznej kanapowo-naręcznej kocicy. Lichotkę z całym tym tałatajstwem i menażerią … ekhem, dożywotnikami chciałam powiedzieć … odziedziczył Konrad Romańczuk, typowy miastowy facet, próbujący skończyć pisanie dzieła swojego życia, w czym dzielnie przeszkadza mu siła wyższa (bez uprawnień kierująca światem, na pewno kobieta), jego lokatorzy oraz mały, różowy i puchaty sierściuch z ostrymi siekaczami, czyhający na jego życie.

    Chwila, zaraz … chyba jeszcze nie wspomniałam czego tyczy się ten mój cały wywód. A tyczy się on "Dożywocia", zbioru 5 opowiadań autorstwa pani Marty Kisiel. Opowiadań, które łączy ze sobą miejsce, w których się one dzieją, jak i postacie, które w nich występują. Miejsce i postacie. Tak. Chyba u góry już trochę na ten temat napisała. Chciałam jeszcze dodać, że dawno nie spotkałam się z tak barwnie i wyraziście wykreowanymi bohaterami. Każdy ma w sobie to magnetyzujące i przyciągające "coś", więc trudno mi powiedzieć, który najbardziej przypadł mi do gustu. Czy kochane Licho, ze swoją alergią na piórka, co by tylko chodziło, sprzątało i rozkosznie się zachowywało, alleluja? Czy nieszczęsny panicz Szczęsny ze swoją poezją, różową frotką spinającą jego loczki na czubku głowy i jesienno-zimowo-wiosenną chandrą i letnią przerwą na konfitury? Czy Kondziu z tym ironicznym i ciętym poczuciem humoru, drażliwością i alergią na Szczęsnego? Doprawdy, nie jestem w stanie zdecydować. Każda postać mogłaby zostać bohaterem osobnej książki, a ja z chęcią czytałabym jej perypetie.

    Co tak bardzo urzekło mnie w "Dożywociu" i mile zaskoczyło? Oprócz wyżej wspomnianych bohaterów, był to styl pisania, sposób prowadzenia, jak i same dialogi, liczne porównywania oraz barwne i dosadne opisy, a przede wszystkim poczucie humoru, jakie pani Marta zawarła w swojej książce. Przyznam szczerze, że nie sądziłam, iż kiedykolwiek to powiem czy napiszę, ale, jeśli chodzi o styl pisania, pani Kisiel to dla mnie damska wersja Terry’ego Pratchetta. To chyba jeden z największych komplementów jaki może paść z moich ust, ale pani Marta w pełni na niego zasługuje. Czytając "Dożywocie" cały czas towarzyszyło mi to radosne i błogie uczucie jakie gości w mojej głowie, sercu i duszy podczas lektury książek sir Terry’ego. Mimo że Świat Lichotki jest znacznie mniejszy, podobał mi się i zafascynował mnie na równi ze Światem Dysku.

    Cała książka jest przesiąknięta i przepełniona niezwykłym humorem, ciepłym i miłym, ostrymi i ciętym, ironicznymi i absurdalnym, czyli takim jaki kocham najbardziej. Dialogi, opisy czy humor sytuacyjny wywoływały u mnie niepohamowane napady śmiechu oraz konieczność przeczytania danego fragmentu książki na głos mojemu mężowi, żeby i on mógł zaznać tej niezwykłej radości jaką dawała lektura tych opowiadań.

    Cudowna okładka, bohaterowie, zawarte w tej pozycji treści – wszystko to jest na najwyższym poziomie, a książka urzeka całą sobą. I może tylko zakończenie pozostawia pewien … niedosyt ? … smutek? Taką dziwną pustkę … zresztą jak przeczytacie (lub już przeczytaliście) będziecie wiedzieć o co mi chodzi i może Wy nazwiecie lepiej to uczucie. Ja od siebie chcę dodać, że lektura "Dożywocia" była niezwykłą, fascynującą, zabawną i taką miłą sercu przygodą. Polecam tę książkę każdemu, a pani Marcie dziękuję za danie mi możliwości poznania Licho, Szczęsnego, Krakersa, Konrada, Zmory, Kusego, nawet panny Bercikówny i jej seksownych majteczek, które mogły by uchodzić za namiot lub spadochron. Te postacie i ich przygody już na zawsze pozostaną w mojej główce. Wielkie dzięki, alleluja!

    [Opublikowane wcześniej na moim blogu http://fantastyczne-zaczytanie.blogspot.com/ ]

    Czy recenzja jest pomocna?: Recenzja jest pomocna! Recenzja nie jest pomocna!

    Autor: Agnieszka Ta... Data dodania: 11/12/2010


    Zakochałam się! Mówię Wam wszem i wobec – zakochałam się! Ale jest to miłość specjalna, bo i obiekt mych uczuć jest niezmiernie unikatowy.

    Na pytanie w kim i jaki on jest odpowiem wprost: ma na imię Licho i jest to Anioł Stróż! Nie, niestety nie jest to mój opiekun, chociaż chciałabym takiego! Jest to Anioł Stróż przyporządkowany Lichotce, gotyckiej w stylu posiadłości umiejscowionej na środku niczego. Jaki jest, hm… Jest bardzo dobry, jest słodki i rozczulający, chce wszystkich widzieć szczęśliwych, jest nieporadny i naiwny, lubi słodkie króliczki oraz ciepłe, puchate bamboszki. A na dodatek ma uczulenie na pióra! Włączając w to własne opierzenie! Dlatego stale chodzi biedaczek zasmarkany. Uwielbia sprzątać, więc byłby dla mnie tym bardziej idealny! Jest maleńki, ma dziwną fryzurę i radość życia dziecka. Jest cu-dow-ny! :D

    Niestety, nie mieszka sam! Zamieszkuje Lichotkę razem z kilkoma innymi indywiduami. Jest tam mistrz patelni i wałka, lubujący się w tiramisu i faworkach, ukrywający się w piwnicy i spiżarni, ale swoimi mackami dzielnie zarządzający całym domem. Zwie się Krakers, i tak, nie mylicie się, podobieństwo imienia wcale nie jest przypadkowe. Są też cztery zielone utopce, zamieszkujące na stałe staw na podwórzu, ale uwielbiające wizytowanie łazienek w domu i biorące długie kąpiele w wannie. Jest też Zmora, kotka, która panicznie boi się królików i zajęcy, a w chwilach strachu lubi wskakiwać na głowę najbliżej stojącemu człowiekowi (wbijając oczywiście w czaszkę komplet pazurów :p). Śpi też namiętnie na klatce piersiowej właściciela, zsyłając mu w ten sposób koszmary o duszeniu się. W pewnym momencie zjawia się w domu też królik, który zmienia barwę na różową, zostaje ochrzczony Rudolfem Valentino, chociaż niekoniecznie akurat takie imię winien nosić ;) Do tego dochodzi widmo o zmiennym stanie skupienia, bywa mniej lub bardziej widoczne, zwane jest paniczem Szczęsnym, który to ponad 200 lat temu popełnił z miłości samobójstwo, a potem przez przypadek wydostał się z grobu i od tej pory zamieszkuje Lichotkę. Widmo to ma charakter mocno poetycki, marzycielski, romantyczny, wzniosła poezja jest jego specjalnością. Zajmuje się głównie tworzeniem, marzeniami na jawie oraz wkurzaniem kolejnego lokatora. Chociaż nie, nie jest to li i jedynie lokator – to jest ich nowy dożywotnik! Konrad, bo o nim tu mowa, to pisarz, który wykorzystał możliwość wyprowadzenia się z miasta do ułożenia sobie życia na nowo i zapomnienia o swojej byłej miłości. Odziedziczył on Lichotkę wraz z jej lokatorami i jest za nich wszystkich odpowiedzialny. A jest co robić, bo lokatorzy są mocno niesforni i beztroscy. Chociaż wynikać to może z nikłej znajomości otaczającego ich świata. Stale wpadają w jakieś kłopoty, dzieje się bez przerwy coś nowego, co potencjalnie może mocno zagrozić ich egzystencji. A Konrad musi to wszystko odkręcać i ratować im skórę. Chociaż i on potrafi nieźle namieszać… ;)

    Wszyscy razem tworzą niesamowicie barwną i rozkosznie ciekawą grupę, która gwarantuje stałą rozrywkę i wybuchy śmiechu. Stworzono ich w sposób bardzo, ale to bardzo ciekawy, żywy, malowniczy. Kążde z nich ma swój specyficzny charakterek i ciekawe przywary, posługują się cudownym językiem, mają interesujące maniery i hobby. Jest im – po pierwszym momencie „oswajania” – ze sobą dobrze, ale czy tak już zostanie na zawsze? Czy stworzą dużą i szczęśliwą rodzinę? A może ktoś ich opuści? Albo ktoś nowy się zjawi?

    Znajomość z nimi to czystej wody przyjemność, gwarantuje godziny rozrywki i chichotu, brechtania się, śmiechu, co wolicie ;) Ja spędziłam sporo czasu śmiejąc się w głos, aż rodzinka sprawdzała, któż to tak mnie rozśmiesza. Przoduje w tym rozśmieszaniu Licho, ale reszta dzielnie mu towarzyszy.

    Ja pokochałam Licho i jego przyjaciół, myślę, że każdemu dobrze zrobi spędzenie czasu w ich towarzystwie. Na razie mnie zostawili, „przyczaili się”, ale mam nadzieję, że może już w przyszłym roku (o ile pewna pani o inicjałach M.K., która ma zadziwiający wpływ na ich życie zadecyduje właśnie tak) będzie mi dane kontynuować znajomość z tą przesympatyczną, kochaną kombinacją dziwaków.

    Wszystkich czytających moją opinię serdecznie zapraszam do Lichotki, odwiedźcie Licho, koniecznie je ode mnie przytulcie, pogadajcie o poezji ze Szczęsnym, o przepisach z Krakersem, o tworzeniu z Konradem, pogłaszczcie Zmorę, a Rudolfa(?) pstryknijcie w nosek. I cieszcie się każdym momentem, który spędzicie w ich towarzystwie. Ja Lichotkę pokochałam i z utęsknieniem czekam na powrót! A żeby jakoś przyspieszyć upływ czasu idę sobie poczytać, alleluja! :D

    [Recenzja ta została wcześniej opublikowana na moim blogu - www.ksiazkowo.wordpress.com]

    Czy recenzja jest pomocna?: Recenzja jest pomocna! Recenzja nie jest pomocna!