Literadar Literadar
Blady Niko + DVD

Blady Niko + DVD

  • Tomek Tryzna
  • Oprawa: Miękka
  • Ilość stron: 200
  • Rok wydania: 2010
  • Wydawnictwo: Czarna Owca
  • Wymiary: 13.5 x 21 cm
  • ISBN: 978-83-7554-164-9

  • nasza cena:
    27,00zł
    Cena rynkowa: 29,90zł
    Rabat: 9.7%
    Oszczędzasz: 2,90zł

    Wysyłka w ciągu: 2-3 dni
    Czas i koszty dostawy »
    Ocena klientów: (5.00)Oceń klikając na gwiazdkę
    Recenzje »

    Blady Niko + DVD opis

    Najnowsza książka Tomka Tryzny "Blady Niko" to ostatnia część trylogii dziecięcej, zamyka śląską opowieść o dojrzewaniu, zapoczątkowaną bestsellerową "Panną Nikt" (książkę na ekran przeniósł w 1996 roku Andrzej Wajda), i rozwiniętą w "Idź kochaj".
    Dyskusje i wódka w kawiarni Casanova, przeplatają się tu z seansami w Gdyni. Filmowo-baśniowa Świdnica jest świadkiem pierwszych miłości, poważnych wyborów i porażek artystycznych tytułowego bohatera. Pragnienie sławy, fascynacje Antonionim, Langiem i Nouvelle Vague rozbijają się o siermiężną rzeczywistość Polski Ludowej, gdzie lekcje francuskiego są gestem politycznym i skąd uciekać można tylko w sztukę. "Blady Niko" to niezwykła podróż w czasy, kiedy kochało się do szaleństwa, piło na umór i marzyło o tym, by być jak Jean Luc Godard, mieć na własność kamerę "szesnastkę", scotch do klejenia taśmy filmowej i być naprawdę wolnym.

    KLIENCI KTÓRZY ZAKUPILI TEN PRODUKT KUPILI RÓWNIEŻ

    Geert Kimpen
    Piotr Piotrowski
    Oleg Zakirov
    Kava Alex

    • WARTO ZOBACZYĆ RÓWNIEŻ...

    recenzje naszych klientów     

    Autor: Marta St... Data dodania: 01/07/2011


    Z czym nam się kojarzy polskie kino? Mnie na myśl przychodzą trzy hasła – martyrologia, patologia, nuda.
    A świat przedstawiany w polskich filmach, to zazwyczaj ten sam świat, o którym śpiewają tacy raperzy jak Peja. Bieda, szare blokowiska, puste butelki.

    Świat , w którym żyje Blady Niko, na pozór wydaje się też tak wyglądać. Szare bloki, bieda, zaniedbana matka i niestroniący od butelki ojciec. Język jakim posługują się główny bohater i jego znajomi też jednoznacznie wskazuje na wychowanie w wiadomym otoczeniu. Nie inaczej rzecz ma się z rozrywkami młodzieży. Wypić jak najwięcej win, zaliczyć numerek…

    Blady Niko to reżyser-amator. Zakochany w kinie i stawiający swoje pierwsze kroki w tworzeniu filmów. Gdy spojrzymy na świat oczami Bladego Niko, zza jego kamery, nie zobaczymy szarości. Zobaczymy normalne życie, młodych ludzi z pasją, prawdziwych przyjaciół i na swój sposób wspierającą się rodzinę. Książkę czyta się jednym tchem. Przedstawiony świat zachwyca. Opis krótkiego filmu, w którym mały chłopiec stroszy sobie włosy, wydaje się dziełem sztuki.

    Tomek Tryzna w Bladym Niko pokazuje, że ta bieda, szare blokowiska i puste butelki to nie patologia – to świat, który nas otacza i który można naprawdę kochać. Wszystko zależy tylko od tego ile barw jest w nas samych…

    Czy recenzja jest pomocna?: Recenzja jest pomocna! Recenzja nie jest pomocna!

    Autor: Monika Mo... Data dodania: 18/08/2010


    Lektura niektórych książek zmienia spojrzenie na świat. Nie myślę tu o filozofii w niej zawartej, która by zmieniała światopogląd czytelnika. Mówiąc o „spojrzeniu”, rozumiem to słowo literalnie. Myślę o optyce, o specjalnym filtrze czy okularach, które dana książka zakłada nam na nos. I wtedy wyglądasz przez okno i nagle zauważasz piękno tam, gdzie wcześniej go nie widziałeś. Albo obserwujesz na rynku ludzi i wydają ci się fascynujący ze swymi biografiami. W zasadzie zaczynasz je dorabiać do wyglądu, postawy, wyrazu twarzy, spojrzenia. Im bardziej te życiorysy pokraczne, tym ciekawsze.

    Czasem też lektura niektórych książek przypada na szczególne, choć całkiem prozaiczne, okoliczności. Na przykład na czas podróży pociągiem lub samochodem. Czytaną wtedy rzecz zapamiętuje się na całe życie. Poszczególne sceny łączą się z kadrem spojrzeń rzucanych od czasu do czasu przez kamerę okna samochodowego albo z piosenką puszczaną akurat w lokalnej radiostacji.

    "Bladego Niko" czytałam w podróży do Sokołowa Podlaskiego. Sceny, refleksje, retrospekcje głównego bohatera, Romka, mieszkającego na prowincji w głębokim PRL-u (koniec lat 60-tych) zlewały się w mej głowie z obrazkami Mazowsza - starymi, drewnianymi, walącymi się chałupami, bocianami stojącymi samotnie na łąkach czy lasami, przy których stali grzybiarze sprzedający pierwsze kurki. Wokół książki więc wytworzyła się atmosfera realizmu magicznego. Być może to wszystko sprawiło, iż "Blady Niko" wciągnął mnie bez reszty. Mało tego – uważam, że to wspaniała książka. Jeśli zamierzacie ją przeczytać, spróbujcie stworzyć lekturze odpowiednio dziwne, inne warunki. Nie będziecie zawiedzeni.

    Gdyby nie wydawca, nie domyśliłabym się, że tytułowy bohater, dziewiętnastolatek, to Romek z "Idź, kochaj", naówczas dwunastolatek, walczący o wyrwanie rodziny z nędzy (o którą nota bene się obwiniał). Blady Niko zawdzięcza swą ksywę anemicznej urodzie. Chyba jednak ma też w sobie coś z drania, o którym śpiewała Kwiatkowska. Poza tym Niko to anagram słowa „kino”, a to pojęcie akurat dla naszego bohatera jest niezmiernie ważne. Jest on bowiem młodym, jak sam twierdzi – świetnie się zapowiadającym reżyserem. Ma na swoim koncie nagrodę za film "Marionetki" (dołączono do książki, na płytce CD). Jego mistrzem jest Jean-Luc Godard, od którego filmu "Pogarda" tak naprawdę wszystko się zaczęło. Kiedy koledzy „walili konia pod Bardotkę”, on doznał olśnienia i zachwycił się artyzmem przekazu. Od tej pory, wraz z kolegami z klubu filmowego, jego życie toczy się wokół tematyki kinematograficznej.

    Książka to w gruncie rzeczy spis myśli bohatera. Z jednej strony prowadzi on nas przez teraźniejszość – właśnie wydarzyło się coś ważnego. Niejaki profesor Wunde z NRD, zachwyciwszy się na jednym z festiwali świdnickim krajobrazem uchwyconym przez kamerę chłopców z klubu, postanawia podarować im profesjonalny sprzęt, który zakończy erę kina niemego w ich życiu. Pozwoli im rozwinąć skrzydła. Trwamy więc z bohaterem w oczekiwaniu na ten uroczysty moment przekazania sprzętu. Z drugiej zaś strony, Blady Niko prowadzi nas po okolicznych knajpkach, gdzie umawia się z kolegami – początkującymi artystami, dandysami, zachlewającymi ciemne strony swych życiorysów. Opowiada nam często i gęsto o scenariuszach filmów, które już nakręcił albo które wkrótce zamierza nakręcić, o misji bycia reżyserem niezależnym, ale także o swej rodzinie. Pięknie portretuje ludzi, z którymi się spotyka, z którymi żyje – rodziców, swoje dziewczyny, kolegów, mieszkańców miasta. Bardzo przypomina mi to obrazy Barei i jego naturszczyków, z Himilsbachem na czele. Niko (albo Tryzna?) przekonuje, że kamera potrafi uchwycić obraz tak, „jakby się woda zamieniła w wino. A niekiedy dzieje się odwrotnie i wino zamienia się w siki”. Dla mnie ta książka właśnie taka jest – woda zamienia się w wino.

    "Blady Niko" to trzecia książka w cyklu. Po "Pannie Nikt" przedstawiającej losy trzech dziewcząt i po "Idź, kochaj" ze wspomnianym już bohaterem Romkiem. Wszystkie określane są mianem trylogii dziecięcej czy inicjacyjnej. Omawiana tu książka to zdecydowanie surowa rzecz. Pokazuje świat chłopaków (celowo używam tego słowa) chyba takim, jaki jest - podrywanie lasek, zmaganie się ze swoją seksualnością (że tak eufemistycznie to określę, choć należałoby dosadniej) i te ambicje bycia kimś, kimś innym niż wszyscy dookoła, i to przekonanie, że wszystko można zrobić, że sukces czeka za rogiem. Sporo tu odwołań do filmu ambitnego, literatury - nie wiem, czy to młodych przekona. Ja jestem na tak. Intuicja mi podpowiada, że młodym by się spodobało. Nie wiem natomiast, jak zareagowaliby niektórzy rodzice na tego typu lekturę:)

    Czy recenzja jest pomocna?: Recenzja jest pomocna! Recenzja nie jest pomocna!