O duchu, który się bał
nasza cena:
23,00zł
Cena rynkowa: 24,90zł
Rabat: 7.63%
Oszczędzasz: 1,90zł
23,00zł
Cena rynkowa: 24,90zł
Rabat: 7.63%
Oszczędzasz: 1,90zł
Recenzje »
O duchu, który się bał opis
Był bardzo, bardzo ciemny wieczór w bardzo, bardzo ciemnym lesie. W głębi lasu stał samotny stary dom. Księżyc oświetlał szczyty drzew, a wokół panowała głucha cisza. Nagle rozległ się przeraźliwy krzyk...
Już się boicie? A może TO, czego się boicie, też się czegoś boi? I może wcale nie jest takie straszne, jak się wydaje?
Występują: duch bez głowy, długonogi kościotrup, tata wampir z wampirkiem, wielki potwór i mała myszka. No i jeszcze oficjalne mieszkanki samotnego starego domu - Kruszynka z mamą.
Już się boicie? A może TO, czego się boicie, też się czegoś boi? I może wcale nie jest takie straszne, jak się wydaje?
Występują: duch bez głowy, długonogi kościotrup, tata wampir z wampirkiem, wielki potwór i mała myszka. No i jeszcze oficjalne mieszkanki samotnego starego domu - Kruszynka z mamą.
KLIENCI KTÓRZY ZAKUPILI TEN PRODUKT KUPILI RÓWNIEŻ
- WARTO ZOBACZYĆ RÓWNIEŻ...
- 01
Nieznane przygody Mikołajka
Rene Goscinny,
Jean-Jacques Sempe
- 02
Nowe przygody Mikołajka
Jean-Jacques Sempe,
Rene Goscinny
- 03
Poczytaj mi mamo. Księga pierwsza
praca zbiorowa
- 04
Nowe przygody Mikołajka. Tom 2
Jean-Jacques Sempe,
Rene Goscinny
- 05
Co to znaczy... 101 zabawnych powiedzeń, które
Grzegorz Kasdepke
Autor: Jolanta Ch... Data dodania: 14/06/2010
W oparach absurdu...
Potwory są złe. Potwory są straszne. Dręczą, męczą, prześladują, nasze dzieci torturują. Oczywiście niedosłownie, spektakl grozy bowiem rozgrywa się w dziecięcej wyobraźni. O, potęgo imaginacji! Pamiętam te nieprzespane noce, z udręczonym potworną wizją wzrokiem, dostrzegającym w każdym zarysie cienia czającą się w ciemności groźbę spotkania z tym czymś, kimś, niedookreślonym, przerażającym, budzącym z uśpienia najmroczniejsze lęki i napawającym grozą. Ten mroczny, tajemniczy świat odpycha i fascynuje zarazem, przeraża i hipnotyzuje. W znanej wielu małym czytelnikom książce Małgorzaty Strzałkowskiej "Wiersze, że aż strach" strach został obłaskawiony, zrehabilitowany i ujarzmiony. Na każdego potwora bowiem można znaleźć sposób, nawet na tego najgorszego, "dorosłego", czającego się w podświadomości (każdy z nas ma zapewne swojego potwora).
Książka "O duchu, który się bał" szwedzkiej pisarki Sanny Töringe momentami paraliżuje grozą, a chwilami śmieszy. Tak jak średniowieczny "Taniec ze śmiercią", gdzie groza i wzniosłość ustępują miejsca karykaturze i rubaszności, sprawiając, że śmierć zostaje obłaskawiona, a lęk przed jej majestatem zneutralizowany i oswojony. W książce Sanny Töringe również mamy do czynienia z groteskowym tańcem – tym razem z rodziną wampirów, duchów i kościotrupów w roli głównej. Makabryczny taniec duchów tylko na pierwszy rzut oka wydaje się przerażać: jest "bardzo ciemny wieczór w bardzo, bardzo ciemnym lesie"[s. 2], w którego głębi stoi samotny stary dom. Konwencja makabreski – ku zaskoczeniu czytelnika, oczekującego na sceny godne najstraszniejszych horrorów – zostaje przełamana poprzez wprowadzenie elementów codzienności. I elementu zaskoczenia. Motyw tańca opiera się na grze z konwencją, z wyobraźnią, grze z oczekiwaniami czytelnika. Napięcie i groza osiągają apogeum, by w tym samym momencie zderzyć się z karykaturą – zamiast tańca grozy przed naszymi oczyma odbywa się bowiem taniec duchów, które nie starszą, a są straszone, które nie budzą grozy, a same się boją. Absurdalne przewartościowanie utartych schematów, pudełkowa konstrukcja narracji i element zaskoczenia to główne walory tej opowieści. Odbiorca jest nieustannie zaskakiwany i trzymany w napięciu. Co chwila zmieniają się dekoracje tego na poły przerażającego, na poły komicznego spektaklu grozy: od dziecięcego pokoju, poprzez zalaną ciemnością klatkę schodową, garderobę, strych, po piwnicę. Duch bez głowy ukrywający się rzekomo pod łóżkiem małej dziewczynki okazuje się duchem bezradnym: zapomniał, gdzie zostawił swoje łańcuchy, które służą mu do straszenia i dzwonienia. Kościotrup mieszkający w garderobie odziany jest w kolorowy beret w kwiatki, zieloną chustę i zielone balerinki na obcasie, wywołując raczej uśmiech politowania niż grymas przerażenia: kościotrup bowiem boi się potworów i nie przepada za wampirami! A wampiry wcale a wcale nie są straszne: boją się... kościotrupa! Błędne koło! Żeby tego było mało: jest jeszcze wielki potwór w piwnicy, który z kolei boi się... małej myszki. Tak się biedak przestraszył, że w te pędy rzucił się do ucieczki. A ze słoika potrąconego przez małą myszkę wcale nie kapie krew (jak się wydaje Kruszynce), lecz dżem truskawkowy (jej mama ma zatem rację). Wkrótce przerażone i skompromitowane duchy w popłochu uciekają z domu Kruszynki i jej mamy i znajdują sobie schronienie w bardziej godnej swego potwornego majestatu scenerii: w ruinach starego zamku z wieżyczkami i basztami.
Historia, ku uspokojeniu najmłodszego czytelnika, zyskuje inne zakończenie niż w znanej balladzie Goethego "Król olszyn": "W samotnym domu w wielkim ciemnym lesie nie ma ani kościotrupa w garderobie, ani bezgłowego ducha pod łóżkiem, ani potwora w piwnicy, ani wampirów na strychu"[s. 20]. Ilustracje z dreszczykiem autorstwa Kristiny Digman znakomicie dopełniają opowieści, wpisując się w konwencję makabreski, absurdalnie odpotworzonej i odgroźnionej.
Znakomita lektura dla przedszkolaków, które lubią dreszczyk grozy i tajemnicy przyprawiony nutą karykatury i groteski. Mojej córeczce najbardziej podobał się kościotrup (kosztofrup) i nietoperze majaczące na tle księżyca. Bardzo sugestywne!
Potwory są złe. Potwory są straszne. Dręczą, męczą, prześladują, nasze dzieci torturują. Oczywiście niedosłownie, spektakl grozy bowiem rozgrywa się w dziecięcej wyobraźni. O, potęgo imaginacji! Pamiętam te nieprzespane noce, z udręczonym potworną wizją wzrokiem, dostrzegającym w każdym zarysie cienia czającą się w ciemności groźbę spotkania z tym czymś, kimś, niedookreślonym, przerażającym, budzącym z uśpienia najmroczniejsze lęki i napawającym grozą. Ten mroczny, tajemniczy świat odpycha i fascynuje zarazem, przeraża i hipnotyzuje. W znanej wielu małym czytelnikom książce Małgorzaty Strzałkowskiej "Wiersze, że aż strach" strach został obłaskawiony, zrehabilitowany i ujarzmiony. Na każdego potwora bowiem można znaleźć sposób, nawet na tego najgorszego, "dorosłego", czającego się w podświadomości (każdy z nas ma zapewne swojego potwora).
Książka "O duchu, który się bał" szwedzkiej pisarki Sanny Töringe momentami paraliżuje grozą, a chwilami śmieszy. Tak jak średniowieczny "Taniec ze śmiercią", gdzie groza i wzniosłość ustępują miejsca karykaturze i rubaszności, sprawiając, że śmierć zostaje obłaskawiona, a lęk przed jej majestatem zneutralizowany i oswojony. W książce Sanny Töringe również mamy do czynienia z groteskowym tańcem – tym razem z rodziną wampirów, duchów i kościotrupów w roli głównej. Makabryczny taniec duchów tylko na pierwszy rzut oka wydaje się przerażać: jest "bardzo ciemny wieczór w bardzo, bardzo ciemnym lesie"[s. 2], w którego głębi stoi samotny stary dom. Konwencja makabreski – ku zaskoczeniu czytelnika, oczekującego na sceny godne najstraszniejszych horrorów – zostaje przełamana poprzez wprowadzenie elementów codzienności. I elementu zaskoczenia. Motyw tańca opiera się na grze z konwencją, z wyobraźnią, grze z oczekiwaniami czytelnika. Napięcie i groza osiągają apogeum, by w tym samym momencie zderzyć się z karykaturą – zamiast tańca grozy przed naszymi oczyma odbywa się bowiem taniec duchów, które nie starszą, a są straszone, które nie budzą grozy, a same się boją. Absurdalne przewartościowanie utartych schematów, pudełkowa konstrukcja narracji i element zaskoczenia to główne walory tej opowieści. Odbiorca jest nieustannie zaskakiwany i trzymany w napięciu. Co chwila zmieniają się dekoracje tego na poły przerażającego, na poły komicznego spektaklu grozy: od dziecięcego pokoju, poprzez zalaną ciemnością klatkę schodową, garderobę, strych, po piwnicę. Duch bez głowy ukrywający się rzekomo pod łóżkiem małej dziewczynki okazuje się duchem bezradnym: zapomniał, gdzie zostawił swoje łańcuchy, które służą mu do straszenia i dzwonienia. Kościotrup mieszkający w garderobie odziany jest w kolorowy beret w kwiatki, zieloną chustę i zielone balerinki na obcasie, wywołując raczej uśmiech politowania niż grymas przerażenia: kościotrup bowiem boi się potworów i nie przepada za wampirami! A wampiry wcale a wcale nie są straszne: boją się... kościotrupa! Błędne koło! Żeby tego było mało: jest jeszcze wielki potwór w piwnicy, który z kolei boi się... małej myszki. Tak się biedak przestraszył, że w te pędy rzucił się do ucieczki. A ze słoika potrąconego przez małą myszkę wcale nie kapie krew (jak się wydaje Kruszynce), lecz dżem truskawkowy (jej mama ma zatem rację). Wkrótce przerażone i skompromitowane duchy w popłochu uciekają z domu Kruszynki i jej mamy i znajdują sobie schronienie w bardziej godnej swego potwornego majestatu scenerii: w ruinach starego zamku z wieżyczkami i basztami.
Historia, ku uspokojeniu najmłodszego czytelnika, zyskuje inne zakończenie niż w znanej balladzie Goethego "Król olszyn": "W samotnym domu w wielkim ciemnym lesie nie ma ani kościotrupa w garderobie, ani bezgłowego ducha pod łóżkiem, ani potwora w piwnicy, ani wampirów na strychu"[s. 20]. Ilustracje z dreszczykiem autorstwa Kristiny Digman znakomicie dopełniają opowieści, wpisując się w konwencję makabreski, absurdalnie odpotworzonej i odgroźnionej.
Znakomita lektura dla przedszkolaków, które lubią dreszczyk grozy i tajemnicy przyprawiony nutą karykatury i groteski. Mojej córeczce najbardziej podobał się kościotrup (kosztofrup) i nietoperze majaczące na tle księżyca. Bardzo sugestywne!
Twój







